Pomieszanie z poplątaniem.

  liczba postów: 28
UWAGA: Forum Trans-Fuzji zostało zamknięte. Tworzenie i edycja postów nie są już możliwe.

Wszystkich forumowiczów zapraszamy pod nowy adres: http://transpomoc.pl
do naszego własnego, społecznościowego, Wolnego Forum Transowego.

Zawartośc starego forum zostanie zapisana i przeniesiona w nowe miejsce w postaci archiwum.

na dół strony  
Pomieszanie z poplątaniem. 2013.11.24, 17:27
[autor]
Witam!

Jest to mój pierwszy post na forum, więc wypadałoby się przedstawić. Na imię mam Fleur, a lat dwadzieścia. Ostatnio dopadły mnie wątpliwości, dlatego że... no w sumie mam za mało wątpliwości. Wydawało mi się, że jestem krytyczna i zdystansowana, a zaczęłam myśleć o tym, żeby pójść o krok dalej - w kierunku hormonów, operacji itd. choć konsekwencje mnie wciąż przerażają, szczególnie ew. problemy zdrowotne.

...ale od początku. Zawsze byłam strasznie nieśmiałym, dziwnym chłopcem. Mimo, że nie najlepiej czułam się ze swoim ciałem, nie myślałam o tym, że mogłabym być dziewczyną. Tak do 16-stki mniej więcej, kiedy zaczęłam fantazjować wieczorami o tym, że mogłabym zasnąć i obudzić się z zupełnie nowym ciałem, zacząć nowe życie. Później było dużo depresji, raz miałam kompleksy bo byłam za mało męska, raz za mało kobieca, a najczęściej to się czułam w ogóle do niczego. Tak aż do punktu krytycznego, kiedy to przeżyłam zawód miłosny, który dobił mnie i w końcu wylądowałam w nieciekawym stanie u psychiatry, po dwóch spotkaniach olałam go i przez następnych parę miesięcy intensywnie poszukiwałam siebie. Jestem z natury istotą bardzo refleksyjną, myślę non stop i kombinuję, ale unikam raczej ludzi, więc w poszukiwaniu siebie miałam już trochę doświadczenia. Przełomowym momentem było dla mnie mistyczne wręcz przeżycie, kiedy to zimą w środku lasu, z dala od ludzi i w zupełnej ciszy - zabrzmiała w mojej głowie taka myśl, że tu właśnie mogę przez chwilę być kobietą. To było cudowne uczucie, zupełnie niesamowite. W grudniu zeszłego roku powiedziałam sobie: pi****lę to, czuję się dziewczyną i nic na to nie poradzę! Zaraz potem powtórzyłam to koleżance.

Teraz mam wspaniałą dziewczynę, która poznała mnie już jako kobietę, wiedzą wszyscy znajomi, rodzina, nawet niektórzy wykładowcy na uniwerku. Tylko mam straszny problem jako feministka i antyesencjalistka - bo skoro płeć jest tylko pewnym konstruktem kulturowym, to czy naprawdę muszę niszczyć swoje zdrowie, żeby naprawdę być kobietą? I co to w ogóle znaczy? Wydaje mi się, że chciałabym być bardziej kobieca, boję się tego co testosteron może ze mną zrobić jak nie będę brała żadnych leków, ale z drugiej strony, czy nie chodzi o to, żeby po prostu być sobą? Jak mam być sobą na hormonach/po operacji... czy nie chcę się stać kim innym? Moje ciało jest bardzo kobiece (może za wyjątkiem wysokiego wzrostu i pięknego barytonu), zastanawiałam się nawet czy nie jestem XXY, albo jeszcze jakaś inna kombinacja... Chodziłam do seksuolożki, ale teraz nie za bardzo mam jak... Strasznie to wszystko pogmatwane. Jeśli ktoś miał podobne przemyślenia,  to będę szalenie wdzięczna za wszelkie komentarze. Zupełnie już nie wiem, co robić.
Re: Pomieszanie z poplątaniem. 2013.11.24, 18:14
[autor]
fleur pisze:
Tylko mam straszny problem jako feministka i antyesencjalistka - bo skoro płeć jest tylko pewnym konstruktem kulturowym, to czy naprawdę muszę niszczyć swoje zdrowie, żeby naprawdę być kobietą?

Jeśli chodzi o to to zostawiam blog transseksualistki która jest feministką(i to radykalną).
http://transcultist.tumblr.com/
Radze poczytać trochę, jeśli oczywiście znasz język angielski. Transseksualizm i feminizm nawet radykalny da się połączyć ;) 
Re. 2013.11.24, 21:34
[autor]
Oczywiście, że da się połączyć transpłciowość z feminizmem. Tylko, że skoro nie wierzę, że jestem "kobietą uwięzioną w ciele mężczyzny", tylko uważam, że moja tożsamość ukształtowała się w ciągu mojego życia tak a nie inaczej - to oznacza, że nie ma prostej odpowiedzi na pytanie o to kim jestem, jak mam być sobą itd. Nie mogę sobie powiedzieć "jesteś trans, teraz musisz sobie jakoś z tym poradzić". To by było bez sensu.
Re: Re. 2013.11.25, 03:29
[autor]
Najlepiej nie podejmuj żadnych pochopnych działań, które mogą się okazać zgubne w skutkach. W sumie to mogłabyś o tym porozmawiać ze specjalista, psychoterapeutą, psychologiem, zajmującym się tematem. 
Re: Re. 2013.11.25, 13:01
[autor]
Tylko, że skoro nie wierzę, że jestem "kobietą uwięzioną w ciele mężczyzny", tylko uważam, że moja tożsamość ukształtowała się w ciągu mojego życia tak a nie inaczej - to oznacza, że nie ma prostej odpowiedzi na pytanie o to kim jestem

Napisz do mnie dzisiaj wieczorem na gg: 42139105, przed 19-20 nie mogę bo pracuję. Kiedyś miałam podobne przemyślenia i myślę, że mogłoby nam się ciekawie porozmawiać.

 

bo skoro płeć jest tylko pewnym konstruktem kulturowym, to czy naprawdę muszę niszczyć swoje zdrowie, żeby naprawdę być kobietą?

Nic nie musisz, cała rzecz polega na bilansie zysków i strat. Jeżeli jak widzę coś czytałaś, to na pewno rozumiesz, że "tak naprawdę bycie kobietą" można rozumieć na przynajmniej dwa sposoby - biologiczny i kulturowy. W tym pierszym sensie nigdy nie będziesz kobietą, bo się nią nie urodziłaś. W tym drugim, to już sens pojęcia "prawdziwa kobieta" się rozmywa - tak więc sensowne pytanie to nie jest, jak masz się stać prawdziwą kobietą, tylko jak chcesz żyć i wygladać, żeby czuć się dobrze.

 

Niczego tutaj nie zracjonalizujesz bo ta potrzeba nie ma charakteru racjonalnego.  

zmian: 2, ostatnia: hikaru2 - 2013.11.25, 13:05
Re: Re. 2013.11.25, 13:20
[autor]

Poza tym bycie sobą to stawanie się sobą, realizacja pewnych rzeczy które się sobie zamierzyło. Z pewnego punktu widzenia sport ekstremalny to też niszczenie sobie zdrowia i ryzykowanie życia, ale ludzie widzą w tym sens - i to nie przez własną życiową bezrefleksyność.

 

Nie wiem czy mówię jasno.

 

Ale co tam po racjonalizach i filozofowaniu, ja mogę się mądrzyć na forach i nadal mam problemy psychiczne, a o kobiecym ciele i możlwiości pokazania się nago bez wstydu przed genetyczną kobietą, nawet nie marzę - bo wiem, że moje ciało jest całkowicie normalnie męskie i nawet nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej... Mogłabym zrobić operacje, na które mnie nie stać, ale ono męskim pozostanie.

 

Racjonalizacja i filozofia nie pomagają na to że się nie widzi w tym sensu oraz, że to jednak boli.

Re: Re. 2013.11.25, 13:41
[autor]
Dziękuję za odpowiedź, napiszę na pewno! Doskonale rozumiem, co masz na myśli. Ty też możesz napisać.
zmian: 1, ostatnia: fleur - 2013.11.26, 19:04
Re: Pomieszanie z poplątaniem. 2013.11.25, 14:27
[autor]
fleur pisze:

Teraz mam wspaniałą dziewczynę, która poznała mnie już jako kobietę, wiedzą wszyscy znajomi, rodzina, nawet niektórzy wykładowcy na uniwerku. Tylko mam straszny problem jako feministka i antyesencjalistka - bo skoro płeć jest tylko pewnym konstruktem kulturowym, to czy naprawdę muszę niszczyć swoje zdrowie, żeby naprawdę być kobietą? I co to w ogóle znaczy? Wydaje mi się, że chciałabym być bardziej kobieca, boję się tego co testosteron może ze mną zrobić jak nie będę brała żadnych leków, ale z drugiej strony, czy nie chodzi o to, żeby po prostu być sobą? Jak mam być sobą na hormonach/po operacji... czy nie chcę się stać kim innym? Moje ciało jest bardzo kobiece (może za wyjątkiem wysokiego wzrostu i pięknego barytonu), zastanawiałam się nawet czy nie jestem XXY, albo jeszcze jakaś inna kombinacja... Chodziłam do seksuolożki, ale teraz nie za bardzo mam jak... Strasznie to wszystko pogmatwane. Jeśli ktoś miał podobne przemyślenia,  to będę szalenie wdzięczna za wszelkie komentarze. Zupełnie już nie wiem, co robić.
Nie, płeć to nie tylko konstrukt kulturowy ;)
Kulturowe jest tylko uczestnictwo danego "bytu" w kulturze i wyznaczone przez kulturę rozumienie jego.
Zawsze możesz zwrócić się w kierunku egzystencjalizmu, a szczególnie do egzystencjalnej analizy jestestwa.
Za Heideggerem ;)

"Jako projektowanie, rozumienie jest sposobem bycia jestestwa, pozwalającym na to, że jest ono swymi możliwościami jako możliwościami.
(...) Tylko dlatego, że 'tu oto' uzyskuje swą konstytucję dzięki rozumieniu i jego projektowemu charakterowi, dlatego, że jest ono tym, czym się staje lub nie staje, może ze zrozumieniem rzec samemu sobie: 'stań się tym, czym jesteś!' "
"Położenie nie tylko otwiera jestestwu jego rzucenie i zdanie na zawsze otwarty już wraz z byciem jestestwa świat, lecz samo jest egzystencjalnym sposobem bycia, w jaki jestestwo się ' światu' ciągle oddaje, pozwala mu się tak nachodzić, że samemu sobie w pewien sposób wymyka. Egzystencjalne ukonstytuowanie tego wymykania się zostanie uwydatnione na przypadku fenomenu upadania."
"To, co ontologicznie wskazujemy terminem 'położenie', jest ontycznie najbardziej znane i najbardziej powszednie: nastrój, bycie nastrojonym."
"Nastrój odsłania 'jak komuś jest'. Przez to 'jak komuś jest' bycie nastrojonym wprowadza bycie w jego 'tu oto' "
"W położeniu jestestwo zawsze jest już przywiedzione przed samo siebie, odnalazło już siebie, i to nie w sensie odnajdywania siebie przez spostrzeżenie, lecz w sensie nastrojonego samopoczucia"
"Niebycie-samym-sobą funkcjonuje jako pozytywna  możliwość bytu* (...) To niebycie trzeba pojmować jako najbliższy sposób bycia jestestwa, w jakim się ono zwykle utrzymuje"
"To wyobcowanie, które zamyka przed jestestwem jego właściwości i możliwość, choćby nawet możliwość prawdziwego niepowodzenia, nie zdaje jednak jestestwa na byt, którym ono samo nie jest, lecz spycha je w jego niewłaściwość, w pewien możliwy sposób bycia jego samego. Owo kusząco-uspokajające wyobcowanie upadania prowadzi własną ruchliwością do tego, że jestestwo wikła się samo w sobie"


* Pozytywna nie w sensie wartości "dobre/złe" ale w sensie ontologicznym. Chodzi o to, że czy zdecydujesz się na "bycie facetem" mimo, że nie leży to w twojej naturze to postąpisz w sposób sobie dostępny - nie zanegujesz siebie w sensie istotowym. Nie będąc sobą paradoksalnie zawsze będziesz sobą ;)

P.S. Jaka z ciebie antyesencjalistka skoro piszesz o "byciu sobą"? ;))))
zmian: 3, ostatnia: czarnowron - 2013.11.25, 14:35
Re: Pomieszanie z poplątaniem. 2013.11.25, 15:28
[autor]

@usuniety post

zrozumienie siebie to też zrozumienie procesu, w którym jesteś

 

ja nie jestem filozofką, tylko inżynierką, :P więc widzę człowieka (życie) jako samoregulujący się układ ze sprzężeniem zwrotnym, a rozumienie rzeczywitości jako pewien model jego działania

 

nie wystarczy więc opisanie w pełni stanu w którym jesteś teraz, ale też koniecnza jest znajomość kierunku zmiany do chwili przyszłej, bo to jest układ dynamiczny (analogia do proceów Markowa, jakby ktoś chciał wnikać :/)

 

zmieniając swoje ciało, zmieniasz siebie, tak jak każdą myślą też zmieniasz siebie, ponieważ każda myśl ma wpływ na fizyczną strukturę połączeń neuronów w mózgu

 

"bycie sobą" jest więc ciągłym zmienianiem się, a skoro proces myślenia jest tak samo materialną ingerencją w ciało, jak inne procesy, to dlaczego miałoby się móc myśleć, ale już nie się operować? :)

 

mam wrażenie, że ty potrzebujesz stworzyć racjonalny model świata w którym będzie miejsce na twoje irracjonalne pragnienia - czy nie jest tak, że w tym przypadku każdy złożony model teoretyczny jest w zasadzie wtórny wobec prostych potrzeb zapisanych w mózgu i wynikłych ze wcześniejszych interakcji nas i świata?

zmian: 1, ostatnia: hikaru2 - 2013.11.25, 15:28
Re: Pomieszanie z poplątaniem. 2013.11.25, 15:29
[autor]
czarnowron pisze:
"Niebycie-samym-sobą funkcjonuje jako pozytywna  możliwość bytu* (...) To niebycie trzeba pojmować jako najbliższy sposób bycia jestestwa, w jakim się ono zwykle utrzymuje"
"To wyobcowanie, które zamyka przed jestestwem jego właściwości i możliwość, choćby nawet możliwość prawdziwego niepowodzenia, nie zdaje jednak jestestwa na byt, którym ono samo nie jest, lecz spycha je w jego niewłaściwość, w pewien możliwy sposób bycia jego samego. Owo kusząco-uspokajające wyobcowanie upadania prowadzi własną ruchliwością do tego, że jestestwo wikła się samo w sobie"


* Pozytywna nie w sensie wartości "dobre/złe" ale w sensie ontologicznym. Chodzi o to, że czy zdecydujesz się na "bycie facetem" mimo, że nie leży to w twojej naturze to postąpisz w sposób sobie dostępny - nie zanegujesz siebie w sensie istotowym. Nie będąc sobą paradoksalnie zawsze będziesz sobą ;)

P.S. Jaka z ciebie antyesencjalistka skoro piszesz o "byciu sobą"? ;))))

Antyesencjalistka w kwestii płci, nie w ogóle. Gdybym była antyesencjalistką w ogóle, to na co mi Heidegger?

Rozumiem cytat. Tylko, jak się zdaje, człowiek dąży do rozjaśnienia egzystencji? Mam możliwość nie bycia sobą, ale czy nie będąc sobą nie rozmieniam życia na drobne? A może należy poświęcić drogę do doskonałości, uznać, że Buddą to ja nie będę i żyć? Hm... nie do końca rozumiem.
Re: Pomieszanie z poplątaniem. 2013.11.25, 15:43
[autor]
hikaru2 pisze:

@usuniety post

zrozumienie siebie to też zrozumienie procesu, w którym jesteś

 

ja nie jestem filozofką, tylko inżynierką, :P więc widzę człowieka (życie) jako samoregulujący się układ ze sprzężeniem zwrotnym, a rozumienie rzeczywitości jako pewien model jego działania

 

nie wystarczy więc opisanie w pełni stanu w którym jesteś teraz, ale też koniecnza jest znajomość kierunku zmiany do chwili przyszłej, bo to jest układ dynamiczny (analogia do proceów Markowa, jakby ktoś chciał wnikać :/)

 

zmieniając swoje ciało, zmieniasz siebie, tak jak każdą myślą też zmieniasz siebie, ponieważ każda myśl ma wpływ na fizyczną strukturę połączeń neuronów w mózgu

 

"bycie sobą" jest więc ciągłym zmienianiem się, a skoro proces myślenia jest tak samo materialną ingerencją w ciało, jak inne procesy, to dlaczego miałoby się móc myśleć, ale już nie się operować? :)

 

mam wrażenie, że ty potrzebujesz stworzyć racjonalny model świata w którym będzie miejsce na twoje irracjonalne pragnienia - czy nie jest tak, że w tym przypadku każdy złożony model teoretyczny jest w zasadzie wtórny wobec prostych potrzeb zapisanych w mózgu i wynikłych ze wcześniejszych interakcji nas i świata?


Nie bardzo znajduję miejsce na irracjonalne pragnienia w moim racjonalizmie ;)

Myślałam dzisiaj o tym, czy moja obecna tożsamość nie jest jedynie etapem pośrednim. Najpierw wpływ kultury, socjolizacja itd. doprowadziły do negowania przeze mnie moich cech "kobiecych", później doszłam do afirmacji mojej "kobiecości", ale przez zmianę tożsamości. A może to prowadzi do połączenia tego w jedno JA, które nie będzie musiało sobie obcinać ani tego, co za bardzo męskie, ani tego co za bardzo kobiece? Być może to tylko taka utopia, żyjemy wśród ludzi, w społeczeństwie, ale czy nie należałoby do tego dążyć? Mam duży problem z moimi irracjonalnymi pragnieniami, nie bardzo mogę się z nimi pogodzić.

Co do twojej wizji człowieka, to jest ona bardzo przekonująca i daje do myślenia. Muszę się jeszcze nad tym zastanowić.
Re: [usuniety] 2013.11.25, 15:43
[autor]
To jest kwestia bardziej zawiła. Ogólnie kiedy robisz "coś z siebie" to czynisz właściwie. Inaczej jest gdy ulegasz opinii innych. Przykładowo jako kobieta w męskim ciele niewłaściwie będziesz postępować kiedy to stwierdzisz, że "wszystkie transki idą na SRS - pójdę więc i ja". Niewłaściwym sposobem bycia (upadaniem w świat) będzie posłuchanie kogokolwiek innego niż własnego sumienia - nawet jeśli posłuchasz samego Boga, a będzie to "ślepe posłuszeństwo" to postąpisz niewłaściwie (upadniesz w świat).
<<<Bóg oczywiście jest tu tylko jako pewien konstrukt ;>>>>

"Wraz z zatratą w Się zostaje już rozstrzygnięta najbliższa
faktyczna możność bycia jestestwa — zadania, reguły,
mierniki, pilność i zakres zatroskanego i troskliwego bycia-
-w-świecie. Się odbiera nieustannie jestestwu uchwytywanie
tych możliwości bycia. Zakrywa ono nawet dokonane
przez siebie milcząco odciążenie od wyraźnego wyboru tych
możliwości. Nie wiadomo, kto „właściwie" wybiera. To
pozbawione wyborów, pogrążające jestestwo w niewłaściwości
wchłonięcie przez Nikogo można w ten tylko sposób
odwrócić, że jestestwo samo wróci ku sobie samemu
z zatraty w Się. Ten powrót musi jednak mieć taki sposób
bycia, którego zaniedbanie sprawiło, że jestestwo popadło
w niewłaściwość. Powrót z Się, tzn. egzystencyjna modyfikacja
Siebie-Się we właściwe bycie Sobą, musi się dokonywać
jako nadganianie wyboru. Nadganianie wyboru zaś oznacza
wybieranie tego wyboru, decydowanie się na możność
bycia na podstawie własnego Siebie. Dopiero wybierając
wybór jestestwo umożliwia sobie swą właściwą możność
bycia.
Ponieważ jednak jestestwo zatraciło się w Się, musi się
ono najpierw odnaleźć. Aby w ogóle się odnaleźć, musi zostać
„pokazane" sobie samemu w swej możliwej właściwości.
Potrzebuje ono świadectwa możności-bycia-Sobą, którą
zgodnie z możliwością zawsze już jest.
To, co w poniższej interpretacji podejmujemy jako takie
poświadczenie, powszedniej samowykładni znane jest jako
głos sumienia.
(...)
Sumienie daje „coś" do zrozumienia, otwiera. Z takiej
formalnej charakterystyki wynika sugestia, by ów fenomen
sprowadzić do otwartości jestestwa. To podstawowe ukonstytuowanie
bytu, którym zawsze jesteśmy my sami, jest
konstytuowane przez położenie, rozumienie, upadanie
i mowę. Wnikliwsza analiza sumienia odsłania j e jako zew.
Zew to modus mowy. Zew sumienia ma charakter wezwania
jestestwa do jego najbardziej własnej możności bycia Sobą;
dokonuje się to w sposób pozwania ku najbardziej własnemu
byciu winnym.
(...)
Gubiąc się
w opinii publicznej Się i jej gadaninie, jestestwo wsłuchane
w Siebie-Się nie dosłyszy samo Siebie. Jeśli jestestwo ma
się wydobyć — i to o własnych siłach — z tej zatraty
w przesłyszeniu się, to najpierw musi się odnaleźć, siebie
samo, które się przesłyszało i które ciągle to czyni nasłuchując
Się. To nasłuchiwanie musi ulec przerwaniu, tzn.
samo jestestwo musi mu przydać możliwości słyszenia,
która owo nasłuchiwanie przerwie. Możliwość takiej
przerwy tkwi w niezapośredniczonym staniu-się-wezwanym.
Zew przerywa nie dosłyszące się nasłuchiwanie Się
przez jestestwo, gdy zgodnie ze swym charakterem zewu
budzi słyszenie, które ma pod każdym względem charakter
odmienny niż słyszenie zagubione. Podczas gdy to ostatnie
jest przejęte „zgiełkiem" rozmaitej dwuznaczności codziennie
„nowej" gadaniny, zew musi wzywać bez zgiełku, niedwuznacznie,
nie dając oparcia ciekawości. To właśnie sumienie
jest tym, co przez takie wzywanie daje do zrozumienia.
(...)
Co w zewie sumienia jest tym, co omawiane, tzn. wezwane?
Oczywiście samo jestestwo. (...)
A do czego zostaje ono wezwane? Do własnego Siebie.
Nie do tego, co jestestwo obowiązuje w publicznej „wspólnocie",
do czego jest zdolne, o co się troska, ani też nie
do tego, co uchwyciło, czemu się poświęciło, w co się
dało wciągnąć. Jestestwo takie, jakim jest ono rozumiane
w świecie przez innych i przez siebie samo, zostaje
w tym wezwaniu przekroczone.
(...)
Odpowiedzieliśmy już na to pytanie tezą: zew nie „mówi"
niczego, co można by omawiać, nie dostarcza żadnej
wiedzy o zdarzeniach. Zew śle jestestwo w przód ku jego
możliwości bycia, i to jako zew płynący z nieswojości.
(...)
<<<[Położenie, jak wcześniej powiedziano, ujawnia, „jak
komuś jest". W trwodze jest nam „nieswojo". Znajduje
tu wyraz swoista nieokreśloność tego, przy czym się jestestwo
w trwodze znajduje: „nic" i „nigdzie". Nieswojość
(Unheimlichkeił) jednak oznacza przy tym także bycie-nie-
-w-swoim-domu]>>>>
Re: Pomieszanie z poplątaniem. 2013.11.25, 16:01
[autor]
fleur pisze:
czarnowron pisze:
"Niebycie-samym-sobą funkcjonuje jako pozytywna  możliwość bytu* (...) To niebycie trzeba pojmować jako najbliższy sposób bycia jestestwa, w jakim się ono zwykle utrzymuje"
"To wyobcowanie, które zamyka przed jestestwem jego właściwości i możliwość, choćby nawet możliwość prawdziwego niepowodzenia, nie zdaje jednak jestestwa na byt, którym ono samo nie jest, lecz spycha je w jego niewłaściwość, w pewien możliwy sposób bycia jego samego. Owo kusząco-uspokajające wyobcowanie upadania prowadzi własną ruchliwością do tego, że jestestwo wikła się samo w sobie"


* Pozytywna nie w sensie wartości "dobre/złe" ale w sensie ontologicznym. Chodzi o to, że czy zdecydujesz się na "bycie facetem" mimo, że nie leży to w twojej naturze to postąpisz w sposób sobie dostępny - nie zanegujesz siebie w sensie istotowym. Nie będąc sobą paradoksalnie zawsze będziesz sobą ;)

P.S. Jaka z ciebie antyesencjalistka skoro piszesz o "byciu sobą"? ;))))

Antyesencjalistka w kwestii płci, nie w ogóle. Gdybym była antyesencjalistką w ogóle, to na co mi Heidegger?

Rozumiem cytat. Tylko, jak się zdaje, człowiek dąży do rozjaśnienia egzystencji? Mam możliwość nie bycia sobą, ale czy nie będąc sobą nie rozmieniam życia na drobne? A może należy poświęcić drogę do doskonałości, uznać, że Buddą to ja nie będę i żyć? Hm... nie do końca rozumiem.
Najkrócej mówiąc to chodzi o ne uciekanie przed samą sobą ;) ale cokolwiek nie zrobisz będziesz zawsze sobą. Jeśli nie weźmiesz hormonów - będziesz sobą, jeśli weźmiesz hormony - będziesz sobą.
Pytanie tylko dlaczego je weźmiesz? albo raczej dlaczego ich nie berzesz? Bo uważasz, że kobieta to konstrukt społeczny? Albo dlatego, że uważasz, że nie będziesz sobą kiedy je weźmiesz?
Chodzi tylko o to by nie poddawać się myśli i opinii innych ludzi, a nawet swojemu myśleniu o sobie (patrz część o sumieniu którą ci wysłałam) tylko poddać się zwojemu wezwaniu ;) <<czymkolwiek ono jest, a jest czymś o czym nie można mówić, zatem trzeba o tym milczeć ;P >>>
Re: Pomieszanie z poplątaniem. 2013.11.25, 16:05
[autor]
wiesz jak bardzo cię lubię, Wrona? :)
Re: Pomieszanie z poplątaniem. 2013.11.25, 16:14
[autor]
fleur pisze:

Antyesencjalistka w kwestii płci, nie w ogóle. Gdybym była antyesencjalistką w ogóle, to na co mi Heidegger?
Mogłabyś z niego zrobić sałatkę warzywną, albo deser lodowy :E....
hikaru2 pisze:
wiesz jak bardzo cię lubię, Wrona? :)
Jak? :>

P.S.
Ja ciebie również :)
zmian: 1, ostatnia: czarnowron - 2013.11.25, 16:18
Re: Pomieszanie z poplątaniem. 2013.11.25, 16:18
[autor]
To ciekawe, powinnam przestać uważać się za zdystansowaną i nabrać dystansu. Chyba jednak lubię tego Heideggera, zresztą Was też, wielkie dzięki!!! :)
Re: Pomieszanie z poplątaniem. 2013.11.25, 16:26
[autor]
fleur pisze:
To ciekawe, powinnam przestać uważać się za zdystansowaną i nabrać dystansu. Chyba jednak lubię tego Heideggera, zresztą Was też, wielkie dzięki!!! :)
Go [Heideggera] może lepiej jest nie lubić - w końcu wstąpił do NSDAP {jeśli zrobił to w zgodzie ze swoim wezwaniem to szkoda gadać, a jeśli wstąpił tam bo zatracił się w opinii publicznej to... szkoda gadać ;D}
ale gdyby nie on nie byłoby Sartre, a gdyby nie było Sartre to nie byłoby Simone de Beauvior, a gdyby jej nie było kobiety w latach 70-tych goliłyby nogi.
ale nas możesz lubić :)
zmian: 2, ostatnia: czarnowron - 2013.11.25, 16:29
Re: Pomieszanie z poplątaniem. 2013.11.25, 16:29
[autor]
czarnowron pisze:
Go [Heideggera] może lepiej jest nie lubić - w końcu wstąpił do NSDAP {jeśli zrobił to w zgodzie ze swoim wezwaniem to szkoda gadać, a jeśli wstąpił tam bo zatracił się w opinii publicznej to... szkoda gadać ;D}
ale nas możesz lubić :)
Prof. od Heideggera zarzeka się, że on wcale naziolem nie był, żadne NSDAP, a tak w ogóle to wszystko wina tej głupiej Hannah Arendt ;P
(stąd też moja nieufność do egzystencjalistów)
Re: Pomieszanie z poplątaniem. 2013.11.29, 21:34
[autor]
Bardzo ciekawy wątek, mam obecnie podobne refleksje, chociaż od innej strony. Również mam inklinacje mocno filozoficzne, poza tym naukowe też :) Od wielu lat siedzę w feminizmie, i tak naprawdę zdaje mi się, że w przeciągu tych lat moje odczucie tego, kim jestem i co "nie gra" (nieokreślony dysonans) przesuwało się wraz z moją interpretacją tego, czym jest człowiek i czym jest płeć, i jakie są płcie. W sensie, moje odczucie siebie wpływało na to, co czytałam/em, ale te przemyślenia z czasem znowu prowadziły do innych interpretacji własnego doświadczenia.

W sumie to wszystko doprowadziło chyba tylko do tego, że ciągle nic nie wiem, albo widzę 100 możliwości sensownych interpretacji i po prostu myślę, z którą jest mi najsensowniej żyć, i tyle.

Nie mam teraz siły robić obszernego+ składnego posta, ale jeśli masz ochotę, chętnie popiszę mejlem odnośnie dylematów dotyczących transowości i feminizmu oraz pokrewnych, przez które historycznie przechodziłem i w które ciągle ewoluują jakoś tam (maunakea@poczta.fm)
Re: Pomieszanie z poplątaniem. 2013.11.30, 00:31
[autor]
jakby to forum na codzień reprezentowało sobą taki poziom...

w kwestii operacji... myślę, że to kwestia potrzeb, czy godzimy się na określone wyrzeczenia w zamian za określone udogodnienia. psychologia teraz twierdzi, że płeć mózgu jest ustalana w okresie prenatalnym, przypisana do temperamentu i niezmienna, ale argumentacja którą słyszałam od pana doktora na ten temat obejmowała tylko jeden przypadek. to dość mała grupa by wystosować tak poważne twierdzenie, chociaż analogicznie twierdzenie, że płeć jest produktem społeczeństwa było chyba w pełni wyssane z palca... ja chcę operacji z dwóch powodów, po pierwsze jest dla mnie istotne w jakiej roli funkcjonuję w społeczeństwie i operacja może mi to ułatwić, a po drugie nie jest mi obojętne jakiego ciała dotyka osoba z którą jestem, na chwilę obecną nie mam nic do zaoferowania takiej osobie, bo w tej sytuacji istotna jest moja rola i tak jak w kwestii funkcjonowania w społeczeństwie nie zamierzam wracać do męskiej.

poniżej ściana tekstu o mnie dla ciekawych.

poznałam ostatnio osobę, która uelastyczniła mój sposób patrzenia na siebie. otóż o ile ts towarzyszył mi od lat o tyle nie byłam zawsze kobietą. kobieta była dla mnie najistotniejszą częścią, ale głównie bolesną, tą która zapewniała mi w każdym momencie życia poczucie biologicznej nieprzynależności do grupy, czy upokorzenia, bo pełne pogardy zarzuty względem nie bycia mężczyzną były prawdziwe.

na przestrzeni czasu byłam zawsze "sobą", ale nie zawsze byłam to ja. ponieważ za kierownicą mojego organizmu stały trzy osoby. na początku byłam tworem moich rodziców; nie mówię wbrew pozorom oczywistej bzdury, byłam dokładnie taka, jaką zostałam wykreowana. nosiłam imię po ojcu i z racji na to miałam być lepszą wersją jego (według mojego rozumienia) i miałam potężną relację z matką, która wsypywała mi do głowy najróżniejsze ideały, życie z którymi w zgodzie jest absolutnie nieadaptacyjne i powodowało, że miałam przesrane, bo na przykład "nie należy kłamać" wypowiedziane przez mamę oznaczało, że nie kłamałam. nienawidzono mnie za to i wchodziłam w konflikt z większością nauczycieli i rówieśników, bo nie tylko nie kłamałam, ale zawsze wypowiadałam swoje zdanie, kiedy coś powodowało moje oburzenie. to jeden z wielu przykładów, bo poza imperatywami słyszałam także wypowiedzi typu "ty jesteś (...)" i tego typu słowa brałam też zawsze na poważnie, a mama mówiła mi w dzieciństwie między innymi "jesteś chłopcem" i "jakbyś miał nie być chłopcem, to byś się urodził dziewczynką" i była to odpowiedź na jakieś komunikaty z mojej strony. więc byłam chłopcem, mówiłam, że chłopcy mogą szyć lalki, bo to nie lalki, tylko ludziki i mogę skakać na skakance, bo nie tylko dziewczynki skaczą, ale sportowcy też (na przykład, bo było tego od groma).

ciążyła mi ta tożsamość i dziewczyna wewnątrz mnie chciała wyjść. jakoś jak miałam szesnaście lat czułam, że moje ciało to klatka, spałam właściwie przez cały czas, we śnie widząc drogę do wolności. <tutaj motyw onirystyczny trochę jak z romantycznych ballad>pewnego dnia w zimie spałam i we śnie moje pierwsze ja poznało Dominikę, zrozumiało, że to dlatego tak się czuje, że istota, którą prawdziwie kocha, jest uwięziona w środku. nie miałam wtedy pojęcia, że to kwestia mojej tożsamości, wtedy wydawało mi się, że tożsamość w środku jest prawdziwa, ale nie sądziłam, żeby było mi dane jeszcze kiedyś wejść z nią (mną) w kontakt. obudziłam się mając potworną gorączkę i od wtedy zaczęły dziać się dziwne rzeczy.

pierwsze co się zmieniło to to, że poczułam się nie hetero, a lesbijką, nie potrafiłam tego przed sobą logicznie poukładać. czując wewnętrzną potrzebę odrzuciłam "ja" wykreowane przez rodziców i stworzyłam sobie kolejną tożsamość, jej imię i nazwisko pochodziły z czasu kiedy właśnie dziewczynka wewnątrz mnie była najbliżej powierzchni, czyli okres przedszkola. po osiągnięciu pełnoletniości niezwłocznie zmieniłam dane na drugą tożsamość. on miał oswobodzić "mnie", był czymś na kształt tożsamości roboczej, która funkcjonowała szukając najróżniejszych dróg na wyzwolenie wewnętrznej kobiety.

w międzyczasie nie zauważyłam, że moja mama nie zaakceptowała drugiej tożsamośc. była to informacja o tym, że moja mama nie życzy sobie mnie, tylko "swoje dziecko", które sobie wymyśliła i które jej zabrałam. teraz mam poczucie, że cierpi, nienawidząc mnie, tęskniąc za swoim wymysłem i tylko dlatego okazując mi jakieś zewnętrzne oznaki miłośi gra na zwłokę mając nadzieję, że to tylko zły sen, z którego przyjdzie się obudzić.

mojej drugiej tożsamości udało się wyzwolić kobietę, od tego czasu mam poczucie tożsamości płciowej, dwie wcześniejsze wersje płci nie miały. pierwsza tożsamość zupełnie gdzieś przepadła, chociaż była u władzy przez okres całego dzieciństwa, nie pamiętam w ogóle w jaki sposób wtedy myślałam. z kolei druga miała za zadanie bronić Dominiki, czyli mnie przed wszelkim złem. teraz, kiedy już się nie boję to on siedzi w środku i jest zadowolony, wypełnił swoją misję, ostatecznie istniał tylko po to. on jest prawdziwy, ale jednocześnie jest wykreowany, nie ma powodu, by wykraczać poza siebie, nie ma egoistycznych pobudek. służył głównie przetrwaniu w męskim otoczeniu.

podejrzewam, że wiele osób mogłoby dostrzec u siebie podobne zmiany na przestrzeni czasu, nie sądzę aby tyczyło się to tylko mnie. z drugiej strony brzmi to trochę dziwacznie z punktu widzenia naszej kultury.

zatem idąc krok dalej...

przez czas tych najistotniejszych przemian od siedemnastego roku życia zasypiając modliłam się by obudzić kobietą, bo faktycznie się nią nie czułam. nie czułam się niczym, moje ja było wtedy androgyniczne. była to moja ostatnia myśl przed snem każdej nocy. kiedy ja (Dominika) zostałam wyswobodzona zrozumiałam momentalnie, że obudziłam się kobietą, moje modlitwy zostały wysłuchane. był to jeden poranek pierwszy, inny niż wszystkie inne, było to dla mnie jasne, od tego czasu ani razu nie naszło mnie zwątpienie, być kobietą, to jak być leworęcznym czy praworęcznym, po prostu się jest i tak jest mi lepiej, wygodniej, naturalnie. czy bóg istnieje? i jaką miał podstawę aby wysłuchać akurat mojego życzenia? :P

a raczej czy moją tożsamość płciową może kreować potrzeba posiadania takowej? to ciekawe, sama niefortunnie nie mogę tego wykluczyć, bo tego typu zarzut w stronę prawdziwości mojej kobiecości zakłada w sobie podważenie odmiennego zdania wypowiedzianego przeze mnie. z drugiej strony potrafiłabym to mniej "mistycznie" czy "szaleńczo" ubrać w słowa tak, by nie robiło to ze mnie osoby chorej psychicznie, która cierpi na urojenia. i tym samym przekonać do siebie specjalistów, bo ostatecznie moja płeć jest prawdziwa. ja tylko teraz spojrzałam na proces inaczej.

na drodze dochodzenia do swojej biologicznej płci za każdym razem uważałam, że aktualnie jestem mną, ale już druga tożsamość wiedziała, że nie jest pierwszą. nie rozróżniałam ich mimo wszystko jako oddzielne osobowości. mówiąc "to nie ja", "to nie jest moje imię" nie miałam na myśli, że "nie jestem osobą o której mówisz". równie dobrze można by stwierdzić, że zbiór wydarzeń z mojego życia sprawił, że wyparłam swoją tożsamość płciową i udało mi się to odblokować dzięki terapii poznawczo behawioralnej, która odbywała się w tym okresie mojego życia gdzieś w tle... xD
Re: Pomieszanie z poplątaniem. 2013.11.30, 04:06
[autor]
gabi pisze:
Kiedy zamykam oczy zapadam się w mój świat, mój dom. Tak to ja, czuję , myślę i patrze, kocham. nie chcę się budzić bo na zewnątrz jest zimno i wietrznie, ale wiem, że to tylko na chwilę, bo niedługo znów wrócę do swojego świata, do ukochanego domu w którym mieszkam ja.

hmm... kiedy pisałam o szukaniu wolności we śnie to właśnie czułam podobnie do tego o czym napisałaś... :) przez większość czasu chodziłam z zamkniętymi oczami po ulicy (L0L), ale nie byłam wtedy szczęśliwa... mam nadzieję, że ty jesteś mimo wszystko.


gabi pisze:
Wiesz Dominiczko, przeczytałam Twojego giga posta przed chwilą. Myślę , że mogła bym napisać baaaaaaardzo podobną historię ;-)

wiesz co robić... ctrl+c,ctrl+v,send xD

a tak serio... cieszy mnie, że nie jestem jakimś mega wyjątkiem... swoją drogą jak chcesz popisać, to mam gg w profilu :)
na górę strony  

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj