K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp.

  liczba postów: 16
UWAGA: Forum Trans-Fuzji zostało zamknięte. Tworzenie i edycja postów nie są już możliwe.

Wszystkich forumowiczów zapraszamy pod nowy adres: http://transpomoc.pl
do naszego własnego, społecznościowego, Wolnego Forum Transowego.

Zawartośc starego forum zostanie zapisana i przeniesiona w nowe miejsce w postaci archiwum.

na dół strony  
K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2014.10.15, 06:18
[autor]
Dzień dobry wszystkim.

Od dłuższego czasu znam tę stronę i forum, ale dopiero teraz stwierdziłem, że dojrzałem do napisania tego postu.

Mam 26 lat i ciało kobiety. Jest to (w moim odczuciu) w sumie całkiem ładne ciało, ale zdecydowanie wolałbym męskie. Do takich wniosków zacząłem powoli dochodzić około dwóch lat temu i tak jakby utwierdzam się w nich. Z tym, że – oczywiście – nic nigdy nie jest proste.

Trudno mi jest jednoznacznie określić swoją płeć, z reguły określam się, jako w „większej połowie” agender, w „mniejszej” – mężczyzna. Moja identyfikacja z płcią żeńską jest bliska zeru. Od wielu lat czułem, i nawet wspominałem najbliższym osobom, że nie czuję się właściwie kobietą, nie wiem, czym jestem, chciałbym być jakąś inną istotą, ale nie wiem, jaką etc. Dopiero w ciągu wspomnianych ~dwóch lat wyraźniej zaczęło to zmierzać w kierunku pragnienia bycia mężczyzną. Z tym, że dysforia nie jest w moim przypadku jakaś straszliwa, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak bardzo depresyjną i skłonną do załamań jednostką jestem (o czym za chwilę). Owszem, smuci i męczy mnie fakt posiadania takiego ciała, ale równocześnie w wielu aspektach je lubię – ładne rysy, szczupła sylwetka, dość szerokie ramiona, nieduży (Bogom dzięki) biust etc. Chciałbym tego biustu nie mieć wcale, noszę sportowe staniki, a ostatnio zamówiłem binder na alledrogo (teraz czekam, aż przyślą, bo oczywiście muszą to cudo sprowadzić z zagranicy), ale nie czuję do tej części ciała jakiegoś naprawdę żywiołowego obrzydzenia. Nie przywiązuję też wielkiej wagi do tego, czy ktoś to określi jako „klatę” czy „cycki” – cóż, póki co, te cycki są tam przyczepione, niestety, taka jest prawda. Zastanawiałem się, czy mógłbym chcieć korekty płci w jakiejś tam dalekiej przyszłości i zwykle dochodziłem do wniosku, że tak, mógłbym. Zmienić swoje ciało, głos, imię – tak, pod wieloma względami mi się to podoba.
Jednak... jest szereg rzeczy, które spędzają mi sen z powiek.

Mam problem z formami. Duży. Język polski pod tym względem doprowadza mnie do szału. Używanie męskich form w piśmie przychodzi naturalniej, ale przy mówieniu mam straszne opory – owszem, żeńskie formy niezbyt mi odpowiadają, ale są, no, znajome, natomiast gdy próbuję używać męskich (a mam wspaniałą przyjaciółkę, która w pełni mnie akceptuje), czuję się... nie wiem, jak to opisać, jakbym robił coś złego, niewłaściwego i ogólnie że wręcz powinienem przeprosić. Dziwne i przykre uczucie. Czy ktoś z was doświadczył czegoś podobnego? Dodam jeszcze, że użycie w odniesieniu do siebie np. słowa „syn” zamiast „córka”, czy powiedzenie „czuję się mężczyzną” nie jest dla mnie zbyt problematyczne, ale w posługiwaniu się czasownikami jest coś takiego, że wycofuję się do żeńskich form, bo jest mi zbyt dziwnie (tak samo, gdy przyjaciółka ich używa). I natychmiast zaczynam się zamartwiać i monologować wewnętrznie: „Aha, widzisz, niemożliwe, żebyś był facetem, jeśli z tymi formami nie czujesz się lepiej i normalniej, wszystko jasne, wmawiasz sobie…” itd.

To, jak wygląda moje obecne życie. Wszyscy znajomi, nawet ci z takimi czy innymi problemami, powoli do czegoś tam dochodzą, a ja nie mam skończonych żadnych studiów, nie mam pracy i żyję głównie z renty, ponieważ od ponad dekady cierpię na zaburzenia, mówiąc w skrócie, ze spektrum depresyjnego, nie potrafię się pozbierać i systematycznie uczyć się/pracować. Co oznacza, że już jako kobieta jestem ogólnie postrzegany jako chodząca porażka, a na myśl o tym, jak nasze radosne, seksistowskie społeczeństwo patrzyłoby na faceta z takimi problemami, robi mi się słabo. (By uprzedzić ewentualne pytania: tak, korzystałem z pomocy psychologicznej i psychiatrycznej, i to przez większą część życia, niż *nie* korzystałem.)

I wreszcie: ekspresja. To właściwie najmniejszy problem, ale wspomnę również o nim, bo mnie denerwuje. Gdybym urodził się w takim ciele, w jakim bym chciał, w miarę możności nie nosiłbym się stereotypowo po męsku. Lubię mieć długie włosy, nosić trochę biżuterii, nawet pomalować czasem paznokcie. Niestety, przy stanie obecnym te rzeczy podkreślają moja domniemaną kobiecość, co mnie dołuje. Po prostu chciałbym być postrzegany jako sfeminizowany facet, a nie ubrana po męsku (a i to nie do końca) dziewczyna. Owszem, mógłbym zmienić styl na znacznie bardziej „męski”, chociażby ściąć włosy (mimo, że je już od dawna pracowicie zapuszczam), ale byłoby to bardzo niezgodne z moim poczuciem estetyki, po prostu nie moje – wystarczy mi, że i bez tego nie czuję się w pełni sobą.


Te i inne sprawy skłaniają mnie do nieustannego kwestionowania mojej płci i pesymistycznego myślenia w stylu: „Kobietą nie jesteś, ok, ale przecież co z ciebie byłby za facet? Tylko by się jaskrawiej rzucało w oczy, jakim jesteś beznadziejnym nieudacznikiem. Przyjmij już lepiej założenie, że nie identyfikujesz się ani jako kobieta, ani mężczyzna, następnie pogódź się z tym, ze świat postrzega cię jako kobietę i schowaj marzenia o życiu w męskim ciele do szafy”.

Wybaczcie taki długi i smętny post.
Co o tym sądzicie? Czy macie jakieś przemyślenia, rady, cokolwiek...?
Jak żyć?


zmian: 2, ostatnia: wiktor - 2014.10.15, 11:43
Re: K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2014.10.15, 14:47
[autor]
Hej :)
Mam... w sumie bardzo podobny background tylko, że jestem "w drugą stronę". Wliczając zaburzenia okołodepresyjne etc.
Z tym, że teoretycznie jestem po leczeniu hormonalnym co na "poczucie płci" i częstotliwość kwestionowania nie wpłynęło :D (a tą drugą nawet trochę zwiększyło)

Mam problem z formami. Duży. Język polski pod tym względem doprowadza mnie do szału. Używanie męskich form w piśmie przychodzi naturalniej, ale przy mówieniu mam straszne opory – owszem, żeńskie formy niezbyt mi odpowiadają, ale są, no, znajome, natomiast gdy próbuję używać męskich (a mam wspaniałą przyjaciółkę, która w pełni mnie akceptuje), czuję się... nie wiem, jak to opisać, jakbym robił coś złego, niewłaściwego i ogólnie że wręcz powinienem przeprosić. Dziwne i przykre uczucie. Czy ktoś z was doświadczył czegoś podobnego? Dodam jeszcze, że użycie w odniesieniu do siebie np. słowa „syn” zamiast „córka”, czy powiedzenie „czuję się mężczyzną” nie jest dla mnie zbyt problematyczne, ale w posługiwaniu się czasownikami jest coś takiego, że wycofuję się do żeńskich form, bo jest mi zbyt dziwnie (tak samo, gdy przyjaciółka ich używa). I natychmiast zaczynam się zamartwiać i monologować wewnętrznie: „Aha, widzisz, niemożliwe, żebyś był facetem, jeśli z tymi formami nie czujesz się lepiej i normalniej, wszystko jasne, wmawiasz sobie…” itd.
Też mam z tym problem (i też głównie w realu). Moim sposobem poradzenia sobie z tym było przestawienie się na formę bezosobową, nagminne używanie "mi się" i odruchowe unikanie konstrukcji zdań zawierającej "płciowniki" kiedy się da. Ale nie dla wszystkich może to być satysfakcjonujące rozwiązanie :P
Też powoduje to u mnie lęki i wątpliwości, ale podejrzewam, że problem tu wynika z kultury i zbyt dużego bagażu i dodatkowego znaczenia jakie przypisuje się słowom "mężczyzna/syn, kobieta/córka" i poczucia, że nie spełnia się "wymogów" któregokolwiek z nich. Ale nie wiem, nie znam się.

I wreszcie: ekspresja. To właściwie najmniejszy problem, ale wspomnę również o nim, bo mnie denerwuje. Gdybym urodził się w takim ciele, w jakim bym chciał, w miarę możności nie nosiłbym się stereotypowo po męsku. Lubię mieć długie włosy, nosić trochę biżuterii, nawet pomalować czasem paznokcie. Niestety, przy stanie obecnym te rzeczy podkreślają moja domniemaną kobiecość, co mnie dołuje. Po prostu chciałbym być postrzegany jako sfeminizowany facet, a nie ubrana po męsku (a i to nie do końca) dziewczyna. Owszem, mógłbym zmienić styl na znacznie bardziej „męski”, chociażby ściąć włosy (mimo, że je już od dawna pracowicie zapuszczam), ale byłoby to bardzo niezgodne z moim poczuciem estetyki, po prostu nie moje – wystarczy mi, że i bez tego nie czuję się w pełni sobą.

Żeby osiągnąć taki efekt musiałbyś pewnie pójść na całość (testosteron+operacje k/m) ale tego chyba nie chcesz :/
(i z renty może się nie dać pokryć kosztów)

Te i inne sprawy skłaniają mnie do nieustannego kwestionowania mojej płci i pesymistycznego myślenia w stylu: „Kobietą nie jesteś, ok, ale przecież co z ciebie byłby za facet? Tylko by się jaskrawiej rzucało w oczy, jakim jesteś beznadziejnym nieudacznikiem. Przyjmij już lepiej założenie, że nie identyfikujesz się ani jako kobieta, ani mężczyzna, następnie pogódź się z tym, ze świat postrzega cię jako kobietę i schowaj marzenia o życiu w męskim ciele do szafy”.
Strasznie znajome. Nie wiem czy (i jak) się to leczy (antydepresanty których próbowałam na mnie nie działały), ale przez takie myśli wciąż mam mnóstwo blokad w życiu.

Trzymaj się jakoś. Jak chcesz pogadać to możesz do mnie napisać na maila/gadu :P
zmian: 5, ostatnia: prolaktynka - 2014.10.15, 16:35
Re: K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2014.10.15, 17:25
[autor]
Cześć, wielkie dzięki za zrozumienie i wsparcie!:3

Poczułem ulgę, że nie tylko ja tak mam... Staram się tłumaczyć sobie, że niezależnie od tego, czy jestem trans, czy nie, 26 lat przyzwyczajenia to nie jest coś, co zniknie w jeden dzień i tak, jak nad wszystkim, i nad tym trzeba po prostu popracować. Ale niepokoje i wątpliwości oczywiście pozostają, a z kolei żeby usunąć płciowniki (świetne słówko btw), trzeba się nagimnastykować. Kiedy czytam, jak osoby anglojęzyczne denerwują się, że ktoś użył wobec nich niewłaściwego zaimka (albo same się przejęzyczyły), myślę sobie: "That's cute. Now try with Polish".xD
No i oczywiście zgadzam się z tobą, że słowa są obciążone bagażem kulturowym. Osobiście interesuję się bardzo tematyką płci kulturowej i w teorii niby wiem różne rzeczy, ale w praktyce i tak łapię się na ocenianiu swoich zachowań w sposób stereotypowy i myśleniu np. że jestem żałosny, facet nie powinien tak się mazać etc. Przy czym w życiu bym tak nie potraktował innego mężczyzny, odniósłbym się z pełnym zrozumieniem, tylko sobie stale stawiam wymagania...=_=

Żeby osiągnąć taki efekt musiałbyś pewnie pójść na całość (testosteron+operacje k/m) ale tego chyba nie chcesz :/

Cóż... teoretycznie raczej chciałbym, ALE.

- Po pierwsze - tak, niestety jestem goły i (nie)wesoły, na rencie, dzięki małej pomocy ze strony rodziny mogę opłacić stancję (na pół z przyjaciółką), a widoków na zarobek chwilowo nie mam (będę próbował zarobić dawaniem korepetycji, ale to też raczej nie będą kokosy).

- Po drugie - w tej chwili jestem depresyjny, roztrzęsiony i niepewny siebie, mam wątpliwości, o których pisałem, a o kwestii mojej płci prawie nikt nie wie i nie mam pojęcia, jak miałbym zrobić taki coming out. A przede wszystkim wiem, że powinienem zdobyć info o lekarzu, który może mi pomóc, pójść z tym do niego, zrobić testy etc. (muszę w ogóle doczytać, jak dokładnie się w naszym pięknym kraju do tego zabrać). I mniej lub bardziej racjonalnie lękam się, że powie mi to, co sam sobie nieraz mówię - coś sobie ubzdurałaś, kobieto.

Aha, a propos antydepresantów - też żadne mi nie pomagały, od jakiegoś czasu ich nie biorę i jest mi lepiej, tzn. problemy są takie same, a odpada znienawidzony przeze mnie stan kompletnego odrętwienia i odcięcia od emocji, jakie większość leków u mnie wywoływała. Funkcjonuję bez nich kiepsko, ale właściwie nie gorzej.

zmian: 2, ostatnia: wiktor - 2014.10.15, 17:29
Re: K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2014.10.15, 21:29
[autor]
wiktor pisze:
Cóż... teoretycznie raczej chciałbym, ALE.

- Po pierwsze - tak, niestety jestem goły i (nie)wesoły, na rencie, dzięki małej pomocy ze strony rodziny mogę opłacić stancję (na pół z przyjaciółką), a widoków na zarobek chwilowo nie mam (będę próbował zarobić dawaniem korepetycji, ale to też raczej nie będą kokosy).
Ja się tak wkopałam idąc w leczenie bez odpowiedniego zaplecza finansowego. Coś odłożone (albo jakiś konkretniejszy zarobek) przydaje się jednak mieć.

- Po drugie - w tej chwili jestem depresyjny, roztrzęsiony i niepewny siebie, mam wątpliwości, o których pisałem, a o kwestii mojej płci prawie nikt nie wie i nie mam pojęcia, jak miałbym zrobić taki coming out. A przede wszystkim wiem, że powinienem zdobyć info o lekarzu, który może mi pomóc, pójść z tym do niego, zrobić testy etc. (muszę w ogóle doczytać, jak dokładnie się w naszym pięknym kraju do tego zabrać). I mniej lub bardziej racjonalnie lękam się, że powie mi to, co sam sobie nieraz mówię - coś sobie ubzdurałaś, kobieto.
Słusznie, bo możliwe że tak by było. Kilka lat temu przy mojej pierwszej i jedynej jak do tej pory próbie podejścia do diagnozy w kierunku TS zostałam "delikatnie wyśmiana" (głównie przez nieumiejętność wyobrażenia sobie swojego życia za 10 lat, styl ubioru i chyba ogólne "niespodobanie się" diagnostce). Możesz poszukać na białej liscie transseksualizm.pl czy nie ma tam jakichś normalnych diagnostów w twojej okolicy (nie wiem czy ktoś to uaktualnia- dawno tam nie patrzyłam).

Aha, a propos antydepresantów - też żadne mi nie pomagały, od jakiegoś czasu ich nie biorę i jest mi lepiej, tzn. problemy są takie same, a odpada znienawidzony przeze mnie stan kompletnego odrętwienia i odcięcia od emocji, jakie większość leków u mnie wywoływała. Funkcjonuję bez nich kiepsko, ale właściwie nie gorzej.
Mnie też tylko jeszcze bardziej zmulały. Niektórym podobno pomaga, ale to zdecydowanie nie jest coś co powinno się przepisywać "wszystkim na wszystko".
Re: K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2014.10.15, 22:01
[autor]
Ech, tak właśnie przeglądałem transseksualizm.pl pod kątem procedur i biegania po lekarzach. Myślę, że zdecyduję się w końcu wybrać do któregoś z polecanych.

Natomiast po poczytaniu moja ogólna refleksja jest taka, że załatwianie wszystkiego wygląda w zasadzie podobnie. Na stronie radzą, żeby nie wychylać się z "kobiecymi" (w przypadku k/m) zainteresowaniami, w miarę możliwości znaleźć zdjęcia z przeszłości, na których wygląda się chłopięco, a jeśli się takowych nie ma, to pożyczyć, i w razie czego nie zdradzać się z homoseksualizmem (co mnie akurat dotyczy), bo... no właśnie, bo co? Bo osoby transseksualne zdarzają się tylko i wyłącznie hetero? Ręce opadają...:( I do tego niesamowicie mi to przypomina komisje orzekające o stopniu niepełnosprawności i przyznaniu renty: nie wystarczy, że masz prawo do jakichś świadczeń, musisz jeszcze odegrać cyrk, nakłamać i się poniżyć, żeby uznali łaskawie, że na nie zasługujesz. *headdesk*

Cóż, zdiagnozować się warto, a co do ewentualnych dalszych kroków, to pozostaną na długo jeszcze w sferze projektów na bliżej nieokreślone czasy uzyskania płynności finansowej. Przynajmniej mam to szczęście, że mieszkam w stolicy, gdzie łatwiej znaleźć sensownego lekarza.
Re: K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2014.10.15, 22:30
[autor]
wiktor pisze:
Ech, tak właśnie przeglądałem transseksualizm.pl pod kątem procedur i biegania po lekarzach. Myślę, że zdecyduję się w końcu wybrać do któregoś z polecanych.

Natomiast po poczytaniu moja ogólna refleksja jest taka, że załatwianie wszystkiego wygląda w zasadzie podobnie. Na stronie radzą, żeby nie wychylać się z "kobiecymi" (w przypadku k/m) zainteresowaniami, w miarę możliwości znaleźć zdjęcia z przeszłości, na których wygląda się chłopięco, a jeśli się takowych nie ma, to pożyczyć
Ty chcesz mieć papier dla sądu stwierdzający transseksualizm, pozywać rodziców i zmieniać dane w dowodzie czy poukładać sobie w głowie różne rzeczy? :P
Bo te kawałki z niebieskiego dotyczą tego pierwszego.

Bo osoby transseksualne zdarzają się tylko i wyłącznie hetero? Ręce opadają...:(
Wdg. kilkudziesięcioletniej teorii jaką wciąż wyznaje dużo lekarzy (mimo, że jest w wielu łatwo sprawdzalnych miejscach błędna i pomija kompletnie osoby biseksualne i aseksualne) tak :P

I do tego niesamowicie mi to przypomina komisje orzekające o stopniu niepełnosprawności i przyznaniu renty: nie wystarczy, że masz prawo do jakichś świadczeń, musisz jeszcze odegrać cyrk, nakłamać i się poniżyć, żeby uznali łaskawie, że na nie zasługujesz. *headdesk*
Na sali sądowej w sprawie o zmianę płci metrykalnej padają dużo intymniejsze i bardziej kompromitujące pytania od tych, które ja słyszałam na komisji niepełnosprawnościowej :P
Ale tak, mniej więcej.

Przynajmniej mam to szczęście, że mieszkam w stolicy, gdzie łatwiej znaleźć sensownego lekarza.
Jak znajdziesz to mi podeślij plz! :D
Ja znam tylko takich robiących testy w zamian za kilkaset zł, a nie takich z którymi można pogadać.
Re: K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2014.10.15, 22:53
[autor]
Naturalnie, że chcę zacząć od poukładania sobie rzeczy w głowie:) Po prostu przeglądałem całość i rzuciło mi się w oczy podobieństwo przy dowodzeniu różnych rzeczy i konieczność naginania prawdy, żeby była... dostatecznie *prawdziwa*.

Jeśli znajdę, to podeślę;) A poważnie, to ja też mieszkam w Polsce i wiem, że i w Warszawie lekarze są, jacy są. Staram się nie nastawiać zbyt pesymistycznie na wstępie, ale mam to na uwadze.
Re: K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2014.10.15, 23:02
[autor]
Na ogół to nie dałbym sobie prawa wystawiania komuś diagnozy, ale tak po tym co piszesz... to Ty jesteś dla mnie transseksualistą bez wątpliwości :P

Wiktor:
Od wielu lat czułem, i nawet wspominałem najbliższym osobom, że nie czuję się właściwie kobietą, nie wiem, czym jestem, chciałbym być jakąś inną istotą, ale nie wiem, jaką etc. Dopiero w ciągu wspomnianych ~dwóch lat wyraźniej zaczęło to zmierzać w kierunku pragnienia bycia mężczyzną.


U mnie to też w sumie tak było, że najpierw byłem "nie kobietą" ;)


Wiktor:
Owszem, smuci i męczy mnie fakt posiadania takiego ciała, ale równocześnie w wielu aspektach je lubię – ładne rysy, szczupła sylwetka, dość szerokie ramiona, nieduży (Bogom dzięki) biust etc.


Przecież żeś opisał typowe cechy sylwetki męskiej, więc nie wiem gdzie tu wątpliwości :P Facet może mieć ładne rysy, szczupłą sylwetkę i szerokie ramiona. No i bez balastu.


Wiktor:
cóż, póki co, te cycki są tam przyczepione,


Haha, fajnie to ująłeś :D


Wiktor:
Mam problem z formami. Duży. Język polski pod tym względem doprowadza mnie do szału. Używanie męskich form w piśmie przychodzi naturalniej, ale przy mówieniu mam straszne opory – owszem, żeńskie formy niezbyt mi odpowiadają, ale są, no, znajome, natomiast gdy próbuję używać męskich (a mam wspaniałą przyjaciółkę, która w pełni mnie akceptuje), czuję się... nie wiem, jak to opisać, jakbym robił coś złego, niewłaściwego i ogólnie że wręcz powinienem przeprosić. Dziwne i przykre uczucie. Czy ktoś z was doświadczył czegoś podobnego?


Miałem tak samo :) Powiedziałem już rodzinie i nadal... używałem form bezosobowych :P (to nie jest aż takie trudne, nie przesadzajmy). Musiało minąć sporo czasu żebym zaczął mówić w męskich. Paradoksalnie pomogło mi chyba to jak niektórzy zwracali się do mnie w żeńskich - ktoś np. mówił: "Byłaś wczoraj...?" a ja odpowiadałem: "Tak, byłEM wczoraj...!"


Wiktor:
To, jak wygląda moje obecne życie. Wszyscy znajomi, nawet ci z takimi czy innymi problemami, powoli do czegoś tam dochodzą, a ja nie mam skończonych żadnych studiów, nie mam pracy i żyję głównie z renty,


Ja też nie mam skończonych żadnych studiów i przyznaję - z wykształceniem (a raczej jego brakiem) to bywa frustrujące, ale da się przeżyć ;) Trzeba :P Może wyjazd za granicę to dla Ciebie byłaby jakaś opcja?


Wiktor:
Niestety, przy stanie obecnym te rzeczy podkreślają moja domniemaną kobiecość, co mnie dołuje.


Rozumiem, no widzę tu tylko jedną możliwość ;) i Ty wiesz jaką :P


Wiktor:
Tylko by się jaskrawiej rzucało w oczy, jakim jesteś beznadziejnym nieudacznikiem.


Eee, nie wierzę, w moim przypadku się nie rzuca :D (a na pewno nie bardziej niż wcześniej :D ).
Re: K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2014.10.17, 22:11
[autor]
Przecież żeś opisał typowe cechy sylwetki męskiej

Raczej cechy ogólnie w naszym kręgu kulturowym postrzegane jako atrakcyjne, głównie te szerokie ramiona kojarzą się bardziej męsko;) W każdym razie chciałem podkreślić, że nie nienawidzę swojego ciała, przynajmniej na ogół, co jest jednym ze źródeł moich wątpliwości, bo w kontekście transseksualizmu słyszałem/czytałem zawsze dużo o dysforii.

Cieszę się za to z potwierdzenia, że problemy z językiem nie przesądzają o niczym.

Może wyjazd za granicę to dla Ciebie byłaby jakaś opcja?

Ha, jak najbardziej, wyjazd za granicę to moje marzenie, z tym, że to plan na nieokreśloną przyszłość, kiedy bardziej stanę na nogi - na razie powoli i z mozołem staram się wygrzebać z depresji i, co tu kryć, niesamodzielności:< Nie chcę rozwijać tego tematu i się żalić, ale póki co, nie jest łatwo.

To zresztą jest moja największa bolączka, jeśli chodzi o wszystko, co związane z jakimikolwiek dążeniami w kierunku stania się "bardziej mężczyzną". I nie mówię tu jeszcze w ogóle o szukaniu lekarzy, diagnozowaniu się itd, ale w ogóle o ewentualny nieco szerszy coming out i zażądanie od rodziny (tzn. normalniejszej części rodziny), by używała w stosunku do mnie męskich form.

Chodzi o to, że sytuacja wygląda tak, jak wspomniałem, a mój ostatni psychiatra stwierdził, że owszem, mogę pójść na jakieś konsultacje w związku z moją płcią, zaszkodzić to nie zaszkodzi, ale ogólnie to nie jestem w najlepszej kondycji psychicznej, a w takich razach bywa, że ludzie kwestionują swoją płeć, bla, bla, bla. Co prawda całe życie czuję się jeśli nie męsko, to bezpłciowo, a dość wyraźnie nie żeńsko, zaś moja kondycja psychiczna od lat jest marna i nie wiadomo, kiedy i czy będzie lepsza, ale jego rada mniej więcej do tego się sprowadzała: no można, ale jak człowiek jest zdołowany, to jest też skołowany, odcięty od siebie i różne głupoty mu się roją.:/

A moja rodzina prawdopodobnie przyjmie z grubsza podobne stanowisko i niby zaakceptuje, ale z drugiej strony nie będzie dowierzać, bo jestem tą depresyjną, znerwicowaną, rozmemłaną dziewczynką, którą od lat niańczy... to w ogóle jest wkurzające: gdybym urodził się "standardowym" chłopakiem, nie kwestionowaliby mojej męskości, mam paru kuzynów, którzy miewają różne dziwactwa i załamania psychiczne i wszyscy są do tego przyzwyczajeni, a w moim przypadku najpewniej zadziała to jako argument za tym, że już nie wiem, jakie problemy sobie "wymyślić".

Pomijam już to, że się lękam, bo owszem, jako kobieta mam pod wieloma względami gorzej, ale to konkretne "gorzej" już znam, a tu pojawią się inne, nowe oczekiwania społeczne. Ech...

(abstrahując od tematu, masz fajny nick:) Czytujesz Blackwooda albo Lovecrafta?)
zmian: 1, ostatnia: wiktor - 2014.10.17, 22:13
Re: K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2014.10.18, 20:38
[autor]
Wiktor:
na razie powoli i z mozołem staram się wygrzebać z depresji i, co tu kryć, niesamodzielności:<

Ok, rozumiem :)

A tak szczerze mówiąc też nie byłem nigdy specjalnie samodzielny :P


Wiktor:
(abstrahując od tematu, masz fajny nick:) Czytujesz Blackwooda albo Lovecrafta?)

Czytuję Mastertona :P Nie no, Lovecrafta coś tam może zdarzyło mi się przeczytać a tego drugiego nie znam, ale jak podobne klimaty to pewnie by mi się spodobało ;)
Re: K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2014.10.19, 01:56
[autor]
Ha, jak najbardziej, wyjazd za granicę to moje marzenie, z tym, że to plan na nieokreśloną przyszłość, kiedy bardziej stanę na nogi - na razie powoli i z mozołem staram się wygrzebać z depresji i, co tu kryć, niesamodzielności:< Nie chcę rozwijać tego tematu i się żalić, ale póki co, nie jest łatwo

Hej , z tą zagranicą to raczej ostrożnie, właśnie jestem ponad rok i przyznam szczerze że wyjechałam bo myślałam że osobom tg za granicą żyje się łatwiej. Łatwiej może i jest na ulicy, w takim sensie że specjalnie nikt nie zwraca uwagi jak wyglądasz; jeżeli jednak chodzi o inne rzeczy jak praca to już wcale tak łatwiej nie jest. To co mogłoby dać pozytywny efekt to nazwijmy to terapia szokowa; wyjeżdzasz sam, nie masz żadnego wsparcia od rodziny ( nawet jeżeli masz mizerne w kraju to z głodu nie dadzą Ci umrzeć) , masz jakieś limitowane środki i... zaczyna się walka o przetrwanie- mieszkanie, jedzenie, komunikacja, praca. Zaczynasz od najniższego poziomu bo nikt nie da Ci więcej na początku. Jak Ci się uda zyskujesz wiarę w siebie i rośniesz i zawodowo i personalnie, zmieniasz swoje życie i jest sukces. Jak nie dajesz rady wracasz do kraju ale nie nazywajmy tego porażką. Niektórzy mówią że życie to zyski i lekcje ale nie porażki. Możliwe że nabrałeś tyle wiary w siebie za granicą że tu na miejscu zmieniasz swoje życie. Aaa i a propo studiów, właśnie skończyłam studia za granicą i też nie jest od razu fajnie. Do prostych prac jestem overqualified i nie budzę zaufania pracodawców, do tych ambitniejszych lack of local experience. Moja konkluzja jest taka że zagranica nie rozwiązuje ludzkich problemów, w zasadzie każdy musi jakoś sam uporać się z samym sobą. Wtedy nawet i wyjazd za granicę daje inne perspektywy. Dasz radę ale musisz uwierzyć w swoje możliwości. Pozdrowionka :)
Re: K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2014.10.22, 20:45
[autor]
Ja jestem M/K no gender i dla mnie to najlepsza opcja, bo nie czuję się dobrze ani jako M ani K; nie umiem być w pełni ani M ani K i nawet nie chcę. Może najlepsza opcja dla Ciebie to też taka opcja pośrednia i nie wybieranie żadnego konkretnego kierunku. Też jestem na rencie, więc znam ten problem ale mam tyle schorzeń, że renta plus nawet prace dorywcze nie wystarczają mi na ich leczenie. Z formami też mam problem, bo zdawało mi się, że z żeńską będzie mi lepiej ale nie odpowiada mi, a do męskiej jestem przyzwyczajony, więc jej staram się używać lub używam form bezosobowych. Ogólnie uważam się za androchłopaka, bo mam cechy androgyniczne że mogę być równie dobrze obecnie M jak i K i to jest dla mnie bardzo dobre wyjście. Daleko mi do stereotypowego mężczyzny a do stereotypowej kobiety jeszcze dalej, bo się nie znam kompletnie na tych wszystkich urodowych rzeczach...sprawach i nie mam na to czasu i nie chce mi się tego robić. Tak naprawdę nie wiem jak chcę żeby mnie postrzegano i mnie to nie interesuje. Jedni widzą we mnie męską kobietę "elektryczkę" inni zbabiałego faceta a i jedno i drugie jest dla mnie ok. A nie chcę pójść w żadnym konkretnym kierunku K lub M bo wiem, że wyrządzę sobie dość wielką krzywdę tym ruchem, więc może. Wiktor. taka jest i Twoja droga. Nie robić żadnych pochopnych ruchów, których byś potem żałował. Ja jestem na hrt oraz robię depilację całego ciała i póki co wystarczy mi to za całe leczenie ts. Tak naprawdę nie trzeba mi nic więcej lub nawet mogło by to się zakończyć lub wpłynąć na mnie niekorzystnie. Wiele osób na tym forum nie pojmuje mojego postępowania i koniecznie chcą abym się konkretnie określił w jednym kierunku czego ja z kolei nie chcę, bo to mi ma być dobrze ze sobą a nie forum ze mną. Bardzo lubię oryginalność i taką osobą jestem pół M i pół K - 50/50 i tak mi jest najlepiej. Bycie K okazało się kompletnym niewypałem, to jest nie dla mnie. Tak samo M. I zależy mi ABY I INNE OSOBY NA FORUM TO ZROZUMIAŁY.
Re: K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2015.02.01, 01:07
[autor]
I znowu niemalże jakbym czytał o sobie, z każdym kolejnym zdaniem moje oczy robiły się coraz większe. Według mnie, ani długie włosy, ani pewna ilość biżuterii, ani nawet pomalowane paznokcie czy powieki nie są typowo "żeńskie", sam je bardzo lubię, a kobietą nie czuję się ani trochę. Szkoda, że społeczeństwo automatycznie przypisuje te cechy kobietom.
Re: K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2015.02.01, 01:23
[autor]
Właśnie, dobrze powiedziane, '' szkoda że społeczeństowo..." ale tego akurat pewnie nie zmienimy choć moim zdaniem jakaś tam tolerancyjność istnieje ale nie tolerancja. Mam podobny problem i to od lat to wiem bardzo dobrze o co chodzi.
Re: K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2015.02.01, 02:06
[autor]
No właśnie, kto ma taki problem, ten zrozumie bez trudu jak to jest, i sam nie będzie generalizować innych, choć bycia "upychanym do szufladek" raczej się nie uniknie. Zwykli, "normalni" ludzie nawet nie potrafią sobie wyobrazić, z czym się każdego dnia borykamy, więc też trudno oczekiwać nie wiadomo jakiego zrozumienia. Przynajmniej dobrze jest, jeśli nie próbują udowadniać nam, że "wiedzą lepiej" i że tylko wmawiamy sobie problem.
Podobna sytuacja była, gdy szedłem do technikum informatycznego. "Cooo? Baba informatyk?". Irytujące jest takie generalizowanie (nawet pomijając tę kwestię, że ludzie nas mogą widzieć kimś innym, niż my się czujemy).
Re: K/M? Agender? Nie wiem, co myśleć. Halp. 2015.03.01, 19:19
[autor]
Hm, ogółem też tak mam. W sensie z tym byciem tak jakoś bez tej płci, a jeśli już to tak w męską stronę. I też łączę to z niby-babskimi kwestiami jak makijaż - chociaż osobiście po prostu nie rozumiem, dlaczego miałby być kobiecy. Za czasów baroku jakoś nie robiono z tego powodu historyj, więc uznajmy, że jestem po prostu tradycjonalistą. Dla mnie to forma maski i tyle. Ino dysforia koszmarna, wszystko co ma związek z samiczością jest po prostu nieakceptowalne, a próba szukania siebie w kulturowych przedstawieniach kobiecości tylko przyprawiła mnie o mdłości, które trwają do dziś. Chociaż odkąd traktuję zmianę jako coś, co prędzej czy później się musi odbyć, jakoś łatwiej jest kontynuować życie. Ale ciężko zaczynać cokolwiek, zabierać się za swoje życie, gdy czujesz wewnętrzne "nie" na myśl o, dajmy na to, robieniu kariery tak jak jest. Ogółem trwam sobie w takim zawieszeniu.
Ogółem chciałbym się zawinąć do jakiegoś psychiatry czy kogoś tam, kto najlepiej byłby w stanie ogarnąć taką nowinkę szaloną jak niebinarną tożsamość płciową i brak orientacji, czy to już tak dolecowo do zmiany, czy po prostu by ogarnąć całą resztę psychicznej sieczki.

Chociaż formy... formy to w ogóle, mój naturalny sposób mówienia jest tak zrypany, że stanowią najmniejszy problem.
na górę strony  

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj