[usuniety]

  liczba postów: 9
UWAGA: Forum Trans-Fuzji zostało zamknięte. Tworzenie i edycja postów nie są już możliwe.

Wszystkich forumowiczów zapraszamy pod nowy adres: http://transpomoc.pl
do naszego własnego, społecznościowego, Wolnego Forum Transowego.

Zawartośc starego forum zostanie zapisana i przeniesiona w nowe miejsce w postaci archiwum.

na dół strony  
Re: Quo vadis Pinokio? 2012.04.05, 13:11
[autor]
Kolega, mistrz gry w RPG chciał kiedyś ukazać błędność założeń ideologicznych znamionujących postawę jego zachowawczych graczy. Cytuję z pamięci, ale szło to mniej/więcej tak:

Budzicie się w opustoszałej wiosce pośrodku lasu. Z wioski wychodzi rozwidlająca się dróżka, a przy niej stoi drogowskaz mówiący "Pójdziesz w lewo, stracisz życie. Pójdziesz w prawo, stracisz głowę". I wiecie co teraz zrobicie cwaniaki? Powiem wam: umarliście w wiosce ze starości.


Byłam kiedyś w podobnej sytuacji jak ty. Właściwie pod pewnymi względami do tej pory jestem, bo nadal nie wiem(y), jak się nam właściwie ułoży w przyszłości nasz związek, ale przynajmniej nie szarpię się już w tę i we w tę na zasadzie głowa lub życie. Był taki moment, kiedy po prostu nie mogłam dłużej, przyszłam do partnerki i powiedziałam: to jestem ja, taka właśnie jestem, nie mam siły dłużej udawać. Bądź ze mną, albo mnie zostaw i przestań mi mówić, jaka być powinnam. A jakiś czas później to moja własna partnerka powiedziała mi: że mam zacząć coś z tym wszystkim robić, bo mnie to męczy i jestem nie do życia. Mam coś robić, a potem zobaczymy, co będzie.
zmian: 1, ostatnia: freja - 2012.04.05, 13:11
Re: Quo vadis Pinokio? 2012.04.05, 13:14
[autor]
No to w sumie o ile dobrze zinterpretowałem ten tekst (?)
Zadajesz sobie wiele pytań w jakis sposób nadając temu odpowiednia dramaturgie.
Pisząc o pewnego rodzaju bezwładności i niepewności.
Dochodzisz chyba do wniosku iż celem nie jest bezwładność i niepewność tylko odkrywanie kolejnych kart jakie przyniesie życie.
Zycie jak karty tarota

Natomiast koncepcja przeznaczenia jest ciekawa.
Przy założeniu że wszystko w życiu mas sens  brzmi to prawie jak zależnie od poglądów "bo Bóg tak chciał" albo tak miało być. W tym wypadku czynnik ryzyka nie jest elementem określającym trafność decyzji . Ponieważ  kazda decyzja bedzie decyzją odbierana jako czynnośc bez zadnej rangi.
Skoro nie sposób kwalifikować decyzji w żadnej skali . To po co je podejmować ?
Ano po to że treba wiedziec co sie chce a potem podejmować decyzje ,chyba.

No i tu pojawia sie koncepcja celu ,albo celi . Jak sa cele to sa tez lochy.
Jak sa lochy to jedyne co mi przychodzi do głowy to anihilacja pustostanu kubatury tego okienka textowego bojowym okrzykiem chrum chrum.

Re: Quo vadis Pinokio? 2012.04.05, 18:18
[autor]
wronowata pisze:
stary_sciemniacz pisze:
W tym wypadku czynnik ryzyka nie jest elementem określającym trafność decyzji .
Dokładnie tak - jeśli dobrze Ciebie rozumiem. Po prostu jest tylko ryzyko, ale sam wynik nie może być oceniany na zasadzie trafności, tylko na zasadzie "ufffff... w bramce nr. 3 nie było Zonka" - bo i tak nigdy się nie miało możliwości dowiedzieć czy to kot w worku, czy też nie. Choć zawsze pozostaje maskotka na pocieszenie...

Chyba, że ciągnąc karty ukaże się:
    Wówczas to tragedia murowana.
W sumie tak.
Jezeli   decyzje będą   podporządkowane pewnym zamierzeniom(celom). Wtedy można skonfrontowac wynik(z bramek) z założeniami.
Jezeli nie ma sie zdefiniowanych założeń to w sumie kazdy rodzaj nagrody odbierze sie jak nagrode podbijając jej wartość nieuzyskaniem tego czego sie nie chce (zonkiem).
//czyli jak sie nie wie czego chce i patrzy sie z perspektywy tygodnia/miesiaca

Gorzej jak  nagroda jest zostanie honorowym dawca nerki w trybie natychmiastowym ..wtedy kwestia staje sie problematyczna.

Z wieżą to nie wiem jak jest ...Bo nie wierze w paranauki .
Natomiast jak sie wyciagnie zła karte to mozna poprosic o inna .
To tylko karty ..

Zreszta kto gra w karty ten ma łeb obdarty ..

Re: Quo vadis Pinokio? 2012.04.05, 19:09
[autor]
Każdy człowiek powinien żyć przedewszystkim dla jednej osoby: siebie samego. Najgorsze co można zrobić to żyć dla kogoś, poświęcać siebie dla kogoś. Ja bym osobiście nikogo nie mogła prosić o takie poświęcenie, to egoistyczne i nie sprawiedliwe. A i osoba, która żyła dla kogoś pewnego dnia odkryje, że ten układ był jednostronny. Bo druga strona wcale się tak nie poświęcała, a i wcale nawet nie chciała.
na górę strony  

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj