A czas leci...

  liczba postów: 8
UWAGA: Forum Trans-Fuzji zostało zamknięte. Tworzenie i edycja postów nie są już możliwe.

Wszystkich forumowiczów zapraszamy pod nowy adres: http://transpomoc.pl
do naszego własnego, społecznościowego, Wolnego Forum Transowego.

Zawartośc starego forum zostanie zapisana i przeniesiona w nowe miejsce w postaci archiwum.

na dół strony  
A czas leci... 2013.12.22, 00:19
[autor]

Witam,

Mam 27 lat i przynajmniej od 10 poważne dylematy dotyczące poddania się operacji zmiany płci. Chciałabym się z Wami tym podzielić ponieważ po wielu latach chyba po prostu chciałabym komukolwiek o tym powiedzieć (tzn. jest jedna osoba, która o tym wie ale o tym może w dalszej części).

Ale po kolei, jestem fizycznie mężczyzną, psychicznie kobietą czuję się od 11 lub 12 roku życia - dlatego jestem pewna, że nie jest to chwilowe zawirowanie. Nie jestem też osobą, która nie znosi świata i poszukuje jakiejś zmiany...

Jestem bardzo optymistycznie nastawioną do świata osobą, z artystyczną duszą, mam wielu przyjaciół, uprawiam regularnie sport... Więc na czym polegają moje problemy...?

Zwyczajnie przez te wszystkie lata nigdy nie czułam się facetem... wciąż czuję, że gram... Mam wrażenie, że spędziłam ostatnie 10 lat próbując siebie przekonać na wszystkie możliwe sposoby, że mogę być chłopakiem... Bezskutecznie... a ostatnio dociera do mnie jak bardzo nieskutecznie... Przez ostatnie dwa-trzy lata znajomi wciąż mi powtarzają, że mam jakby mniej życia w sobie - owszem wciąż jestem wesoła, spontaniczna, radosna... ALE nie ma dnia żebym nie czuła się zmęczona... I to coraz bardziej... Dociera do mnie, że czuję się zmęczona ciągłym udawaniem...

Moje dylematy nie są proste... Kiedyś były to pieniądze - zwyczajnie wiedziałam, że mnie nie stać... Obecnie bardzo dobrze zarabiam i kwestie finansowe nie są kłopotem... Ale teraz z kolei jest cała masa innych spraw, które mnie blokują...

1. Mam 189 cm wzrostu - na szczęście nie jestem umięsniona w górnych partiach i jestem raczej drobniejszej budowy - przez co nie mam figury typowo męskiego osiłka... Niemniej obawiam się ewentualnego efektu - gdybym była niewysoka to nawet ewentualnie niezbyt wyględna byłabym w miarę normalna... ale przy tym wzroście bez typowo kobiecego wyglądu mogę być w oczach innych dziwadłem... (pocieszam się tym, że mam pewne cechy, które mogą mi pomóc osiągnąć odpowiedni wygląd jak gęste włosy, delikatną zadbaną skórę, paznokcie...)

2. Mam masę wspaniałych przyjaciół, mam swoje pasje w życiu, które realizuję oraz pracę, która zapewnia mi bardzo stabilną przyszłość... Decydując się na ten krok musiałabym zacząć wszystko od nowa.

3. Jestem w kiepskich relacjach z rodzicami i po ewentualnej korekcie płci jestem w 100% pewna, że chciałabym wyjechać ze swojej rodzinnej miejscowości i zacząć KOMPLETNIE nowe życie od zera, nie jestem osobą, która chce się zmierzyć z krytyką rodziców, a także brakiem akceptacji obecnie ważnych dla mnie osób. Samo podjęcie z nimi tego tematu oznaczałoby, że będę musiała to doprowadzić do końca, a nie jestem pewna, czy byliby skłonni przystać na to...

 

Tak jak wspominałam - nie wiem jak długo jeszcze jestem w stanie próbować siebie przekonać, że mogę i potrafię być mężczyzną... kiedy w każdej sekundzie przez wiele lat jestem świadoma, że nim nie jestem... Czuję się wiecznie umęczona... Wciąż próbuję wykrzesać w sobie siłę do walki ale nie jestem w stanie pokonać siebie...

Re: A czas leci... 2013.12.22, 01:21
[autor]
zaklopotana1986 pisze:

1. Mam 189 cm wzrostu
Mam 185-6 i widuję niekiedy pośród najmłodszego pokolenia laski wyższe od siebie.

2. Mam masę wspaniałych przyjaciół, mam swoje pasje w życiu, które realizuję oraz pracę, która zapewnia mi bardzo stabilną przyszłość... Decydując się na ten krok musiałabym zacząć wszystko od nowa.
Zatem zacznij wszystko od nowa, zanim się na ten krok zdecydujesz. Postaraj się tak zmodyfikować swój sposób zarobkowania, żeby zmiana płci możliwie mało mu zagrażała. Przyjaciele, cóż... jeśli cię odrzucą z powodu zmiany, to nie są to przyjaciele.

3. Jestem w kiepskich relacjach z rodzicami i po ewentualnej korekcie płci jestem w 100% pewna, że chciałabym wyjechać ze swojej rodzinnej miejscowości i zacząć KOMPLETNIE nowe życie od zera, nie jestem osobą, która chce się zmierzyć z krytyką rodziców,
Znaczy się rozumiesz przez to:
a) nie mam ochoty słuchać jak mi suszą głowę, a mieszkamy razem/widujemy się często,
b) nie chcę robić czegoś, co moim rodzicom się nie spodoba.

Jeśli a) wyprowadź się/przeprowadź. Jeśli b) przestań tak myśleć i stań się dorosła, albo... czekaj aż umrą ;)
 
Czuję się wiecznie umęczona... Wciąż próbuję wykrzesać w sobie siłę do walki ale nie jestem w stanie pokonać siebie...
Podjęcie pewnych decyzji typu: tak, tego chcę, do tego będę zmierzać. W tym celu potrzebne mi to, to i to, a to, to i tamto muszę zmienić. To jest harmonogram mojego projektu. Dziś zaczynam drogę ku temu, czego chcę, a nie co mi każą udawać.

Zatem podjęcie tego typu decyzji i opracowanie planu ich realizacji powinno pomóc.
Re: A czas leci... 2013.12.22, 02:04
[autor]

Wyprowadzę się jeśli w końcu znajdę odwagę przez to przejść. Może nie dokładnie wyjaśniłam - moja obawa jest o punkt dotyczący procesu sądowego przeciw rodzicom, a nie martwienia się ich opinią... Dla nich to będzie wielki szok, niezależnie czy mamy dobry kontakt czy nie... A nie chciała bym się z nimi spotykać zbyt często w celu wyjaśniania swoich racji... Szczerze mówiąc nie chciałabym w ogóle się z nimi spotykać w tym celu... ale to zapewne jest nie do obejścia...

 

Co do przyjaciół - wiem, że prawdziwi przyjaciele zrozumieją - ale zwyczajnie ja nie dam rady żyć w tym samym otoczeniu, więc biorę pod uwagę tylko kompletna zmianę otoczenia.

Moja rozterka dotyczy bardziej tego, że żeby być w pełni sobą muszę wpierw zburzyć bardzo uporządkowane i w pewnym sensie wygodne życie zewnętrzne... Wiem czego tak na prawdę chcę w życiu, ale niesamowicie boję się porzucić to co osiągnęłam dla w pewnym stopniu niewiadomej przyszłości... Szczerze mówiąc, najzwyczajniej w świecie boję się, że może mnie dotknąć samotność, której szczęśliwie teraz udaje mi się unikać w sposób znakomity.

Re: A czas leci... 2013.12.22, 11:34
[autor]
Wszyscy moi przyjaciele zaakceptowali moją zmianę i wspierali mnie w tym, więc stwórz sobie dobre zaplecze :)
To Ty masz przeżyć swoje życie, a nie Twoi rodzice za Ciebie ;P
Przejmujesz się wzrostem, a ja startowałam właśnie z tego "umięśnionego osiłka" - też da radę to ogarnąć :D
Re: A czas leci... 2013.12.22, 11:56
[autor]
Mam tyle samo lat co Ty, 1cm wzrostu mniej niż Ty, byłam otyła, ale aktualnie dzięki aktywności fizycznej daleko mi do tego stanu ;), od około 3 lat na transition, z passingiem czy codziennym życiem problemów nie mam, ale to oczywiście kwestia różna dla każdego. Sama się wyprowadziłam z mojego miasta, a pracuję w branży takiej jak poprzednio tyle, że gdzie indziej. Świat jest duży. Z rodziną od blisko 3 lat nie mam kontaktu praktycznie, to na pewno było ciężkie, ale minęło. Znajomych nigdy dużo nie miałam przed terapią, więc nie wiele straciłam. Ale ogólnie można powiedzieć, że właśnie wszystko zburzyłam, aby zbudować wszystko od nowa. Uważam, że było warto, dla mnie przynajmniej.
Sama musisz się zastanowić czy warto, wiele o Tobie nie wiemy, ale nie z wszystkim przyjmuj najgorszy scenariusz. Licz się z problemami, ale wszystkie na pewno są do pokonania.

zmian: 1, ostatnia: autumn - 2013.12.22, 11:56
Re: A czas leci... 2013.12.22, 12:10
[autor]
Witaj w klubie ja okłamywałam się o wiele dłużej, zaakceptowanie swojej odmienności to pierwszy krok do sukcesu.Strach przed wszelkimi zmianami zapisany jest w naszej podświadomości , najważniejsze jest nasze nastawienie.Co do wzrostu to wiele dziewczyn jest wysokich np. siatkarki i nikt się temu nie dziwi,a nasze pasje możemy mieć też jako kobiety. Ja latam na paralotni , wręcz kocham latanie  i wcale nie mam zamiaru z tego rezygnować.Jeśli nie masz swojej rodziny to jesteś w komfortowej sytuacji , ja mam większy orzech do zgryzienia.Jedno jest pewne normalnymi facetami nigdy nie będziemy , choćbyśmy nie wiem jak sobie to wmawiały.
Re: A czas leci... 2013.12.22, 15:28
[autor]
zaklopotana1986:
Szczerze mówiąc, najzwyczajniej w świecie boję się, że może mnie dotknąć samotność, której szczęśliwie teraz udaje mi się unikać w sposób znakomity.


Ale czy jesteś szczęśliwa w tej nie-samotności? Bo jeśli nie jesteś ZE SOBĄ szczęśliwa, to chyba odpowiedź jest oczywista... Ludzie przychodzą i odchodzą, to ze sobą żyjesz 24/7...
na górę strony  

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj