Imperium Wyobraźni rulez albo wgląd :)

  liczba postów: 5
UWAGA: Forum Trans-Fuzji zostało zamknięte. Tworzenie i edycja postów nie są już możliwe.

Wszystkich forumowiczów zapraszamy pod nowy adres: http://transpomoc.pl
do naszego własnego, społecznościowego, Wolnego Forum Transowego.

Zawartośc starego forum zostanie zapisana i przeniesiona w nowe miejsce w postaci archiwum.

na dół strony  
Imperium Wyobraźni rulez albo wgląd :) 2013.09.13, 23:16
[autor]
Są takie chwile w życiu (a w każdym razie w moim życiu) kiedy w pewnym momencie, wszystko nagle zaczyna układać się w głowie. Pamiętam je po latach, pamiętam, gdzie wtedy byłam, co robiłam, o czym myślałam, i (przede wszystkim) pamiętam, co w danym momencie do mnie dotarło. Zdarzają się raz na kilka lat. Czasami raz na dekadę, i właśnie dziś, właśnie teraz jedną taką chwilę przeżyłam.

Od miesięcy coś było nie tak. Rozwiązałam w ostatnich latach albo wymyśliłam sposób rozwiązania i  rozpoczęłam jego realizowanie większości swoich problemów: transseksualizmu, zaplecza finansowego, skrzywień psychicznych wyniesionych z domu typowego dla DDA i przez 2011-2012 było po prostu bosko. Było kosmicznie. Budziłam się kichając endorfinami z myślą o swoich projektach internetowo-biznesowo-finansowych i zaczęłam się już nawet zastanawiać, czy mi przypadkiem nie odwala, bo to przecież "nie jest normalne", żeby ludzie całymi miesiącami byli szczęśliwi.

Aż gdzieś na początku 2013 zaczęło się to wszystko psuć. Czułam się coraz gorzej, nie pojmując dlaczego. Wszystko szło w dobrą stronę, dojrzewałam, rosłam, realizowałam swoje plany, a jednocześnie wszystko zdawało się być coraz bardziej puste w środku, pozbawione smaku i treści. Widziałam, jak kończę, trzyletnią pracę, zamykam koncepcje, dopinam algorytmy i wszystko to działa, działa coraz lepiej, tyle że ja działam coraz gorzej.

Skończyło się kryzysem w maju. Musiałam dać sobie dwumiesięczny urlop i dość do siebie, bo przez ostatnie lata, chcąc zarobić na tranzycję i godne życie zrobiłam z siebie traktor - maszynkę do generowania koncepcji i algorytmów.

Odpoczęłam i wróciłam do pracy, ale coś dalej było nie tak, ale nie wiedziałam co, nie wiedziałam, co mogę z tym zrobić i nie wiedziałam nawet, czy naprawdę czegoś mi brakuje, czy tylko jestem nadal trochę zmęczona po trzech latach ciężkiej pracy i nie całkiem doszłam do siebie. Aż do dzisiaj...

Dzisiaj poszłam na spacer. Niczego nie piłam, niczego nie brałam, nawet nie byłam pewna, czy się niedługo nie wrócę, bo czułam się ogólnie tak średnio i jakby trochę podziębiona. Odpaliłam w telefonie "Vedymini - Duchy Zmierzchu Dawnych Dni" - nie szukajcie, bo to szalona nieprofesjonalna produkcja pasjonatów z 1996 , a później: "Open Folk - Bretonstone". I wtedy do mnie dotarło.

Deszcz lał, siekąc rzekę i polno-leśną drogę po której szłam. Kałuże na drodze przeglądały się w niebie, po którym przemykał z hałasem klucz żurawi (czy innych tam gęsi) a na mnie spływało zrozumienie, że przez ostatnie lata poświęciłam się bez reszty nadrobieniu swojej największej życiowej zaszłości - finansom. Że poświęciłam się temu absolutnie, bo zrozumiałam, że albo rozwiążę wreszcie ten problem, dobijając czterdziestki, albo przepadnę życiowo (nie tylko w kontekście tranzycji) jako życiowy rozbitek, więc włożyłam w ten cel cały swój potencjał, energię i wszystkie emocje. Musiałam, nie było innego wyjścia, trzeba było odkręcić jakoś całe lata życia z dnia na dzień i po wariacku. I udało mi się. Wymyśliłam, wyorałam, wyrzeźbiłam i wykombinowałam jak wydrzeć światu miejsce na swoje potrzeby. Teraz kończę. Zostały: dni, tygodnie, wdrożenia, czekanie na efekty itp. Tylko im bliżej było do tych obiecanych efektów tym mniej mnie to wszystko czemuś cieszyło i nie wiedziałam czemu.

A cieszyło mnie coraz mniej, bo zdążyłam zapomnieć po drodze, dlaczego właściwie wszystko to robię. Żeby mieć na cycki itp? Tak - racja. Tylko, że cycki jakoś przestały mnie już kręcić. Nie, żebym nie chciała ich już mieć, ale całą tą sprawę z tranzycją, postrzegam od jakiegoś czasu trochę jak wyrwanie chorego zęba: owszem trzeba to zrobić, żeby nie tracić sił i czasu na coś, co jest źródłem dyskomfortu, ale, żeby się tym podniecać, to już jednak przesada. Żeby mieć na rachunki? No niby racja, bo jak się nie ma na rachunki, to wtedy jest rozpacz, ale jak się już ma na te rachunki, to jakoś szału nie ma. Żeby móc się wreszcie zająć przejmowaniem władzy nad światem, rządem dusz, brylowaniem jako działaczka LGBT i bojowniczka o prawo kobiet do aborcji? No niby prawda. Miłe to, pożyteczne i nawet frajdę sprawia, ale...

Ale jakoś nie absolutnie-prze-naj-ważniejsze. Ważne, ale nie wystarcza. Ważne, ale za mało, ważne, ale nie dość - k... m....ć. I wtedy zrozumiałam. Przypomniałam sobie, kim właściwie jestem, i że nie ograniczam się tylko do tu i teraz. Że zapomniałam o swoich przyjaciołach, o naszych wspólnych pasjach, wspólnych wizjach, wspólnych planach i wspólnych popijawach. Że zapomniałam o wielkich smokach unoszących się ponad Oceanem Nieskończoności, czarownikach i zaklętych okrętach majestatycznie sunących poprzez morza piasku. Że zapomniałam o pasji pisania. O tej chwili, gdy w niebie otwiera się wielka rana brocząca objawieniem, a my staramy się w uniesieniu uchwycić i przelać na papier to wszystko, co w danym momencie spływa z niej w objęcia niegościnnego świata. Że zapomniałam wreszcie o mojej partnerce, o tym dlaczego z nią jestem i dlaczego akurat z nią.

Wszystko to złożyłam ongiś na ołtarzu sukcesu, bo nie mogłam inaczej, ale już nie chę i nie nie muszę.

Wszystko co wiąże się ze stroną i forum Transfuzji mieści się jakoś w tym transowo-finansowo-problemowym spektrum. Zrobiłam to bo musiałam, bo potrzebowałam, bo w pewnym momencie było dla mnie ważne. Może nawet najważniejsze, ale... już nie jest i już nie muszę. Nie zostawię tej witryny i forum. Będę jej nadal pilnować przynajmniej od formalno technicznej strony, ale czuję jednak, że będzie mnie tu mniej. Ja idę dalej, a moje serce wraca tam, gdzie się narodziło: w ruiny zamków zapomnianych dynastii, w krajobrazy planet obcych cywilizacji, nad krawędź Oceanu Nieskończoności ponad którym rozbrzmiewa pieśń smoków.

Bywajcie i może spotkamy się kiedyś pod niebem któregoś z obcych światów :)


p.s. 1. Jak widać: zdążyłam w życiu zrozumieć i rozwiązać wiele problemów, z którymi różni ludzie przychodzą tu na forum. Staram się zatem pomagać i udzielać rad, ale nie oznacza to, że jestem jakaś idealna, i że zrozumiałam już w życiu wszytko. Ja cały czas uczę się życia. Na tym właśnie polega życie i cieszę się z tego :)

p.s.2. Wielki szacun dla tych, którzy dotrwali i przeczytali to do końca :)
zmian: 1, ostatnia: freja - 2013.09.13, 23:17
Re: Imperium Wyobraźni rulez albo wgląd :) 2013.09.13, 23:54
[autor]
WOW, głębokie odważne, i dopingujące twe słowa są......all my love!
Re: Imperium Wyobraźni rulez albo wgląd :) 2013.09.14, 01:29
[autor]
inna pisze:
WOW, głębokie odważne
Tam zaraz głębokie. Moim zdaniem tylko porządnie odjechane. Niemniej moje i najmojsze :)
zmian: 1, ostatnia: freja - 2013.09.14, 01:29
Re: Imperium Wyobraźni rulez albo wgląd :) 2013.09.14, 08:35
[autor]
I takim traktorem to już ja zaczynam się stawać aby zapracować na swoje nowe życie.

Dobrze że nie odchodzisz na stałe.
Po Twoich postach w których nigdy nikogo nie obrażałaś i oceniałaś ukazywał się obraz osoby cholernie inteligentnej, bystrej i błyskotliwej.
I na dodatek zawsze piszesz przestrzegając ortografii, poprawnie składając i dzieląc zdania. :)
Takiej kobiety która potrafi strzelić tutaj zawsze jakąś inteligentną ironią na temat czegoś lub kogoś to nie może zabraknąć nigdy.
Re: Imperium Wyobraźni rulez albo wgląd :) 2013.09.14, 09:35
[autor]
"Bring your normalcy to the edge and watch it drown in new horizons..."

Freja... :)
na górę strony  

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj