Jak to można nazwać?

  liczba postów: 31
UWAGA: Forum Trans-Fuzji zostało zamknięte. Tworzenie i edycja postów nie są już możliwe.

Wszystkich forumowiczów zapraszamy pod nowy adres: http://transpomoc.pl
do naszego własnego, społecznościowego, Wolnego Forum Transowego.

Zawartośc starego forum zostanie zapisana i przeniesiona w nowe miejsce w postaci archiwum.

na dół strony  
Jak to można nazwać? 2015.01.05, 17:26
[autor]
Przyszły do mnie pewne przemyślenia związane ze zmianą płci, i wątpliwości. Przede wszystkim biorące się z myśli o przyszłości. Bo co mi po tej całej zmianie - ani związków, ani rodziny. Właściwie to moje życie jest puste i mam poczucie że do niczego nie zmierza. Rozmawiałam o tym z psychoteapeutką i radziła mi jednak powrót do męskiej roli, po tym, gdy zorientowała się jak bardzo zależy mi na rodzinie i dzieciach. Może nie do końca uznała to za męską, ale zdawała się sugerować, że powinnam odstawic hormony i sprawdzić czy nie jestem być może płodna wciąż, i czy nie mogłabym starać się funkcjonować bez nich. Bardzo poważnie się nad tym zastanawiam i czasem wątpię w swój transseksualizm. Mam wrażenie raczej że to musiało wynikać z jakichś problemów, wyparcia i innych mechanizmów obronnych jakie wypracowałam w domu rodzinnym, w czasie relacji z rodzicami. Słyszałam taką teorię, że objawy podobne do transseksualizmu mogą wystąpić gdy chłopak nie dojrzał w pełni do samodzielnego życia ponieważ nie nawiązał zdrowej relacji z własną matką opartą na dystansie - wtedy identyfikuje się z matką zamiast z ojcem i dąży do wchodzenia w kobiecą rolę w relacjach. Ale kobietą przecież się nie stanie i jego psychika jest nadal heteroseksualnie męska. Zastanawiam się czy u mnie nie mogło tak być - nie umiem bowiem stworzyć żadnej intymmnej relacji jako kobieta, i mam brak jakiejś wizji życiowej.

Czy ktoś z was spotkał się z taką sytuacją? Wolę najpierw porozmawiać o tym na forum zanim udam się dalej do terapeutki, ponieważ osobom cis trochę jednak nie ufam - wiem że mają oni różne wyobrażenia na temat tego skąd bierze się transseksualizm i nie chcę słuchać któregoś z nich bezkrytycznie. Ale ta myśl nie daje mi spokoju.
zmian: 4, ostatnia: justy - 2015.01.05, 17:29
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.05, 17:34
[autor]
słuchaj fajnie jest być facetem:) dominuje się nad dziewczynami i w ogóle fajnie:)
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.05, 17:40
[autor]
Z tego co widzę po twoich postach to chyba sam lubisz coś dokładnie przeciwnego, ale zamiast coś robić w tym kierunku ograniczasz się do pisania swoich fantazji na forum
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.05, 18:12
[autor]
justy pisze:
Bo co mi po tej całej zmianie - ani związków, ani rodziny. Właściwie to moje życie jest puste i mam poczucie że do niczego nie zmierza.
Bo tranzycja to (nawet w przypadku transów) tylko jedna z nóg, na której wspiera się nasze życie, żeby się nie wywróciło, a takich nóg - tak poza tym - trzeba mieć jeszcze wiele, np:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Poczucie_w%C5%82asnej_warto%C5%9Bci
http://www.eioba.pl/a/2d7s/7-sposobow-na-podniesienie-poczucia-wlasnej-wartosci

A co do zmiany płci, to pragnienie posiadania dzieci jest czymś normalnym w przypadku wielu ludzi, także transów, tylko że u nich kłóci się niestety z tranzycją, ale raczej trudno mi wyobrazić sobie sytuację typu: rezygnuję z tranzycji, bo chcę mieć dzieci. Jeśli jesteś ts, to szybciej ci przejdzie parcie na dzieci (bo często z wiekiem przechodzi) niż parcie na tranzycję.

Czy jesteś ts, to wiesz tylko ty. Jak wygląda twoja optymalna wizja swojego wyglądu? Mówienie do ciebie w jakim rodzaju, by ci najbardziej pasowało. Jak widzisz się ze swoim penisem, a jak widzisz się bez penisa (na stałe). Jak widzisz siebie w relacjach emocjonalnych i seksualnych.
zmian: 1, ostatnia: freja - 2015.01.05, 18:13
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.05, 19:11
[autor]
Po Pierwsze płci się nie zmienia, natomiast naprowadza się ciało do odzwierciedlenia tożsamości wewnętrznej!
Jednym z bardziej skutecznych testów na TS, jest właśnie branie hormonów, HRT, jeśli po zaczęciu pobierania E i blokerów T, stan emocjonalny zyskuje na równowadze albo polepsza się, wtedy konkluzja jest na TS. Jeśli natomiast hrt wpływa negatywnie robiąc jeszcze większy mętlik, wtedy konkluzja jest negatywna.

Drugie to to, że hormony, czy nawet przemiana ciała, nie rozwiązują problemów życia. Raczej stan TS wprowadza osobę na drogę o wiele trudniejszą od tej przeszłej.

Sedno sprawy to uzyskanie równowagi tożsamości, tylko to.

PS; wydaje mi się że sugestie typu powinnaś/nienes zostać mężczyzną" są definitywnie nie profesjonalne, i myślę że psycholog nie do końca zna się na fachu TG. Uważaj!!! Zły terapeuta może wiele gorzej zrobić niż pomoc. Konkluzja tego kim jesteś powinna nadal być zostawiona w twoich rękach!
zmian: 1, ostatnia: inna - 2015.01.05, 19:16
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.05, 23:04
[autor]
Bo co mi po tej całej zmianie - ani związków, ani rodziny. Właściwie to moje życie jest puste i mam poczucie że do niczego nie zmierza.
Mam takie same odczucia względem swojego transseksualizmu jak ty. Jednak z relacji innych nie zachowuje się jak facet, nie dotykam jak facet, nie mam męskiej ekspresji. Staram się zachowywać naturalnie instynktownie (szczególnie w związku), więc coś w tym jest.

A związek? Czemu zakładasz, że nikogo nie znajdziesz? Ja przez przypadek znalazłam kogoś, kto może zostać ze mną na całe życie, więc na 100% się da
PS; wydaje mi się że sugestie typu powinnaś/nienes zostać mężczyzną" są definitywnie nie profesjonalne, i myślę że psycholog nie do końca zna się na fachu TG.
Dlaczego? Jeżeli psychoterapeuta dobrze radzi, żeby zastanowić się co jest ważniejsze dla danej osoby w życiu, czy tranzycja, czy dzieci to raczej jest to sensowna rada. Szczególnie, że zasugerował/a coś genialnego. Sprawdzić, czy jest się jeszcze płodnym. Jeżeli tak, to nic nie szkodzi na przeszkodzie w zamrożeniu nasienia do użycia w przyszłości.
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.05, 23:42
[autor]
A związek? Czemu zakładasz, że nikogo nie znajdziesz?
Ponieważ musiałabym związać się z heteroseksualną kobietą, a to jest dla mnie trudne do pomyślenia.
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.05, 23:56
[autor]
justy pisze:
A związek? Czemu zakładasz, że nikogo nie znajdziesz?
Ponieważ musiałabym związać się z heteroseksualną kobietą, a to jest dla mnie trudne do pomyślenia.
Jako m/k Ja jestem z biseksualną kobietą.
Jako m/k możesz być z kimkolwiek, zależy to od twoich preferencji.
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 00:20
[autor]
Rozumiem, ale dla mnie takie coś to już właściwie detranzycja. Bo właściwie po co mi było zmieniać płeć, skoro mam się związać z kobietą po to aby mieć z nią dziecko? W dodatku bez zmiany danych, bo inaczej nie będę miała do niego praw? Gdybym chciała tak żyć to przecież nie chciałabym zmieniać płci. Bez hormonów, bez zmiany danych, bycie ojcem dla dziecka - co w takim razie miałoby wyrażać moją 'kobiecość'? Wtedy cały pomysł zmieniania płci dla mnie traci sens. Ponieważ ja nie chciałam zmieniać się w m/k tylko być kobietą.

Dlatego trudno mi zaakceptować takie wyjście. Wiem że większość transseksualistek tak żyje i jakoś swoją biologiczną płeć akceptuje ale dla mnie to jest trudne.
zmian: 3, ostatnia: justy - 2015.01.06, 00:26
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 00:29
[autor]
justy:
Bo co mi po tej całej zmianie - ani związków, ani rodziny.


A dlaczego nie?
Z resztą, nawet jeśli nie... to co z tego? Nie z partnerem i dzieciakami spędzisz 24h/7dni w tyg/365dni w roku tylko ze sobą.


justy:
i mam brak jakiejś wizji życiowej.


To ma cała masa ludzi, bez względu na płeć i trans.


justy:
Rozumiem, ale dla mnie takie coś to już właściwie detranzycja. Bo właściwie po co mi było zmieniać płeć, skoro mam się związać z kobietą po to aby mieć z nią dziecko?


Po to żeby być drugą kobietą, która może wychowywać dziecko? Nie wiem, ale moim zdaniem tranzycji nie robi się po coś, tylko robi się dlatego, że inaczej nie da się życ.
Ja bym np. wolał związać się z facetem, a dzieci też chcę mieć więc... więc zrobiłem tranzycję żeby się związać z facetem i wychowywać z nim dziecko ;)
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 00:36
[autor]
Dla mnie wiązanie się w zgodzie ze swoja biolgoiczną płcią, i życie w zgodzie z biologiczna płcią w związku małżenskim, jednak to jest sytuacja bez tranzycji. Trudno mi uwierzyć że płeć to tylko rola społeczna bo dla mnie płeć bardzo mocno zależy od biologii organizmu, od roli w życiu seksualnym. Jeżeli współżyłabym z kobietą i była ojcem jej dziecka to w żadnym wypadku nie mogłabym mówić, że jestem w związku w roli kobiecej i nie czułabym się w tym związku kobietą. Dla mnie sytuacja o jakiej piszesz, gdy inni ludzie wiedzą jaka jest moja biologiczna płeć, w tym osoba z którą jestem najbliżej, wydaje się koszmarem.

Z drugiej strony, rozważam, że może moje myślenie jest po prostu wynikiem zaburzeń, bo przecież biologicznej płci nie zmienimy i chcąc nie chcąc musimy ją zaakceptować. Dla mnie to jest jednak trudne, ponieważ dla mnie płeć i ciało są ze sobą mocno związane, i szczerze mówiąc nigdy nie byłam w związku z biologiczną kobietą ponieważ bardzo stresująca jest dla mnie wizja takiego seksu.
zmian: 4, ostatnia: justy - 2015.01.06, 00:45
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 01:18
[autor]
Mi chodzi jednak o coś innego. O pytanie:
-Dlaczego w trakcie/po tranzycji uważasz, że się z nikim nie zwiążesz i nie założysz rodziny?

Trudno mi uwierzyć że płeć to tylko rola społeczna bo dla mnie płeć bardzo mocno zależy od biologii organizmu, od roli w życiu seksualnym. Jeżeli współżyłabym z kobietą i była ojcem jej dziecka to w żadnym wypadku nie mogłabym mówić, że jestem w związku w roli kobiecej i nie czułabym się w tym związku kobietą. Dla mnie sytuacja o jakiej piszesz, gdy inni ludzie wiedzą jaka jest moja biologiczna płeć, w tym osoba z którą jestem najbliżej, wydaje się koszmarem.
Całkowicie się zgadzam z pierwszymi zdaniami o płci.

Jednak związek kobiety z kobietą wygląda nieco inaczej niż mężczyzny z kobietą i odpowiednia osoba nie musi cię zmuszać do męskiej roli. Sądzisz, że ja w swoim związku jestem męską rolą?
Jest zupełnie na odwrót, moja dziewczyna mnie do niczego nie przymusza i mam wolną rękę.
Więc da się stworzyć związek. Wendigo np. napisał prosto - jestem facetem, chce być z facetem gejem - będę traktowany jak facet.
Tak samo masz myśleć ty - jestem kobietą - chce być z facetem/kobietą - w związku mam być traktowana jak kobieta.
Twoja płeć biologiczna nie ma znaczenia.
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 01:23
[autor]
Kittyolusia nie rozumiesz mnie. Dla mnie bycie kobietą to nie ubieranki, chodzenie z żoną na zakupy, mówienie sobie żeńskim imieniem aby potem wracać do roli męża i ojca rodziny.

Jest zupełnie na odwrót, moja dziewczyna mnie do niczego nie przymusza i mam wolną rękę.
Wierzę w to, masz prawo, też cie do niczego nie zmuszam, ale ja nie chciałabym być w takim związku. Dlatego trudno mi się pogodzić z tym że to jest jedyna możliwość.

Twoja płeć biologiczna nie ma znaczenia.
Trudno mi tak myśleć. Dla mnie płeć to przede wszystkim ciało, biologia. Płeć biologiczna ma znaczenie. Trudno mi się pogodzić z moją płcią biologiczną i bardzo frustruje mnie myśl że jestem w niej uwięziona na zawsze. Płeć to nie tylko rola społeczna ale także oddziaływanie hormonów na organizm, narządy płciowe, życie seksualne, rozmnażanie. Wiem że nigdy nie będę w pełni kobietą bo nie mogę mieć jajników i nie mogę urodzić dziecka, mam tego świadomość, ale trudno mi akceptować męską rolę - po prostu. Ważnym elementem życia każdej dziewczyny jest na przykład okres. Trudno mi uwierzyć w to że to nie jest związane z płcią, że mężczyźni mają okres, rodzą dzieci, karmią je piersia itd. a kobiety są ojcami, mają brody i wąsy.
zmian: 4, ostatnia: justy - 2015.01.06, 01:28
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 01:32
[autor]
justy:
bo dla mnie płeć bardzo mocno zależy od biologii organizmu, od roli w życiu seksualnym.

Ależ oczywiście, zwłaszcza to drugie - nie mógłbym być kobietą w życiu seksualnym i to, że bardziej pociągają mnie mężczyźni nic tutaj nie zmienia.
A biologia się zmienia podczas leczenia.


justy:
Dla mnie sytuacja o jakiej piszesz,


Ja pisałem o sytuacji w której dokonałabyś korekty i wychowywała od początku jako druga kobieta w związku z partnerką dziecko z Twojego nasienia (tak, nie miałabyś do niego praw, ale co z tego? z resztą w końcu musi się i w Polsce to zmienić, spoko, za jakieś naście może dziesiąt lat będzie można w takiej sytuacji adoptować dziecko partnera tej samej płci).
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 02:00
[autor]
Kittyolusia nie rozumiesz mnie. Dla mnie bycie kobietą to nie ubieranki, chodzenie z żoną na zakupy, mówienie sobie żeńskim imieniem aby potem wracać do roli męża i ojca rodziny.
Chyba się nie rozumiemy. Ja cały czas stawiam inne pytanie:
Dlaczego chesz być mężem i ojcem będąc z hetero facetem/homo kobietą?
Ja bawie się w ubieranki, używam żeńskiego imienia, a mimo to w domu funkcjonuje jako kobieta. Postrzegasz związki zbyt stereotypowo. W moim nie ma faceta, dzielimy się obowiązkami równorzędnie (dobra, to ja zmywam gary, bo ona nie chce :D). Nawet w relacjach intymnych nie spełniam roli męskiej.
Ja pisałem o sytuacji w której dokonałabyś korekty i wychowywała od początku jako druga kobieta w związku z partnerką dziecko z Twojego nasienia (tak, nie miałabyś do niego praw, ale co z tego?
Dokładnie o to mi chodzi. Dlaczego ciągle zakładasz, że w homoseksualnym związku 2 kobiet miałabyś spełniać męską rolę? To tak nie wygląda, nawet jak jesteś transseksualna.
A biologia się zmienia podczas leczenia.
Potwierdzam. Mi się wszystko odwróciło o 180 stopni. Funkcjonuje zupełnie inaczej niż przed terapią. Pomijając brak okresu (który i tak symuluje mi kolka nerkowa...) to nie wydaję mi się, żeby moja biologia była diametralnie różna od tej kobiecej (w końcu są kobiety, które nie miesiączkują i mają się dobrze).
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 02:07
[autor]
Nawet w relacjach intymnych nie spełniam roli męskiej.
Co rozumiesz przez rolę męską? Bo dla mnie jednak zwiazek z heteroseksualną kobietą, małżeństwo, i bycie ojcem jej dziecka to jest męska rola seksualna. Nawet jeżeli ubiorę się w damskie łaszki do łóżka to w takiej sytuacji nadal jest to dla mnie męska rola: ponieważ w tej sytuacji ja mam ciało fizycznie męskie, ona fizycznie kobiece i to się liczy. Mając ciało fizycznie męskie nie mogę związać się z homoseksualną kobietą ani tym bardziej z heteroseksualnym mężczyzną. Ciała fizycznie kobiecego nie mogę mieć nie tracąc okazji do dzieci przez co taki związek nie może być trwały i nie można tak założyć rodziny. Dlatego terapeutka doradzała mi związek z biologiczną kobietą.

Ja pisałem o sytuacji w której dokonałabyś korekty i wychowywała od początku jako druga kobieta w związku z partnerką dziecko z Twojego nasienia (tak, nie miałabyś do niego praw, ale co z tego?
Teraz pomyśl która kobieta się na takie coś świadomie zgodzi. Prawnie w tej sytuacji jest panna z dzieckiem którego ojciec jest nieznany - nie może przecież podać kobiety jako ojca. Jakbym chciała to mogłabym ich zostawić z dnia na dzień i nigdy nie ściągłęłaby ani grosza alimentów. Żadna trzeźwo myśląca kobieta nie wejdzie w taką relację 'na słowo honoru'.

Dlaczego ciągle zakładasz, że w homoseksualnym związku 2 kobiet miałabyś spełniać męską rolę?
Mam na myśli to, że w homoseksualnym zwiazku nie mogę mieć dzieci, a zresztą ja nie rozumiem czemu miałabym zmieniać płeć, tylko po to, żeby wchodzić z inną kobietą w związek homoseksualny. Potencjał takiej pary jest żaden, ani małżeństwa, ani adopcji.

Pomijając brak okresu (który i tak symuluje mi kolka nerkowa...) to nie wydaję mi się, żeby moja biologia była diametralnie różna od tej kobiecej (w końcu są kobiety, które nie miesiączkują i mają się dobrze).
Zazdroszczę ci więc.
zmian: 9, ostatnia: justy - 2015.01.06, 02:19
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 02:51
[autor]
Co rozumiesz przez rolę męską?
Generalnie wszystko to, co robi hetero facet z kobietą w łóżku.
Zalicza się to w sumie do dotyku, stylu pieszczot i ogólnie pojętej samczej dominacji.
Nawet jeżeli ubiorę się w damskie łaszki do łóżka to w takiej sytuacji nadal jest to dla mnie męska rola: ponieważ w tej sytuacji ja mam ciało fizycznie męskie, ona fizycznie kobiece i to się liczy.
Rozumiem. Jednak po SRS i terapii to się zmieni. Ja mam np. mega kobiece ciało i nie uważam, że brak SRS ogranicza mnie do roli mężczyzny. Nawet jak kobieta ma ciało kobiety i taki sam narząd, to nie musisz jej za przeproszeniem na siłę wkładać.
Ciała fizycznie kobiecego nie mogę mieć nie tracąc okazji do dzieci przez co taki związek nie może być trwały i nie można tak założyć rodziny.
Zamrożenie spermy i matka surogatka. Wtedy masz biologiczne dziecko. Czy to jest moralnie etyczne? Dla mnie tak, w naszej sytuacji nie ma innego wyjścia.
Poza tym, bezpłodne pary też istnieją i radzą sobie właśnie adopcją, czy też surogacją bądź użyciem nasienia kogoś innego.
Dlatego terapeutka doradzała mi związek z biologiczną kobietą.
Dlaczego jako hetero facet? Jeżeli pociągają cie laski, to jesteś lesbijką, więc szukasz homo/bi partnerki, a nie hetero partnerki. Taka cię zaakceptuje jako kobietę (chociaż z tym bi trzeba uważać, bo czasem laski tak jak i faceci spełniają swoje fetysze pt. "laska z penisem").
Teraz pomyśl która kobieta się na takie coś świadomie zgodzi. Prawnie w tej sytuacji jest panna z dzieckiem którego ojciec jest nieznany - nie może przecież podać kobiety jako ojca.
Moja by się zgodziła gdyby to było możliwe. Niektóre moje byłe dziewczyny również.
Jakbym chciała to mogłabym ich zostawić z dnia na dzień i nigdy nie ściągłęłaby ani grosza alimentów. Żadna trzeźwo myśląca kobieta nie wejdzie w taką relację 'na słowo honoru'.
Troszkę nie ogarniasz związków. Jeżeli jesteś z kimś długo, mieszkasz z kimś długo i w sumie jesteście rodziną, czemu nie?
Trzeba zaufać partnerowi, a to jest podstawą każdego związku
Mam na myśli to, że w homoseksualnym zwiazku nie mogę mieć dzieci, a zresztą ja nie rozumiem czemu miałabym zmieniać płeć, tylko po to, żeby wchodzić z inną kobietą w związek homoseksualny. Potencjał takiej pary jest żaden, ani małżeństwa, ani adopcji.
Może dlatego, że orientacja znaczy coś więcej niż regulacje prawne?
Ja nawet dla adopcji i ślubu nie poświęciłabym się dla związku z facetem. Po prostu nie potrafię, nie lubie i nie chcę.
Pomijając fakt, że prawie wszystko jest dla mnie trywialne, poza niektórymi regulacjami dotyczącymi dziedziczenia, szpitali i innych pierdół, które ma zagwarantować nam wprowadzenie związków partnerskich.
Zazdroszczę ci więc.

Nie rozumiem czego. Z doświadczenia wiem, że hormony na m/k wpływają podobnie. Część z nich ma takie same doświadczenia ze zmianą biologii organizmu.
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 03:59
[autor]
Nie chcę być nieprzyjemny ale bawi mnie jak ktoś ogranicza cały sens życia do dzieci opisując przy okazji, że:
- nie widzi sensu w życiu
- nie potrafi zrozumieć kim jest i kim się czuje
- nie poznał swojej seksualności
- itd itp
Czy chociaż przez chwilę pomyślałaś/łeś(nie wiem jak mam się zwracać bo z Twoich postów to nie wynika), że dziecko to nie jest mistyczny Grall, którego każdy musi zdobyć czy to poprzez adopcję czy zapłodnienie/powicie - a kurde ŻYWY człowiek, któremu trzeba wskazać:
- jak żyć
- wartości moralne, priorytety, zachowania
- i masa więcej!
Jak więc można uzależniać sens swojego życia od potencjalnych dzieci kiedy nie widzi się celu nawet we własnej egzystencji? No szlag mnie trafia jak widzę takie rzeczy. W taki sposób to można co najwyżej spłodzić kolejnego człowieka, który potem będzie szukał pomocy na forach(niekoniecznie tym ale wielu innych) itd itp.
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 15:38
[autor]
justy pisze:
Ciała fizycznie kobiecego nie mogę mieć nie tracąc okazji do dzieci przez co taki związek nie może być trwały
Jakieś statystyki na poparcie tezy o nietrwałości związków bezdzietnych? Bo bez takiej podkładki, powyższą myśl mogę traktować jedynie jak tezę o tym, że Księżyc zrobiono z zielonego sera.

justy pisze:
Prawnie w tej sytuacji jest panna z dzieckiem którego ojciec jest nieznany - nie może przecież podać kobiety jako ojca. Jakbym chciała to mogłabym ich zostawić z dnia na dzień i nigdy nie ściągłęłaby ani grosza alimentów.
Oczywiście, bo osoby transseksualne, tracą przecież po zmianie prawa i obowiązki względem swoich dzieci ;-p Jeszcze jakieś mądrości?

justy pisze:
a zresztą ja nie rozumiem czemu miałabym zmieniać płeć, tylko po to, żeby wchodzić z inną kobietą w związek homoseksualny. Potencjał takiej pary jest żaden, ani małżeństwa, ani adopcji.
Płci nie zmienia się po to, żeby mieć/nie mieć dzieci, albo wchodzić z kimś albo nie wchodzić z kimś w związki. Płeć zmienia się z powodu wewnętrznej potrzeby zmiany płci. Niezależnie od naszej orientacji seksualnej, pragnienia posiadania dzieci, poglądów politycznych i upodobań kulinarnych.

Wybacz, ale to co tu wypisujesz brzmi dla mnie trochę jak:
Chciałbym/chciałabym zmienić płeć, ale potem musiałabym przecież sikać na siedząco, a to niewygodne, więc chyba zrezygnuję z tranzycji, bo mój potencjał pisuarowy byłby później żaden.

-------------------

Natomiast w jednym zgodzę się z twoją terapeutką: zastanów się nad tym, czego ty tak naprawdę chcesz.
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 16:37
[autor]
justy pisze:

Płeć zmienia się z powodu wewnętrznej potrzeby zmiany płci.
Mam na myśli to, że według pewnych teorii, potrzeba zmiany płci może wynikać nie tylko z tego, że się ma biologiczny transseksualizm, a także z nierozwiązanych problemów z dzieciństwa. Według niej jako osoba która nigdy miała inicjacji w bycie mężczyzną, pozostaję na etapie rozwoju umysłowego chłopca - niepewnego siebie i swojej seksualności. A nie chcę osiągnać tej inicjacji ponieważ nigdy psychicznie nie pokonałam swojego ojca, wzoru męskości, identyfikując się z matką, i przez zmianę płci próbując uniknąć momentu osiągnięcia własnej męskości i stworzenia obrazu męskości opartego o siebie, a nie o ideał ojca. I dlatego nie jestem zdolna do jakichkolwiek dojrzałych relacji międzyludzkich. Rozwiązaniem tego byłaby właśnie rozwijanie się w kierunku poczucia własnej męskości, czyli coś przeciwnego do tego co właśnie robię.
Czo

Niedojrzali chłopcy uciekający w zmianę płci przed mentalnym pojedynkiem na śmierć i życie ze swoim tatą . O_O

Takich pomysłów to ja bym nawet po ćpaniu nie miała, ale ktokolwiek wymyślił te teorie musiał mieć mocniejszy mózg :D

Tylko że coś mi tu nie pasuje - gdyby tak było to na ulicy widziałabym dzisiaj same m/ki o_O
zmian: 4, ostatnia: ktynka - 2015.01.06, 16:41
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 16:42
[autor]
justy pisze:
Jakieś statystyki na poparcie tezy o nietrwałości związków bezdzietnych? Bo bez takiej podkładki, powyższą myśl mogę traktować jedynie jak tezę o tym, że Księżyc zrobiono z zielonego sera.
Chodziło mi konkretnie o związki osób transseksualnych bezdzietnych, bezdzietnych z konieczności a nie wyboru. Tamta terapeutka musiała mieć coś na poparcie tych tez
To poproś ją o udostępnienie swoich źródeł i wróć do tematu, jak będziesz w stanie nam je tu przedstawić, bo na razie to wyrokujesz publicznie o nietrwałości związków bezdzietnych na podstawie swoich domniemań odnośnie cudzej wiedzy opartej na źródłach, których istnienie jedynie podejrzewasz.

justy pisze:
ja też widzę w swoim otoczeniu że związki homoseksualne są mniej trwałe niż heteroseksualne.
To się zdecyduj, czy nietrwałość związków wiążesz z ich bezdzietnością czy też ich homoseksualizmem
Poza tym, j.w.

justy pisze:
Miałam na myśli po zmianie danych, chyba, że po zmianie danych jest tak, że w tym przypadku ojcem dziecka jest dana m/k według starych, danych sprzed zmiany.
Nie przypominam sobie żadnego przypadku dzieci osób post op powstałych z zamrożonego wcześniej nasienia, ale też nie wyobrażam sobie takiej dziury w prawie, która zwalniałaby takie osoby z prawnej odpowiedzialności za swoje potomstwo (w tym z obowiązku alimentów), niezależnie od tego, czy w papierach zostaną opisane jako matka, ojciec czy w ogólności rodzic.

Jeśli potrafisz przedstawić jakiś podobny przypadek, w którym m/k post op spłodziła tak dziecko, potem zostawiła jego matkę, a potem bujała się swobodnie wona od obowiązku alimentacyjnego, to możemy pogadać.

Póki co: wyrokujesz publicznie jedynie na podstawie swoich domniemań.

justy pisze:

Płeć zmienia się z powodu wewnętrznej potrzeby zmiany płci.
Mam na myśli to, że według pewnych teorii, potrzeba zmiany płci może wynikać nie tylko z tego, że się ma biologiczny transseksualizm, a także z nierozwiązanych problemów z dzieciństwa. Według niej jako osoba która nigdy nie odbyła pełnego sosunku seksualnego z kobietą, nie miałam inicjacji w bycie mężczyzną, więc pozostaję na etapie rozwoju umysłowego chłopca - niepewnego siebie i swojej seksualności.
Tia... bo wszyscy faceci przed inicjacją zastanawiają się nad zmianą płci, a wszyscy transseksualiści m/k po swoim pierwszym seksie z kobietą zostają cudownie uleczeni

Ale może to nie jest taki głupi pomysł - prześpij się z kimś i jeśli ci się po tym nie odmieni, to może przynajmniej przestaniesz kombinować na okrętkę.
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 17:10
[autor]
justy pisze:
Jeśli potrafisz przedstawić jakiś podobny przypadek, w którym m/k post op spłodziła tak dziecko, potem zostawiła jego matkę, a potem bujała się swobodnie wona od obowiązku alimentacyjnego, to możemy pogadać.
Nie potrafię post op, ale znam przynamniej 2-3 przypadki mk które po zmianie danych bardzo skutecznie migają się od płacenia alimentów na dzieci sprzed zmiany.
Tzn, czy:
- migają się, bo sąd orzekł, że nie ponoszą odpowiedzialności, bo sąd orzekł, że po zmianie nie ponoszą odpowiedzialności za to, co przed zmianą napłodzili,
- migają się, bo zmiana danych dezorientuje komorników i wydłuża procedury?
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 17:11
[autor]
Nie mam pojęcia, unikam takich ludzi z nieukrywanej niechęci więc nie znam szczegołów.
zmian: 1, ostatnia: justy - 2015.01.06, 17:22
Re: Jak to można nazwać? 2015.01.06, 23:33
[autor]
justy:
Ciała fizycznie kobiecego nie mogę mieć nie tracąc okazji do dzieci przez co taki związek nie może być trwały i nie można tak założyć rodziny. Dlatego terapeutka doradzała mi związek z biologiczną kobietą.


Jak już parę razy zostało wykazane możesz mieć kobiece ciało i nadal mieć okazję do posiadania biologicznych dzieci (choć swoją drogą tego parcia na biologiczne dzieci nie pojmę chyba nigdy - serio każdy ma takie świetne geny, że tylko je przekazywać? Ja też chcę mieć dzieci, ale w życiu nie biologiczne! i na całe szczęście już nie mogę :) ).


justy:
Teraz pomyśl która kobieta się na takie coś świadomie zgodzi. Prawnie w tej sytuacji jest panna z dzieckiem którego ojciec jest nieznany - nie może przecież podać kobiety jako ojca. Jakbym chciała to mogłabym ich zostawić z dnia na dzień i nigdy nie ściągłęłaby ani grosza alimentów. Żadna trzeźwo myśląca kobieta nie wejdzie w taką relację 'na słowo honoru'.


Cała masa kobiet homoseksualnych! Pomyś tak: która lesbijka nie chciałaby mieć z partnerką dziecka, które byłoby biologicznie ich obu?!
Co z tego że panna z dzieckiem? Bo to mało panien z dzieckiem bez alimentów radzi sobie z wychowaniem tego dziecka? (ale poza tym to Kittyolusia dobrze napisała - na tym opiera się każdy związek, na zaufaniu).


justy:
Mam na myśli to, że w homoseksualnym zwiazku nie mogę mieć dzieci, a zresztą ja nie rozumiem czemu miałabym zmieniać płeć, tylko po to, żeby wchodzić z inną kobietą w związek homoseksualny. Potencjał takiej pary jest żaden, ani małżeństwa, ani adopcji.


Jak nie rozumiesz, to rzeczywiście tego nie rób. Chyba nie jest Ci to potrzebne. A resztą w tym temacie to już napisała Freja.


justy:
Według niej jako osoba która nigdy nie odbyła pełnego sosunku seksualnego z kobietą, nie miałam inicjacji w bycie mężczyzną, więc pozostaję na etapie rozwoju umysłowego chłopca - niepewnego siebie i swojej seksualności.


Natychmiast zmień psychologa! (serio, jakbym od mojego psychologa coś takiego usłyszał, to byłaby to moja ostatnia u niego wizyta). Toż to przekonania sprzed jakichś 200 lat o.O W szoku jestem, że w dzisiejszych czasach naprawdę usłyszałaś od psychologa coś takiego... To k/m też powinien "odbyć inicjacją" w postaci stosunku seksualnego? o.O brrr...


itsme_a:
Czy chociaż przez chwilę pomyślałaś/łeś(nie wiem jak mam się zwracać bo z Twoich postów to nie wynika), że dziecko to nie jest mistyczny Grall, którego każdy musi zdobyć czy to poprzez adopcję czy zapłodnienie/powicie - a kurde ŻYWY człowiek, któremu trzeba wskazać:


Z tym Grallem to padłem! Świetne! :D
na górę strony  

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj