Prowizoryczny test realnego życia

  liczba postów: 49
UWAGA: Forum Trans-Fuzji zostało zamknięte. Tworzenie i edycja postów nie są już możliwe.

Wszystkich forumowiczów zapraszamy pod nowy adres: http://transpomoc.pl
do naszego własnego, społecznościowego, Wolnego Forum Transowego.

Zawartośc starego forum zostanie zapisana i przeniesiona w nowe miejsce w postaci archiwum.

na dół strony  
Prowizoryczny test realnego życia 2013.12.17, 20:31
[autor]
Witam,

być może niektórzy pamiętają mnie, a w szczególności moje problemy ze zdrowiem (SM).
Chciałbym wyrazić swoje w gruncie rzeczy szczęście, że moje wyniki badań okazały się ostatnio tak złe, iż dostałem się  na pewien program leczenia, jest to badanie kliniczne. Będzie ono trwać 2 lata. Nie ma żadnych dowodów na to, że mnie wyleczy, ale takie zadanie stawiam przed moim organizmem! :)

W moim życiu jednak z biegiem czasu co raz bardziej powiększa się dysforia płciowa. Przejawia się nawet w snach, szkoda mi życia na ciągłe sny o tym, jak to mówią do mnie per pani albo jak to babcia pyta czy mam już chłopaka. To dziwne, ale właśnie po tych snach dociera do mnie, że bardzo nie chcę i bardzo nie umiem w ten sposób żyć. Odkryłem sposób na Życie przez wielkie ŻET, ale to bardzo trudne do zrealizowania, zmienić płeć...

Mam taki prowizoryczny plan. Chciałbym w okresie tego leczenia czyli najbliższe prawdopodobnie 2 lata, zrealizować coś, co nazywamy testem realnego życia. Tzn. zacząć cały proces diagnozowania itd, ale z określonym zamiarem - jakiekolwiek hormony w momencie kiedy skończy się moja terapia (sm) i będzie jasne jaki jest stan mojego zdrowia.

i tutaj pytanie zasadnicze: Na ile to w ogóle możliwe? Test realnego życia bez hormonów? Zakładając, że passing jest nie najgorszy, a może być jeszcze przyzwoitszy jak się postaram. I czy to zależeć może ode mnie, jak ja widzę tę moją drogę czy to decyzja lekarza seksuologa? Czy te 2 lata to nie za długo?
Co to w ogóle jest test realnego życia? Że będę realnym chłopakiem dla moich znajomych i rodziny, a w dziekanacie będę wciąż musiał znosić te tnące mnie jak brzytwa: pani? Bez dokumentów nikt nie ma obowiązku ani nawet prawa zwracać się do mnie jak ja sobie życzę, i uznawać np. że chcę posługiwać się fałszywym imieniem.

Może ktoś mnie tutaj opamięta w tej kwestii?

I w ogóle, będzie mi miło jeśli ktoś się odezwie, nawiąże dyskusję, zapraszam również na maila.

pozdrawia,
Olik
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2013.12.17, 21:09
[autor]
oleander pisze:
Co to w ogóle jest test realnego życia? Że będę realnym chłopakiem dla moich znajomych i rodziny, a w dziekanacie będę wciąż musiał znosić te tnące mnie jak brzytwa: pani?
Test realnego życia nie jest wymagany. Gdzieś tam się czasem o nim przebąkuje, ale w praktyce wygląda to zwykle tak, że ludzie zaczynają terapię, zaczynają brać hormony, zaczynają się zmieniać i - w trakcie - zaczynają po prostu coraz bardziej wchodzić w nową rolę.

Kiedy widzisz, że twoje ciało się zmienia, że wyglądasz bardziej wiarygodnie, to zaczynasz sobie też na więcej pozwalać. TRŻ przed hormonami to byłby z resztą w wielu wypadkach raczej survival niż testowanie czegokolwiek.

Natomiast możesz sobie coś takiego przeprowadzić we własnym zakresie. Zacząć od funkcjonowania tak wobec znajomych, a z czasem spróbować też w takich miejscach jak szkoła. Funkcjonowanie w nowym wcieleniu w szkole jeszcze przed zmianą dokumentów - wedle tego, co raportują inni - da się załatwić.
zmian: 1, ostatnia: freja - 2013.12.17, 21:09
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2013.12.18, 00:38
[autor]
Freja, ale on pyta czy mógłby się zacząć diagnozować już w tym czasie...
I oczywiście, jak najbardziej możesz. Jak się będziesz leczyć u Robachy, to się ona pewnie jeszcze ucieszy, że nie nalegasz na hormony :D
Więc podsumowując: tak, możesz tak zrobić i jak powiesz lekarzowi dlaczego chcesz czekać 2 lata do hormonów, to nie powinno być problemu.
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2013.12.18, 14:37
[autor]
oleander pisze:
[...]a w dziekanacie będę wciąż musiał znosić te tnące mnie jak brzytwa: pani? Bez dokumentów nikt nie ma obowiązku ani nawet prawa zwracać się do mnie jak ja sobie życzę, i uznawać np. że chcę posługiwać się fałszywym imieniem.[...]

Czemu nie ma prawa? Obowiązku nie, ale jak będziesz uchodził to tylko głupi będzie się upierał przy żeńskiej formie i to na niego/nią będą patrzyć jak na idiotę. Poza tym dziekanat to nie koniec świata, a jeśli by faktycznie się tak na Ciebie uwzięli, że by koniecznie się upierali, że chcą mówić w formie żeńskiej to zawsze jest prodziekan ds studenckich. W ostateczności możesz prosić o obsługę w osobnym pokoju, bez innych studentów.

Jak najbardziej możesz iść do seksuologa, jeśli będziesz pod jego opieką może wydać Ci zaświadczenie, że jesteś ts w trakcie leczenia, wiele osób respektuje takie oświadczenie gdy im tłumaczyłam jak wolę by się do mnie zwracali. Powodzenia w Twoim leczeniu.

Re: Prowizoryczny test realnego życia 2013.12.18, 17:09
[autor]
Potwierdzam, zmienić imię w systemie uczelni jest możliwe przed zmianą legalną. Słyszałam o i znam osobiście wielu TS którym to się udało bez problemu :) Ja złożyłam podanie do prodziekan ds dydaktycznych tłumacząc sprawę, dołączyłam zaświadczenie od lekarza i dostałam legitkę oraz indeks na nowe imię i nazwisko ;) jedynie radziłabym jeszcze w podaniu wspomnieć o zmianie rodzaju, ja o tym zapomniałam i w niektórych umowach studenckich mam "Pan <żeńskie imię>" :D 
No ale ja to zrobiłam przed rozpoczęciem studiów, w trakcie na pewno też się da ale wiadomo, ludzie już się przyzwyczaili do Ciebie mówić tak jak mówią i trochę czasu zabierze im przestawienie się.
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2013.12.18, 18:46
[autor]
Znam dziewczynę, która miała w oficjalnych dokumentach (indeks) co prawda formalne dane, ale na liście już, za porozumieniem z dziekanatem, imię żeńskie. Przy tym jest rewelacyjnie wiarygodna, więc koledzy i koleżanki nic nie podejrzewali. Tylko musiała się pilnować, żeby nie zdawać egzaminów w parach ani nie pokazywać nikomu indeksu...
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2013.12.31, 13:27
[autor]
Dzięki wszystkim za odpowiedzi.

Pierwsza rzecz: Test realnego życia - tak, właśnie na tym mi zależy, ponieważ muszę i chcę czekać te kilka jeszcze lat na hormony i dalsze kroki.

Natomiast moja sytuacja jest dość nietypowa. U większości ts problem leży w dokumentach. Tzn wygląda jak facet a dokumenty jeszcze, że kobieta. I tutaj wiadomo, odpowiednie zaświadczenie powinno wystarczyć. Nawet pozwolić wyrobić legitymację z nowymi danymi przed zmianą legalną, jeżeli takowa lada dzień ma się odbyć.

Natomiast ja de facto nie wyglądam na mężczyznę. Może na chłopca. Nie ma raczej nic dziwnego w zwracaniu się do mnie "per pani"...Szczególnie ze względu na głos.
I właśnie dlatego jest to dość skomplikowane.
Dziewczynka z dziewczyńskim imieniem żąda od innych, żeby do niej nie zwracać się w rodzaju żeńskim, bo nie się z nim nie utożsamia. Jak to mówi moja Mama: "Nie rób ludziom wody z mózgu, że nie jesteś dziewczyną."

Nie chodzi w tym wszystkim o studentów. Nie utrzymuję z nimi niestety większego kontaktu, ale gdyby znalazła się dobra okazja, powiedziałbym im oraz niektórym wykładowcom o sobie, mam pewność, że większość by mnie zaakceptowała.
Największym problemem są dla mnie te dziekanaty. Chociaż mam nadzieję, że wyolbrzymiam i może się tam też znaleźć jakaś wąska przestrzeń na ludzką życzliwość  i wyrozumiałość.
Myślę, że po spotkaniu z jedną osobą jako "pani" miałbym wielką traumę, dziką i żrącą pustkę w klatce piersiowej.
Mój lekarz neurolog mówi, że lek, który przyjmuję może nasilać objawy depresji. W mojej dziwnej głowie rodzi się więc plan szantażowania wszystkich, że jak będą mówić do mnie "pani" to będę mieć depresję i źle się to skończy.
Żeby spróbować żyć, i trochę normalniej, i bardziej ludzko to załatwić, zamierzam wybrać się do seksuologa kiedy (o ile w ogóle) zaliczę semestr. I wiedzieć już mniej więcej, na czym stoję (chociaż chwiejnie wciąż).

Re: Prowizoryczny test realnego życia 2013.12.31, 19:06
[autor]
oleander pisze:
U większości ts problem leży w dokumentach. Tzn wygląda jak facet a dokumenty jeszcze, że kobieta. I tutaj wiadomo, odpowiednie zaświadczenie powinno wystarczyć. Nawet pozwolić wyrobić legitymację z nowymi danymi przed zmianą legalną, jeżeli takowa lada dzień ma się odbyć.

Natomiast ja de facto nie wyglądam na mężczyznę. Może na chłopca. Nie ma raczej nic dziwnego w zwracaniu się do mnie "per pani"...Szczególnie ze względu na głos.
I właśnie dlatego jest to dość skomplikowane.
Dziewczynka z dziewczyńskim imieniem żąda od innych, żeby do niej nie zwracać się w rodzaju żeńskim, bo nie się z nim nie utożsamia.
Eee... nie wiem kto Ci powiedział, że ta większość k/m wygląda jak faceci :P jak już to też raczej jak chłopcy ;) a i to nie wszyscy. My to tak raczej po prostu lubimy sobie mówić że wyglądamy jak m :P Nie zawsze jest tak różowo, więc nie jesteś takim znów nietypowym przypadkiem :)
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2013.12.31, 21:20
[autor]
oleander pisze:
Natomiast ja de facto nie wyglądam na mężczyznę. Może na chłopca. Nie ma raczej nic dziwnego w zwracaniu się do mnie "per pani"...Szczególnie ze względu na głos.
I właśnie dlatego jest to dość skomplikowane.
Dziewczynka z dziewczyńskim imieniem żąda od innych, żeby do niej nie zwracać się w rodzaju żeńskim, bo nie się z nim nie utożsamia. Jak to mówi moja Mama: "Nie rób ludziom wody z mózgu, że nie jesteś dziewczyną."

Twój problem nie polega na tym, że nie wyglądasz zgodnie z Twoją tożsamością.

Twój problem polega na tym, że uważasz, że nie zasługujesz na to, by zwracano się do Ciebie w zgodzie z Twoją tożsamością (a Twoja mama to podtrzymuje).


Chyba każda osoba trans ma na początku jakieś swoje wymyślone "zasłużę sobie na to prawo, kiedy...". Często je przesuwa, bo po spełnieniu tego kryterium nadal ma jakieś zastrzeżenia i uważa, że jeszcze nie zasługuje, ponieważ nie dała sobie przyzwolenia na to, by zasługiwać.


Jesteś sobą.

Masz prawo do tego, by mówiono do Ciebie w Twoim rodzaju.

Masz prawo do tego, by zwracano się do Ciebie używając Twojego imienia.

Uwierz w to, a Twoje otoczenie się przekona.

Zacznij z powrotem wątpić, a odczujesz, że Twoje otoczenie też zaczyna wątpić.



PS. Kiedy się wyoutowałem na studiach, wyglądałem na 13/16-latka i mówiłem sopranem. Naprawdę wiem o czym mówię :P

Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.01, 19:18
[autor]
marcin pisze:
oleander pisze:
Natomiast ja de facto nie wyglądam na mężczyznę. Może na chłopca. Nie ma raczej nic dziwnego w zwracaniu się do mnie "per pani"...Szczególnie ze względu na głos.
I właśnie dlatego jest to dość skomplikowane.
Dziewczynka z dziewczyńskim imieniem żąda od innych, żeby do niej nie zwracać się w rodzaju żeńskim, bo nie się z nim nie utożsamia. Jak to mówi moja Mama: "Nie rób ludziom wody z mózgu, że nie jesteś dziewczyną."

Twój problem nie polega na tym, że nie wyglądasz zgodnie z Twoją tożsamością.

Twój problem polega na tym, że uważasz, że nie zasługujesz na to, by zwracano się do Ciebie w zgodzie z Twoją tożsamością (a Twoja mama to podtrzymuje).


Chyba każda osoba trans ma na początku jakieś swoje wymyślone "zasłużę sobie na to prawo, kiedy...". Często je przesuwa, bo po spełnieniu tego kryterium nadal ma jakieś zastrzeżenia i uważa, że jeszcze nie zasługuje, ponieważ nie dała sobie przyzwolenia na to, by zasługiwać.


Jesteś sobą.

Masz prawo do tego, by mówiono do Ciebie w Twoim rodzaju.

Masz prawo do tego, by zwracano się do Ciebie używając Twojego imienia.

Uwierz w to, a Twoje otoczenie się przekona.

Zacznij z powrotem wątpić, a odczujesz, że Twoje otoczenie też zaczyna wątpić.



PS. Kiedy się wyoutowałem na studiach, wyglądałem na 13/16-latka i mówiłem sopranem. Naprawdę wiem o czym mówię :P

Mam podobny problem. Niby warunki niezłe bo wzrost i ogolnie sylwetka bardziej chłopięca jak dotąd, twarz nie jest zbyt kobieca, glos tez nie piskliwy, ale mimo wszystko slyszę per pani. I to mnie czasem doprowadza do rozpaczy. Czuję dyskomfort i mam ochotę zwracać uwagę tym osobom, komukolwiek, nawet kasjerce w markecie gdzie za mną jest kolejka ludzi i pewnie wszyscy będą słyszec moją uwagę i patrzeć jak na kogoś kto przybywa z Plejad. I ogólnie ktoś może mi rzucić niezbyt miłym komentarzem. 
To jest to co powstrzymuje mnie przed proszeniem ludzi aby mówili do mnie w taki sposób. I to rownież, że mimo wszystko, mimo że mam na sobie męską kurtkę, męskie spodnie, jestem dość wysoki, nawet specjalnie teraz mam dość krótkie włosy, (już rozpaczliwie chyba irokeza sobie strzelę, z wygolonymi bokami, chociaż osobiście lubię jak facet ma nieco dłuższą i zmierzwioną czuprynę) i nie depiluję brwi, nie maluję się, chociaż to jest dopuszczalne jako że jestem nieco w klimatach goth, ale... mimo wszystko słysze to straszne per pani. 

I to rzeczywiście tnie jak ostrze noża lub brzytwa. Widocznie estrogen robi swoje i sprawia że jest widoczna jakaś niezbyt męska deilkatność rysów, układ tych rysów twarzy, wieksza delikatność budowy ciała. Pomimo tego że biust nie jest duży, raczej mały i to dobrze, chociaż marzeniem jest żeby tego nie było na klacie. 

Chciałbym brać testosteron aby ograniczyć te przejawy kobiecej biologii do minimum a wyodrębnić te męskie cechy. Mieć bardziej ostre rysy twarzy, bardziej męskie, może nawet lekki zarost, mieć bardziej męską sylwetkę ciala. Widzę że po kuracji ta sylwetka sie zmienia, żeby po prostu było to bardziej w męskim stylu jak marchewka, u góry, ramiona szersze i wszystko zwęża się na dół, moje ramiona są szersze niż biodra ale talia jest widoczna, a tego też bym nie chciał. Zastanawiałem się czy można bez testosteronu w taki sposób wymodelować ciało, zlikwidować talię, żeby ten pas był bardziej w męskim stylu, szczupły ale wiecie o co chodzi, bez tego kobiecego wcięcia, rozbudować ramiona. Kiedyś na Twoim blogu Marcin, tez widziałem coś na temat specjalnego makijażu aby sprawić że twarz jest bardziej w męskim stylu, ale nie bardzo znam się na robieniu makijażu. Moi rodzice nie wiedzą i to kiedy zwracają się do mnie moim żeńskim imieniem też sprawia mi dyskomfort. Jednak, na pewno nie będą w stanie przyjąć tego do wiadomości.
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.02, 03:28
[autor]
antares pisze:
Mam podobny problem. Niby warunki niezłe bo wzrost i ogolnie sylwetka bardziej chłopięca jak dotąd, twarz nie jest zbyt kobieca, glos tez nie piskliwy, ale mimo wszystko slyszę per pani. I to mnie czasem doprowadza do rozpaczy.
 że mimo wszystko, mimo że mam na sobie męską kurtkę, męskie spodnie, jestem dość wysoki, nawet specjalnie teraz mam dość krótkie włosy, (już rozpaczliwie chyba irokeza sobie strzelę, z wygolonymi bokami, chociaż osobiście lubię jak facet ma nieco dłuższą i zmierzwioną czuprynę) i nie depiluję brwi, nie maluję się, chociaż to jest dopuszczalne jako że jestem nieco w klimatach goth, ale... mimo wszystko słysze to straszne per pani. 

Kurde jakbym sam to pisał. Mam identyczny problem. Bluza męska, spodnie męskie, buty męskie, plecak, zero makijażu, brwi naturalne, włosy skróciłem (choć jako fryzura męska są dość długie) co do sylwetki to mam trochę kg za dużo ale poszło to u mnie w brzuch tak jak u facetów jak przytyją, twarz też nie jest typowo kobieca, głos staram się zniżać jak tylko umiem a i tak większość osób mówi do mnie na "pani" 
no szlag mnie trafia normalnie ilekroć to słyszę, mam ochotę wtedy powiedzieć "nie pani, tylko pan do .... nędzy" 
czekam na moment w którym zacznę brać testosteron jak na zbawienie
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.02, 13:45
[autor]
Uwierz w to, a Twoje otoczenie się przekona.

Wow, magia!

 

Marcin, to tak nie działa - otoczenie się nie zawsze przekona, często będzie to trzeba na nim wymusić żelazną konsekwencją, a są osoby na które to i tak nie podziała mimo nawet najlepszego wyglądu.

 

Więc owszem warto czuć, że się zasługuje, ale bez oczekiwania cudów, bo cudów nie ma.

zmian: 1, ostatnia: ghra - 2014.01.02, 13:46
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.03, 01:44
[autor]
Cudów nie ma w życiu ludzi, którzy w nie nie wierzą :)
Wiem, brzmi to jak jakiś oklepany frazes ale to prawda.

Marcin ma rację i wiem co Marcin ma na myśli, tylko... nie każdy może tak uwierzyć :P (nie każdy potrafi taką pewność osiągnąć)
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.03, 14:24
[autor]

antares pisze:
"Czuję dyskomfort i mam ochotę zwracać uwagę tym osobom, komukolwiek, nawet kasjerce w markecie gdzie za mną jest kolejka ludzi i pewnie wszyscy będą słyszec moją uwagę i patrzeć jak na kogoś kto przybywa z Plejad. I ogólnie ktoś może mi rzucić niezbyt miłym komentarzem.
To jest to co powstrzymuje mnie przed proszeniem ludzi aby mówili do mnie w taki sposób.
"

A mnie się zdarzyło zwrócić uwagę, pani aptekarka się ogromnie zmieszała i zawstydziła, było jej głupio, i mnie się też trochę zrobiło głupio za tę uwagę. Bo tak surowo to powiedziałem, drżącym głosem.
Zawsze lepiej chyba powiedzieć to z uśmiechem, ja obrałem taką taktykę, jak mówią mi pani to ja się z tego zwyczajnie staram śmiać, i w końcu powiem np coś takiego: "nie jestem panią, ale nie szkodzi, wiem że rzadko się zdarza, żeby chłopak był tak piękny" ;)

Przyznam, że trochę mnie pocieszyliście, że z dobrymi warunkami fizycznymi też macie ten problem. Ja akurat jestem niskiego wzrostu, i w kurtce np wielu bierze mnie za dziecko, za małego chłopca. Ale to też, gdy się ma 23 lata, jest średnio przyjemne..

marcin pisze:
"Twój problem nie polega na tym, że nie wyglądasz zgodnie z Twoją tożsamością.

Twój problem polega na tym, że uważasz, że nie zasługujesz na to, by zwracano się do Ciebie w zgodzie z Twoją tożsamością (a Twoja mama to podtrzymuje).
"


Nie do końca. Ja wiem, że zasługuję, żeby tak się zwracano. Mówię natomiast jak jest obiektywnie, próbuję też postawić się na miejscu osoby, którą proszę o to, jak ma się do mnie zwracać. Jeżeli taka osoba widzi we mnie zwyczajną kobietę, to będzie mimowolnie wracać do tego: pani. To wiem trochę z doświadczenia.
Z doświadczenia wiem też, że jeśli ktoś zwraca się do mnie tak, jak chcę, w pełni to akceptuje, i wie o mojej dysforii, to jestem wyluzowany, "pełny życia". Była to rozmowa z neurologiem, który nota bene ma zastraszająco niską wiedzę nt transseksualizmu. Ale od razu to zrozumiał, zaoferował nawet swoją pomoc w tej kwestii, i konsekwentnie mówił do mnie w męskim rodzaju. Szkoda, że z lekarkami i pielęgniarkami nie jest tak łatwo i przyjemnie.

A z moją mamą to inna historia. Zresztą nie tylko z moją mamą. Uważa transseksualizm za straszną życiową tragedię i skazanie się na wieczne nieszczęście. Transseksualista (k/m) to kobieta która wygląda jak facet, a m/k to...Grodzka, czyli...i tak dalej wygląda jak facet, a raczej potwór.
Zastanawia się również nad tym, kto mnie zechce, gdy już będę takim dziwadłem. Okazało się również, (nie chciałem o tym pisać, ale teraz mam taką potrzebę), że dla mojej matki mężczyzna to osoba, która ma penisa. Ustaliliśmy, że jednak taki k/m mógłby się spodobać jakiejś kobiecie, ona by się zakochała, a później wyszłoby na jaw, że została oszukana, bo okazało się, że osoba, w której się zakochała jest kobietą, a nie mężczyzną.
A mnie to forum, Internet, i moja wrodzona wiara w ludzi, nauczyły, że można być szczęśliwym transseksualistą, że można być mężczyzną bez penisa, że są heteroseksualne kobiety, dla których obecność penisa nie jest wyznacznikiem męskości.
Ja zresztą prawdopodobnie reprezentuję drugą skrajność: jestem niepoprawnym idealistą, wyobrażam sobie, zupełnie poważnie, istnienie kobiety, która jest hetero, ale np brzydzi się spermy, nie przeszkadza jej moja klatka piersiowa, to że prędzej niż ja otworzy słoik, to że jest pół głowy wyższa itd. W ogóle liczy się dla niej tylko moje BOGATE WNĘTRZE. i wiem, że pewnego dnia brutalnie zejdę na ziemię. Tym bardziej, że już wiem, od kogo będę oczekiwać bycia idealną.
Jedna strona mnie mówi: bądź realistą, żyj w realnym świecie, twoja mama ma odrobinę więcej racji. A druga strona mnie mówi: żyj w swoim świecie, idealizuj, wierz w to, że w realnym świecie też się uda. Wierz w to albo umieraj.



Wendigo pisze:
"Marcin ma rację i wiem co Marcin ma na myśli, tylko... nie każdy może tak uwierzyć :P (nie każdy potrafi taką pewność osiągnąć)"

Otóż to! To jest kwestia charakteru np. Ja nie mówię, że nie jestem w stanie uwierzyć w siebie jako chłopaka, ale inna rzecz, że jestem, wg testów psychologicznych, kobiecy/ca. Z natury nie mam siły przebicia, w ogóle mi tego nie potrzeba. A taka siła przebicia aż się tu prosi.
Tak czy owak zacznę to "wierzenie w siebie" w otoczeniu stosunkowo obcym. W zasadzie nie mam już znajomych, a z rodziną to nie stanie się tak szybko i łatwo. Nie w moim wieku. I to również z mojej strony. Mówienie chociażby w męskim rodzaju jest dziwne.
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.03, 15:04
[autor]
Ustaliliśmy, że jednak taki k/m mógłby się spodobać jakiejś kobiecie, ona by się zakochała, a później wyszłoby na jaw, że została oszukana, bo okazało się, że osoba, w której się zakochała jest kobietą, a nie mężczyzną. A mnie to forum, Internet, i moja wrodzona wiara w ludzi, nauczyły, że można być szczęśliwym transseksualistą, że można być mężczyzną bez penisa, że są heteroseksualne kobiety, dla których obecność penisa nie jest wyznacznikiem męskości.

Masz rację. Ale twoja mama też jej trochę ma. Większosć osób jednak jest całkowicie heteroseksualna a ponadto ma rozumienie płci takie, jak twoja mama. Dlatego jest to główny problem jaką mają osoby transseksualne w związkach, i niestety, ale w większości związków osób transgender z normalnymi, nasza niepełność cielesna jest poważnym problemem i najczęściej bywa przyczyną (lub jedną z przyczyn) rozstania. Tutaj nawet nie chodzi o poczucie bycia oszukaną, bo jeżeli uprzedzisz kogoś wcześniej, ta osoba wie z kim się wiąże od początku. Problem zaczyna się gdy nasz chłopak lub dziewczyna będą chcieli załozyć rodzinę i mieć własne dzieci. 

 

Nie sugeruj się tym forum w tym, jak będzie wyglądało życie po zmianie, bo nic o tym nie mówi. Większości nie jest tak łatwo i przyjemnie jak twierdzą fora.

zmian: 1, ostatnia: ghra - 2014.01.03, 15:05
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.03, 18:10
[autor]
oleander pisze:

A z moją mamą to inna historia. Zresztą nie tylko z moją mamą. Uważa transseksualizm za straszną życiową tragedię i skazanie się na wieczne nieszczęście. Transseksualista (k/m) to kobieta która wygląda jak facet, a m/k to...Grodzka, czyli...i tak dalej wygląda jak facet, a raczej potwór.
Zastanawia się również nad tym, kto mnie zechce, gdy już będę takim dziwadłem. Okazało się również, (nie chciałem o tym pisać, ale teraz mam taką potrzebę), że dla mojej matki mężczyzna to osoba, która ma penisa. Ustaliliśmy, że jednak taki k/m mógłby się spodobać jakiejś kobiecie, ona by się zakochała, a później wyszłoby na jaw, że została oszukana, bo okazało się, że osoba, w której się zakochała jest kobietą, a nie mężczyzną.
A mnie to forum, Internet, i moja wrodzona wiara w ludzi, nauczyły, że można być szczęśliwym transseksualistą, że można być mężczyzną bez penisa, że są heteroseksualne kobiety, dla których obecność penisa nie jest wyznacznikiem męskości.
Ja zresztą prawdopodobnie reprezentuję drugą skrajność: jestem niepoprawnym idealistą, wyobrażam sobie, zupełnie poważnie, istnienie kobiety, która jest hetero, ale np brzydzi się spermy, nie przeszkadza jej moja klatka piersiowa, to że prędzej niż ja otworzy słoik, to że jest pół głowy wyższa itd. W ogóle liczy się dla niej tylko moje BOGATE WNĘTRZE. i wiem, że pewnego dnia brutalnie zejdę na ziemię. Tym bardziej, że już wiem, od kogo będę oczekiwać bycia idealną.
Jedna strona mnie mówi: bądź realistą, żyj w realnym świecie, twoja mama ma odrobinę więcej racji. A druga strona mnie mówi: żyj w swoim świecie, idealizuj, wierz w to, że w realnym świecie też się uda. Wierz w to albo umieraj.

Tak, tutaj może być pewien problem z heteroseksualnymi kobietami. Można być optymistą ale troszeczkę realistą także. Nie raz nad tym rozmyślalem, wiedząc czego może oczekiwać kobieta od mężczyzny, od partnera. I wiem, i czuję że nie jest łatwo. Tak, są być może kobiety które męskość postrzegają nie tylko w kontekście posiadania penisa, ale nie jest dla nich obojętne to czy ta osoba ma lub nie posiada tego męskiego narządu. Ponieważ jednak to jest istotne.Gdyby nie było istotne to wtedy taka kobieta mogłaby związać się z inną kobietą, a jednak seksualność sprawia że obecność tego penisa, jak i sam penis jest czymś co pociąga kobietę. Kobieta może brzydzić się spermy , za przeproszeniem - w ustach, ale podobno jest to dla niej dodatkowa przyjemność jeśli czuje to w sobie, ten moment wytrysku. Tylko tutaj jest też taka sprawa że raczej wiele ludzi używa prezerwatywy.
To wszystko to są może ktoś powiedzieć, drobnostki, ale nie do końca...

To można zauważyć jakie kompleksy mają mężczyzni z mikropenisem lub zwyczajnie zbyt małym, wtedy nie mają odwagi do kobiet. A co w przypadku kiedy tego penisa brak? 

Rzeczywiście, ta niepełność pod względem biologicznym może byc poważną przeszkodą. Nie można zapłodnić kobiety w naturalny sposób. I pozostanie Twój lęk, bo przecież w jej otoczeniu są biologiczni mężczyzni i wtedy czujesz że ona może odejść do jednego z nich aby zrealizować to czego pragnie z innym męzczyzną. 

Kobieta dość często chce mieć romantyczny ślub w kościele, w białej sukni, bo to dla niej wiele znaczy, ale nie możesz jej tego dać. 

Ale są przecież kobiety biseksualne i taka dziewczyna może mieć w Tobie ta męską i zarazem kobiecą stronę, one są pociągane zarowno przez mężczyzn jak i kobiety, podoba im się męskość i kobiecość. A czasem nawet bardziej kobiecość. Kobiety heteroseksualne mają swoje wymagania, oczekiwania, być może bi dziewczyny są bardziej otwarte na taką dwuznaczność i nie będzie im to przeszkadać, może nawet znajdą w tym coś fascynującego dla nich.

Co do zwracania uwagi innym aby mówili do mnie w męskiej formie, mam to często na końcu języka, ale zaciskam zęby za każdym razem. Ty mialeś dość miłą przygodę z lekarzem, natomiast kiedy powiedziałem lekarzowi że jestem osobą TS, to spotkałem się z lodowatą ścianą obojętności, zniecierpliwienia, i czegoś w powietrzu co oznaczało - jakiś świr chyba.... no niestety... dlatego to dla mnie tak jest ważne, żeby po prostu ktoś patrząc na mnie od razu kojarzył, aha, facet, więc proszę pana... chciałbym słyszeć to proszę pana. Kiedy ktoś się ,,pomyli,, to mam radochę wewnątrz, czuję się sobą. 

Wielu ludzie ocenia płeć tylko na podstawie tego jakie ktoś posiada genitalia i to jest wyznacznik, i genetyka, kariotyp. Słyszałem już takie słowa jak - niezależnie jak będziesz wyglądać, czy będziesz mieć wąsy, brodę, penisa, cokolwiek, ale skoro masz XX to jesteś kobietą. I wielu patrzy na to pod tym kątem. 



zmian: 3, ostatnia: antares - 2014.01.03, 18:15
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.03, 21:03
[autor]
Jak dobrze, że znalazłem sobie Smoka, a nie jakiegoś człowieka, bo bym teraz się za głowę łapał i z kartonu penisa doklejał, aby się czuć wartościowym.
Czy jeżeli ucięłoby mi rękę to przestałbym być wartościowym człowiekiem? Miałbym pewnie trudności z rysowaniem, pisaniem, gdyby to była prawa ręka. A co, jeśli urodziłbym się jako zwykły facet i w wyniku straszliwego wypadku jakoś bym to przyrodzenie stracił? Czy kobieta, z którą bym był, odeszłaby ode mnie, bo nagle nie miałbym tego, co "kreowałoby" we mnie mężczyzny? A co, jeśli to, co robi ze mnie mężczyznę to moje zachowanie, dawanie jej poczucia bezpieczeństwa i miłości, cieszenie się jej szczęściem i płakaniem nad jej porażkami? Byciem zawsze obok jako podpora, kiedy całe życie się wali? Co jeśli swoim byciem wypełniam ją bardziej niż penisem podczas stosunku? Czy ludzie lecą tylko na seks i nasza wartość spoczywa pod tym? Zdolny mężczyzna da kobiecie orgazm używając do tego jednego palca, więc po co do tego cały penis? Żeby było tak standardowo, w ramach unijnych ustaleń?
Jeśli kogoś podnieca sam narząd to już jest fetysz moim zdaniem, bo partner podnieca mnie cały: fizycznie i duchowo. Czy będzie bogiem greckim, czy jakimś połączeniem człeka z kozą, będę kochać całość, choćby dorobił sobie trąbę na głowie i uważał się za słonia.
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.03, 21:43
[autor]
meffistowy pisze:
Jak dobrze, że znalazłem sobie Smoka, a nie jakiegoś człowieka, bo bym teraz się za głowę łapał i z kartonu penisa doklejał, aby się czuć wartościowym.
Czy jeżeli ucięłoby mi rękę to przestałbym być wartościowym człowiekiem? Miałbym pewnie trudności z rysowaniem, pisaniem, gdyby to była prawa ręka. A co, jeśli urodziłbym się jako zwykły facet i w wyniku straszliwego wypadku jakoś bym to przyrodzenie stracił? Czy kobieta, z którą bym był, odeszłaby ode mnie, bo nagle nie miałbym tego, co "kreowałoby" we mnie mężczyzny? A co, jeśli to, co robi ze mnie mężczyznę to moje zachowanie, dawanie jej poczucia bezpieczeństwa i miłości, cieszenie się jej szczęściem i płakaniem nad jej porażkami? Byciem zawsze obok jako podpora, kiedy całe życie się wali? Co jeśli swoim byciem wypełniam ją bardziej niż penisem podczas stosunku? Czy ludzie lecą tylko na seks i nasza wartość spoczywa pod tym? Zdolny mężczyzna da kobiecie orgazm używając do tego jednego palca, więc po co do tego cały penis? Żeby było tak standardowo, w ramach unijnych ustaleń?
Jeśli kogoś podnieca sam narząd to już jest fetysz moim zdaniem, bo partner podnieca mnie cały: fizycznie i duchowo. Czy będzie bogiem greckim, czy jakimś połączeniem człeka z kozą, będę kochać całość, choćby dorobił sobie trąbę na głowie i uważał się za słonia.
Rozumiem co chcesz przez to powiedzieć ale takie są realia... gdyby tak było, i to nie byłoby dla kobiet czymś istotnym to równie dobrze mogłyby wiązać się z kobietami bo kto lepiej da rozkosz kobiecie niż inna kobieta? A jednak tak nie jest. Kobiety są z mężczyznami również dlatego że pociąga je męskie ciało. Pewne męskie cechy. Zauważ że kobieta czasem jest z dupkiem, z draniem ale jednak coś w nim widzi, coś co jej odpowiada. 

Jak najbardziej te wszystkie cechy o których mówisz są ważne ale nie tylko to. Gdybyś był mężczyzną który stracił przyrodzenie będąc w związku z kobietą, to już zależy od kobiety, gdyby Cię kochała prawdziwie to mogłaby z Toba zostać, ale tutaj jest nieco inna sytuacja niż sytuacja takiego faceta. Ponieważ ja nie mam naturalnie męskiego przyrodzenia. Ponieważ biologicznie to jestem kobietą, niestety i zdaję sobie z tego sprawę. A to utrudnia bliższe kontakty z kobietami. Ona może deceniać te pozytywne cechy we mnie, ale może chcieć także coś więcej. Dla kobiet być może sprawy seksu nie są takie najistotniejsze, ale nie można też mówić że są bez znaczenia. Wiem że kobietę do szaleństwa można doprowadzić nawet słowami, ale czy jesteś jej w stanie dać dziecko chociażby? Wiesz że jest to dość często pragnieniem kobiety? Tak mocne że czasem kobiety idą do łózka z jakimś znajomym lub przypadkowym facetem aby mieć dziecko. 

Czy rzeczywiście mogłbym dać kobiecie wszystko czego ona potrzebuje? Czy byłbym w stanie? Wiesz, w związku, kiedy jesteś z kimś mają znaczenie czasem nawet małe rzeczy jak wniesienie czegoś ciężkiego na pietro, przeniesienie szafy, naprawienie kranu i inne. Po prostu życie. A ja nie mam takiej siły fizycznej. Czy naprawdę kobieta jest w stanie ujrzeć we mnie faceta? Teraz, kiedy nawet jeszcze nie biorę hormonów i spójrz wyżej o czym piszę, ludzie nadal mówią mi per pani, mimo nawet niezłych warunków fizycznych.

Wiesz, czasem zdarza się sytuacja że na przykład jakaś kobieta zerka w twoją stronę, jest jakoś tak zainteresowana, widać te małe gesty ciała, mowę ciała, ale nagle ktoś kto cię zna wyjeżdza z hasłem mówiąc głośno twoje imię, damskie imię.... damn.... to jest to. Czy ja mogę być w oczach kobiety mężczyzną? W oczach innych związek kobiety ze mną to jest związek homoseksualny. Czy ona dałaby radę coś takiego unieść, czy chciałaby tego? Niestety, jest trudniej, także chciałbym mieć na tym polu szansę jak każdy mężczyzna. Ale czuje że nie jestem na równi z nimi. 
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.03, 23:24
[autor]
Jak Cię interesuje kobieta, która lubi draniów to bardzo mi przykro, ale takie nawet na "normalnego" faceta nie spojrzą, bo nie jest maczo. Ale i tu nie chodzi o seks tylko to, że zachowuje się jak samiec alfa. Bez tego nie miałby tej kobiety. Bo gdyby seks był sprawą nr1 to wszyscy dobieralibyśmy się dopiero po stosunku, a nie na podstawie bycia daną jednostką.

Gdyby odeszła, bo zostałbym "kaleką" to byłaby zwykłą "rurą przelotową", a nie kobietą.
Czemu podkreślasz to na każdym kroku, że jesteś biologicznie kobietą? To ma być wymówka? Nie uważaj siebie za kogoś gorszego, bo miałeś inny start niż wszyscy. Masz zdeformowane narządy płciowe, ale ciało zapewne masz w porządku. Wiesz, ciało to też twarz, dłonie, ramiona, brzuch, łopatki, pośladki, linia kręgosłupa...
I tak przy okazji: do 40 dnia ciąży wszyscy mamy jedną płeć - żeńską. Zatem penis jest przerośniętą łechtaczką. ;)
Nawet, gdybym mógł, nie dałbym jej dziecka. Jest wiele dzieci, które są w domach dziecka, a które potrzebują domu, rodziny i miłości. Nie jestem w stanie być takim egoistą, żeby sprowadzać na ten padół kolejną nieszczęśliwą duszyczkę, kiedy mogę uszczęśliwyć już kogoś, kto tutaj jest. Wiem, że z adopcją bywa ciężko, ale o cudze dobro warto zawalczyć.
Jeśli nie jesteś w stanie fizycznie wnieść czegoś na górę to idź na siłownię. Dla chcącego nic trudnego. Jak kogoś kochasz to zrobisz serię pompek, żeby kanapę załadować na piętro.
Mam 156cm, ważę około 40kg i jak trzeba było to wciągnąłem 30kg biurko na piętro. Bo mój partner ma probley zdrowotne, które zabraniają mu pod karą śmierci dźwigać. I nie, nie brałem wtedy hormonów. Po prostu byłem jak każdy facet - nieugnięty i gotowy do poświęcenia, nawet, jakby mi nie wyszło.
A mi nie mówią, chociaż noszę długie włosy, mam delikatną buzię i jestem bardzi niski jak na faceta. I głosik mam piskliwy do tego. A wiesz dlaczego? Bo jestem facetem i tak się zachowuję. Dlaczego nawet najbardziej "dziewczęcy" chłopak i tak będzie dla ludzi facetem? Bo ma to minimum bycia facetem. A my transi żyjemy w przekonaniu, że jak dostaniemmy testosteron i nam krasnoludzka broda wyrośnie to będzie ok. Niet. Będzie okej, jak zaczniesz być i zachowywać się jak mężczyzna. Stanowczo, uprzejmie, nie wylewać z siebie za dużo słów. Jak możesz odpowiedzieć jednym zdaniem to odpowiedz jednym zdaniem. Możesz być nieśmiały, ale nie bądź szara mysza wystraszona tym, że chcesz być tym, kim jesteś. Nie wahaj się zwrócić komuś uwagi. Mi też się zdarza pomylić kogoś. Człowiek jestem, popełniam błędy. Jeszcze głowy za to nie straciłem, ani nikomu jej nie urwałem.
Jeśli ktoś używa wobec Ciebie damskiego imienia, wyciągnij do niej/niego dłoń i powiedz "miło mi, <<męskie imię>> się nazywam", a potem szarmancko udaj się do kobiety i jej również się przedstaw.
Jesteś mężczyzną, uwierz mi. Jak długo patrzysz na swoje ciało i jak długo myślisz, że jest kobiece, tak długo będziesz cierpieć i mieć wątpliwości. Masz męskie ciało z pewnymi niedoskonałościami. Masz przykrótkiego penisa, ale ilu mężczyzn tak ma? Czeka Cię operacja/operacje plastyczne, żeby to wszystko poprawić. Nautra nie jest nieomylna. I u mężczyzn zdarzają się zawirowania hormonalne, gdzie rosną im piersi. Kobietom powiększają się łechtaczki do rozmiarów małego penisa. I co robią? Poprawiają to. Tak, jak my poprawiamy. Nie czuj się gorszy, możesz być nawet lepszy, jeśli tylko uwierzysz w siebie.

Ech, pewnie bez ładu i składu to wszystko się wyda, ale jakoś tak nie lubię wylewnie pisać.
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.04, 02:52
[autor]
Wiesz Meffistowy, potrzeba czasem takich słów jak Twoje... serio. Dzięki.
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.04, 03:43
[autor]
oleander:
Ja akurat jestem niskiego wzrostu, i w kurtce np wielu bierze mnie za dziecko, za małego chłopca. Ale to też, gdy się ma 23 lata, jest średnio przyjemne..

Poczekaj, zaczniesz brać testosteron, wyłysiejesz to się skończy :D ;D


oleander:
Uważa transseksualizm za straszną życiową tragedię i skazanie się na wieczne nieszczęście.


Ma rację (moim zdaniem) ale co to zmienia? Jak ktoś choruje np. na raka, to to też jest życiowa tragedia, ale czy to znaczy, że się tego nie próbuje leczyć? Dokładnie tak samo z TS - nawet jeśli się nie wróci do pełni zdrowia, to i tak jest lepiej niż bez leczenia.


antares:
. gdyby tak było, i to nie byłoby dla kobiet czymś istotnym to równie dobrze mogłyby wiązać się z kobietami bo kto lepiej da rozkosz kobiecie niż inna kobieta?


Bzdura. Kobieta a facet to różnica, nie tylko narządów płciowych. To wszystko inne - sposób zachowania, budowa ciała, gesty, perfumy... różne takie. No właśnie - sam mówisz o męskich cechach. I te cechy k/m akurat zwykle ma.


antares:
Wiesz że jest to dość często pragnieniem kobiety?


Ale nie każdej. I ostatnio co raz częściej nie jest. Większość moich przyjaciółek (ogromna większość - dodam) nie chce.


I nie smęcić już że kobiety tak rzadko akceptują transa k/m jako partnera, bo ja mam zakodowane, że mężczyźni jeszcze dwa razy rzadziej i już w ogóle mnie dobijacie :P
Ale dzięki Meffistowy - rzeczywiście takich wpisów trzeba :)
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.04, 05:58
[autor]
Hej Wendigo, to takie moje smęcienie czasem ;-) ale co do tego, co do tych cech masz rację, bo kobiety są w stanie wyczuć mój męski pierwiastek, na przykład rozmawiając ze mną. 
Może to jest jakieś moje poczucie, hm, jakiś brak pewności siebie w tej kwestii, może to też to że czasem porównuję się z jakimś biologicznym, zarośnietym i łysym osiłkiem i widzę że jestem nadal kobiecy przy takim egzemplarzu zwłaszcza. 
Ale cóż, przecież mogę być takim metroseksualnym facetem... ;-)
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.04, 13:44
[autor]
Nie każda kobieta lubi interes, naprawdę. Myślę, że psychicznie nie byłabym w stanie uprawiać jakiegokolwiek seksu, ale seks penetracyjny budzi we mnie wyraźnie większy wstręt niż, powiedzmy, seks oralny. Ba, większości kobiet trudno osiągnąć orgazm przy seksie typu włóż-wyjmij (lubię to określenie, dobrze wyraża mój dość pogardliwy stosunek do tego zajęcia :P).
Myślę, że jest sporo kobiet, które byłyby gotowe się związać z transmężczyzną. To nie tak jak z facetami, którzy potrafią zareagować potworną agresją na to, że kobieta jest trans...
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.04, 17:30
[autor]
emu pisze:
Nie każda kobieta lubi interes, naprawdę. Myślę, że psychicznie nie byłabym w stanie uprawiać jakiegokolwiek seksu, ale seks penetracyjny budzi we mnie wyraźnie większy wstręt niż, powiedzmy, seks oralny. Ba, większości kobiet trudno osiągnąć orgazm przy seksie typu włóż-wyjmij (lubię to określenie, dobrze wyraża mój dość pogardliwy stosunek do tego zajęcia :P).
Myślę, że jest sporo kobiet, które byłyby gotowe się związać z transmężczyzną. To nie tak jak z facetami, którzy potrafią zareagować potworną agresją na to, że kobieta jest trans...
Dzięki Emu, najlepiej usłyszeć to co kobieta ma do powiedzenia na ten temat, jak Ty. :-)
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.04, 17:30
[autor]
antares pisze:
Mam podobny problem. Niby warunki niezłe bo wzrost i ogolnie sylwetka bardziej chłopięca jak dotąd, twarz nie jest zbyt kobieca, glos tez nie piskliwy, ale mimo wszystko slyszę per pani. I to mnie czasem doprowadza do rozpaczy. Czuję dyskomfort i mam ochotę zwracać uwagę tym osobom, komukolwiek, nawet kasjerce w markecie gdzie za mną jest kolejka ludzi i pewnie wszyscy będą słyszec moją uwagę i patrzeć jak na kogoś kto przybywa z Plejad. I ogólnie ktoś może mi rzucić niezbyt miłym komentarzem.
To jest to co powstrzymuje mnie przed proszeniem ludzi aby mówili do mnie w taki sposób. I to rownież, że mimo wszystko, mimo że mam na sobie męską kurtkę, męskie spodnie, jestem dość wysoki, nawet specjalnie teraz mam dość krótkie włosy, (już rozpaczliwie chyba irokeza sobie strzelę, z wygolonymi bokami, chociaż osobiście lubię jak facet ma nieco dłuższą i zmierzwioną czuprynę) i nie depiluję brwi, nie maluję się, chociaż to jest dopuszczalne jako że jestem nieco w klimatach goth, ale... mimo wszystko słysze to straszne per pani.

 Też tak miałem, i też czułem się powstrzymywany. I poprawiałem ich. Prawie zawsze. Większości ludzi wystarczyło to, o czym pisze meffistowy, czyli spokojne przedstawienie się męskim imieniem (idealna strategia, nawet rzadko kiedy się uchodzi), ale w paru przypadkach ludzie (obcy) nie rejestrowali poprawek i dochodziłem do "PANA!!!" (sopranem). 

Najzabawniejsze jest to, że teraz nadal do mnie mówią niekiedy na pani - ostatnio częściej, bo nie chce mi się iść do fryzjera - a mnie to zwisa i powiewa, bo i tak wiem kim jestem.


Nieee. Najzabawniejsze jest to, że choć (w 2008, rok po ujawnieniu się publicznie) moja dziewczyna oceniła moje warunki fizyczne jako bardzo podobne do Twoich i powiedziała, że to w sumie dziwne, że mam gorzej niż Wiktor (niższy, krępy) - to gdybym teraz pokazał Wam swoje zdjęcia z wtedy, upieralibyście się zbiorowo, że wyglądacie gorzej i nie ma porównania XD


antares pisze:
Jak najbardziej te wszystkie cechy o których mówisz są ważne ale nie tylko to. Gdybyś był mężczyzną który stracił przyrodzenie będąc w związku z kobietą, to już zależy od kobiety, gdyby Cię kochała prawdziwie to mogłaby z Toba zostać, ale tutaj jest nieco inna sytuacja niż sytuacja takiego faceta. Ponieważ ja nie mam naturalnie męskiego przyrodzenia. Ponieważ biologicznie to jestem kobietą, niestety i zdaję sobie z tego sprawę. A to utrudnia bliższe kontakty z kobietami. Ona może deceniać te pozytywne cechy we mnie, ale może chcieć także coś więcej. Dla kobiet być może sprawy seksu nie są takie najistotniejsze, ale nie można też mówić że są bez znaczenia. Wiem że kobietę do szaleństwa można doprowadzić nawet słowami, ale czy jesteś jej w stanie dać dziecko chociażby? Wiesz że jest to dość często pragnieniem kobiety? Tak mocne że czasem kobiety idą do łózka z jakimś znajomym lub przypadkowym facetem aby mieć dziecko. (...) Wiesz, czasem zdarza się sytuacja że na przykład jakaś kobieta zerka w twoją stronę, jest jakoś tak zainteresowana, widać te małe gesty ciała, mowę ciała, ale nagle ktoś kto cię zna wyjeżdza z hasłem mówiąc głośno twoje imię, damskie imię.... damn.... to jest to. Czy ja mogę być w oczach kobiety mężczyzną? W oczach innych związek kobiety ze mną to jest związek homoseksualny. Czy ona dałaby radę coś takiego unieść, czy chciałaby tego? Niestety, jest trudniej, także chciałbym mieć na tym polu szansę jak każdy mężczyzna. Ale czuje że nie jestem na równi z nimi. 

 Kiedy jeszcze się NIE outowałem publicznie (czyli tak w 2006?), Wiktor - będąc na etapie diagnozy - napisał fikcyjne opowiadanie, w którym narrator (k/m) siedział sam w domu, bo się bał wyjść, nie chciał być brzemieniem dla partnerki, nie chciał, żeby słyszała komentarze. Jego dziewczyna wyciągała go na imprezę, wyszła w końcu sama, poznała jakiegoś cis faceta, powiadomiła partnera o tym i, na odejście, podała wyjaśnienie "Bo on jest prawdziwy!", a facet pogrążył się w goryczy, bo tego właśnie się spodziewał. Bo związek, bo ślub, bo dzieci, bo seks, bo blabla. No i przegrał z "prawdziwym". Oczywiście.


Podesłałem to mojej dziewczynie, bo idealnie odzwierciedlało moje lęki, a ona - ku mojemu ciężkiemu zaskoczeniu - odpowiedziała opowiadaniem z perspektywy tamtej dziewczyny.

Ta sama sytuacja, ci sami bohaterzy. Ona wyszła, zmęczona tym, że on się ciągle boi, a ona chce się nim chwalić, chce pokazywać, jakiego ma fantastycznego faceta. I poznała kogoś innego. Kto nie zatruwał jej życia swoimi "jestem trans i się boję, i nikt mnie nie polubi" tylko interesował się NIĄ, znał imiona jej koleżanek i w ogóle był fajny. "Prawdziwość" z perspektywy tej fikcyjnej dziewczyny nie polegała na chromosomach XY, penisie i płodności, tylko na byciu kimś, przy którym czuła się ważna i doceniana jako kobieta. O czym cały czas mówiła swojemu partnerowi i co on miał gdzieś, bo przecież on jest takim biednym transem.

Niestety, moja dziewczyna wzorowała się na mnie... ;)


To, o czym piszesz, dla zakochanych kobiet jest równie ważne jak "bo ja mam tylko 13 cm we wzwodzie, żadna mnie nie zechce!".


Zaś co do bycia na równi... kiedyś, parę lat później, zaprosiłem do siebie na noc przyjaciółkę. Oddałem jej łóżko i rozłożyłem sobie karimatę. Facet, którego podziwiałem, taki męski i och, wyśmiał mnie, że widać po tym, że nie jestem prawdziwy, że tylko imituję męskość, bo normalnym by się nie chciało, bo po co, nie muszą udowadniać, że są facetami. Dałby karimatę tej dziewczynie (przyjaźniła się z nami obydwoma) i już.

Opowiedziałem to przyjaciółce. Tak po tamtym pojechała...!!! Że tysiąc razy bardziej woli mnie, że to ja ją doceniam i szanuję, że ma w dupie tamtego i jego maczyzm...

(por wypowiedź meffistowego o draniach)


Mam nadzieję, że z czasem się odważysz zaryzykować i zdobędziesz swoje własne doświadczenia, które wyleczą Cię z Twoich kompleksów. Bo wiem, że moje na Ciebie tak mocno nie podziałają.


wendigo pisze:
Cudów nie ma w życiu ludzi, którzy w nie nie wierzą :)
Wiem, brzmi to jak jakiś oklepany frazes ale to prawda.

Marcin ma rację i wiem co Marcin ma na myśli, tylko... nie każdy może tak uwierzyć :P (nie każdy potrafi taką pewność osiągnąć)

Nie próbowałeś albo myślałeś że próbujesz, albo autentycznie próbowałeś i poddałeś się po kilku dniach.

Gdybyś próbował, wiedziałbyś, że taką pewność pogłębia się przez całe życie ;P


oleander pisze:
Okazało się również, (nie chciałem o tym pisać, ale teraz mam taką potrzebę), że dla mojej matki mężczyzna to osoba, która ma penisa.

Moja matka też tak myślała. Na początku.

Teraz jest szczęśliwa, że nie chcę go mieć.


Tylko że po drodze zerwałem z udawaniem, że a) jestem dziewczynką (ile o to było konfliktów), b) nie przeszkadza mi, że ona ma problem z tym, że jestem chłopakiem i woli udawać, że jestem dziewczynką.

Postawienie sprawy jasno w moim wykonaniu było tak radykalne, że w niespełna dwa lata milczenia zakończyło na wieki kilkanaście lat konfliktów o moją płeć.


oleander pisze:
Nie do końca. Ja wiem, że zasługuję, żeby tak się zwracano. (...) W zasadzie nie mam już znajomych, a z rodziną to nie stanie się tak szybko i łatwo. Nie w moim wieku. I to również z mojej strony. Mówienie chociażby w męskim rodzaju jest dziwne.

W jednej wypowiedzi. Wiesz, bo słyszałeś. Ale czy wiesz, bo w to wierzysz całym sobą?


Mówię natomiast jak jest obiektywnie, próbuję też postawić się na miejscu osoby, którą proszę o to, jak ma się do mnie zwracać. Jeżeli taka osoba widzi we mnie zwyczajną kobietę, to będzie mimowolnie wracać do tego: pani. To wiem trochę z doświadczenia.

Czy istnieje możliwość, że uważasz, że ja takich doświadczeń nie mam i dlatego się z Tobą nie zgadzam? ;)


Z moich doświadczeń: osoba widzi w tobie tego, kogo każesz jej widzieć. Jeżeli przystaniesz na to, że widzi zwyczajną kobietę, co ma szansę się zmienić...?


BTW, kogo widzisz w lustrze?


Ja zresztą prawdopodobnie reprezentuję drugą skrajność: jestem niepoprawnym idealistą, wyobrażam sobie, zupełnie poważnie, istnienie kobiety, która jest hetero, ale np brzydzi się spermy, nie przeszkadza jej moja klatka piersiowa, to że prędzej niż ja otworzy słoik, to że jest pół głowy wyższa itd. W ogóle liczy się dla niej tylko moje BOGATE WNĘTRZE. i wiem, że pewnego dnia brutalnie zejdę na ziemię. Tym bardziej, że już wiem, od kogo będę oczekiwać bycia idealną.
Jedna strona mnie mówi: bądź realistą, żyj w realnym świecie, twoja mama ma odrobinę więcej racji. A druga strona mnie mówi: żyj w swoim świecie, idealizuj, wierz w to, że w realnym świecie też się uda. Wierz w to albo umieraj.

 Hm, poznałem bardzo podobne kobiety, w tym momencie przychodzą mi na myśl trzy.  Jestem przekonany, że znajdziesz swoją :)


Olej realizm. Realiści to ci, którzy mówili, że ludzie nie latają i że nie da się przenosić dźwięku na odległość. Jak wszyscy wiemy, mieli 100% racji.


Realiści to także ci, którzy w podobnych wątkach powołują się na "większość" (czasami nazywaną dla niepoznaki "wszystkimi"), która nie może, której się nie udało, której jest ciężko itd.

Różnica polega na tym, że jak idealiście jest ciężko - ma te same warunki wyjściowe - to idealista na tym nie poprzestaje i wierzy w lepszy świat, więc go szuka. Realista tymczasem patrzy na to, co jest wokół niego i myśli, że tak wygląda - i zawsze będzie wyglądał! - cały realny świat, więc po cholerę tracić energię na poszukiwania.



I tak na zakończenie: Antares, chciałbyś być z kobietą, której ideał męskości to zarośnięty i łysy osiłek?

zmian: 1, ostatnia: marcin - 2014.01.04, 18:20
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.04, 17:47
[autor]
Marcin, Twoje doświadczenia mówią mi wiele a przede wszystkim - weź się chłopie ogranij! ;-)
I tego mi potrzeba, a nie biadolenia, bo nawet to nie jest zbyt atrakcyjne ani dla kobiety, ani dla mężcyzny, ani dla nikogo, takie zakompleksione nie wiadomo co. Muszę stać sie facetem, ale niekoniecznie to oznacza zarośnietą klatę, muskuły i 23 cm penis. Wiem że jestem facetem! 
Myślałem o tym co pisałeś wcześniej i potem natrafiłem na podobne słowa - uwierz w siebie, uwierz w coś o sobie. To drugie dotyczyło dziewczyny która była zaniedbana, zakompleksiona z powodu swojego wyglądu, a jej ojciec powiedział - uwierz że jesteś piękna, musisz to przekonanie nosić w sobie. Pomyślałem że Marcin ma podobne spojrzenie na tą sprawę, i pierwsze myśli, no dobra, ale może wtedy będę tylko jedną osobą która w to wierzy? Jednak nie, masz rację że tak jest, sposób w jaki odbieramy siebie samych jest często sposobem w jaki widzą nas inni.
 Kiedyś słuchałem jak pewne dziewczyny mówiły o wyglądzie, atrakcyjności i jedna z nich miała kompleks z powodu niezbyt pięknego i dużego nosa. Ona patrzyła na siebie w taki sposób i tym samym czuła że inni też widzą tylko ten jej nos i nic poza tym. Ale poznała jakiegoś chłopaka przez neta, umówili się i ona postanowiła na tej randce że będzie sobą po prostu. Chłopak był zauroczony jej osobowością i żadnego nosa nie widział, tym bardziej że zrobiła ładny makijaż, szczególnie oczu. To czasem jest tak że pewne rzeczy rosną do niebotycznych rozmiarów i czasem chcą nam przesłonić widok na coś ważnego. 
Dzieki Marcin. Potrafisz pomóc, ale słowa nawet najlepszego psychologa to jest to co ma nas zmotywować, jeśli my nie ruszymy tego z miejsca to wtedy będzie to daremne dla nas. 
I to jest fakt że czy mam dłuższe czy krótsze włosy, czy używam balsamu do ciała czy tylko męskie twarde kosmetyki, to jednak jestem facetem i wiem o tym.
Aha, i nie interesują mnie kobiety które lecą tylko na osiłków...
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.04, 18:15
[autor]

Och.

*rumieni się*


Dziękuję Ci bardzo :)


I cieszę się, że mi się udało jednak na Ciebie oddziałać. Teraz tym bardziej nie mogę się doczekać aż podzielisz się swoimi nowymi doświadczeniami :)

Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.04, 18:30
[autor]
  Co ja tu czytam... Po pierwsze naprawianie kranu nie ma nic wspólnego z siłą i wszystkie(zaręczam) podstawowe naprawy w domu są kwestią chęci, prób i odrobiny praktyki. A jeżeli komuś bardziej zależy to może:
a) rozwijać swoją wiedzę na własną rękę w kierunku majsterkowania
b) zapytać kogoś z rodziny - nikt się z tą wiedzą nie urodził
 Nie chce mi się wierzyć, że inteligentny człowiek nie wymieni uszczelki/perlatora albo korków. To nie jest jakaś tajemna wiedza i każdy może tego dokonać.
  Kwestia siły fizycznej to sprawa głębsza. Partnerka może faktycznie kręcić się tym, że facet jest silny(oczywiście nie na miarę Hardcorowego Koksa) i uznawać to za przejaw męstwa. Nikt nie ma prawa jej tego odmówić i jeżeli to kryterium jest dla niej na tyle ważne, że przekreśla znajomość to:
a) po pierwsze masa ( :D )
b) idź na siłownie/ćwicz jeżeli ci na takiej zależy
c) ... dojdź do wniosku, że tobie to nie odpowiada. 
 A cała reszta zmartwień, które masz - one są zrozumiałe, na pewno wielu k/mów nie raz się nad tym zamartwiało. Problem polega na tym, że żadna kobieta nie szuka zakompleksionego, załamanego gościa, który na każdym kroku będzie gloryfikował swoją depresję i zerowe poczucie własnej wartości. Uwierz mi - ty też byś takiej kobiety nie chciał :) Związek potrzebuje stabilności, siły, energii(tej pozytywnej) i wielu innych, ciężkich do wypracowania wartości. 
 Zamiast się zastanawiać nad rzeczami, które mają znaczenie na przestrzeni lat (jak dzieci, śluby) to może zastanów się nad tymi najbliższymi. Np że byłoby miło pójść z nią(jakąkolwiek nią) na spacer, do kina itd ;) Życie składa się z małych wydarzeń, szczęście też. A relacja, która będzie wystawiona na wiele prób, musi być silna. 
 Kolejna sprawa - jak sam siebie określasz jako kobietę - chodzi mi tutaj o to, że podkreślasz "ale to mam kobiece" "ale tamto mam kobiece" to ciężko, żeby reszta świata uważała inaczej. Cała droga, którą musisz przejść - terapia/operacje - to jest ciężka, wyboista ścieżka i trzeba być naprawdę silnym, żeby wyjść z niej z dumą i tak, jakby nic wielkiego się nie wydarzyło. Wielu ludzi utożsamia tą drogę ze szczęściem a to nie ma nic wspólnego. Wiesz jedynie, że bez niej tego szczęścia nigdy byś nie osiągnął... 

 No i ode mnie o związkach - ja problemów nie miewałem do tej pory, takich które są tu opisane, ale ja też nie pasuje do standardowego modelu umartwiającego się k/ma. A słyszałem kobiece orgazmy na tyle często, że nie mam sobie nic do zarzucenia pod względem męskości :D Trochę na luzie to napisałem ale po prostu nie rozumiem tych wszystkich umartwionych, nieszczęśliwych ludzi, którzy maskują prawdziwe powody swojego nieszczęścia ts. I radzę ci od serca - nie próbuj do nich należeć bo się w tym zagubisz.
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.04, 20:40
[autor]

Wendigo pisze:
(oleander:
Uważa transseksualizm za straszną życiową tragedię i skazanie się na wieczne nieszczęście.)

Ma rację (moim zdaniem) ale co to zmienia? Jak ktoś choruje np. na raka, to to też jest życiowa tragedia, ale czy to znaczy, że się tego nie próbuje leczyć?


Nie mogę się zgodzić pod żadnym warunkiem, być może dlatego, że ciężko choruję, nie uważam transseksualizmu za chorobę. A być może też dlatego, że jestem w istocie osobą transgenderyczną. A w ogóle to chodziło o to, że właśnie to leczenie, czyli hormony i mastektomia, jest wg. Mamy: okaleczeniem się i skazaniem się na pewne nieszczęście na własne życzenie.


maricn pisze:

(Mówię natomiast jak jest obiektywnie, próbuję też postawić się na miejscu osoby, którą proszę o to, jak ma się do mnie zwracać. Jeżeli taka osoba widzi we mnie zwyczajną kobietę, to będzie mimowolnie wracać do tego: pani. To wiem trochę z doświadczenia.)

Czy istnieje możliwość, że uważasz, że ja takich doświadczeń nie mam i dlatego się z Tobą nie zgadzam? ;)

Nie, domyślam się, że takie doświadczenia masz. Ale wciąż podtrzymuję, że to również kwestia charakteru. Mojej uległości np, która kształtowała się przez całe moje życie pod wpływem różnych ludzi i wydarzeń.
Jest też inna kwestia. Moja dysforia nie była zawsze. Próbowałem to zrozumieć, chodziłem nawet do psychologa, próbowałem się ze sobą dogadać, odnaleźć jakąś drogę. Ale zaczęło się to wszystko pogłębiać, nie umiem znieść tego, jak się do mnie zwracają, do kogo mnie przypisują, nie widzę totalnie swojej przyszłości jako "kobieta". I dlatego zacząłem o sobie myśleć jak o chłopaku, w samotności się urodziła moja tożsamość. I ja doskonale zdaję sobie sprawę, że ja się godzę w duchu na to, że ktoś widzi kobietę. I to wymagać będzie czasu, żeby wypracować w sobie taką swobodę bycia sobą, chociażby posługiwania się rodzajem męskim.

Niedługo czeka mnie spotkanie z pewną kobietą, która została przeze mnie w wyobraźni "zagarnięta" i "wymyślona". Tzn zauroczyłem się w niej i często tworzę pewien rodzaj naszego wspólnego świata. Wiem, to nie jest poważne. I wiem, jest przeszkodą w normalnych kontaktach.
Ale: czeka mnie to spotkanie, i wiążę z nim duże nadzieje na to, że będę mieć w sobie wystarczająco dużo pewności, żeby być sobą w męskim wydaniu, czyli tak jak jestem z nią w wyobraźni. Zamierzam po prostu poprosić o to, jak ma się do mnie zwracać. Mam jakieś obawy, że może na to nie przystać, szczególnie przeczytawszy słowa Antaresa, że lekarz potraktował go jak świra. Byłoby to bardzo dla mnie przykre. I szczególnie bolesne. Ale zaryzykuję.

marcin pisze:
BTW, kogo widzisz w lustrze?

Chciałbym odpowiedzieć, że siebie. Ale niestety, moje patrzenie do lustra (a raczej przeglądanie się w szybach tramwajowych) polega na tym, że obracam głowę w różnych płaszczyznach szukając momentu, w którym będę wyglądać najbardziej jak facet. Ale jeśli chodzi o takie mniej dosłowne lustro to jednak widzę siebie. A płeć tu jest nie aż tak istotna, bo odczuwam w sobie też kobiecą płeć, nie tylko w ciele, we mnie, nie mogę jej  odrzucić, bo wtedy staję się jakimś mizernym kłębkiem człowieka i chce mi się umierać.


marcin pisze:
Hm, poznałem bardzo podobne kobiety, w tym momencie przychodzą mi na myśl trzy.  Jestem przekonany, że znajdziesz swoją :)

Super coś takiego przeczytać, dzięki ;) Tylko w zasadzie są dość małe szanse na to, że będzie taką osobą ta, którą sobie upatrzyłem. Że tak pozwolę sobie gorzko zażartować: szanse są na to tak małe jak mój penis XD

PS sorry za dziwny sposób cytowania, szczególnie cytowania fragmentów z cytatem ale trochę tego mechanizmu nie ogarniam ;)
zmian: 1, ostatnia: oleander - 2014.01.05, 00:35
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.04, 21:24
[autor]
Oleander, przeoraszam że napisałem o tym lekarzu, ale to był być może jakiś wyjatek że zareagował w taki a nie inny sposób. Może niewiele wie na ten temat. Dałem to tylko jako kontrast do Twoich słów o lekarzu który mało ogarniał temat a jednak potrafił się odpowiednio zachować względem Ciebie. 
Ale nie przyjmuj tego do serca, i nie można wiązać takich obaw z kobietą o której piszesz. Po prostu porozmawiaj z nią o tym przy kawie, czy dobrym winie. Poiwedz jej wszystko o sobie, co czujesz, jak czujesz, to co mówisz tutaj, otwórz się przed nią jeśli Ci na niej zależy, pokaż kim jesteś tak naprawdę. Są kobiety które cenią sobie jakieś kobiece cechy w mężczyźnie, jak pewna empatia lub zrozumienie dla jej świata emocji. Czujesz w sobie także pewien element który należy do świata kobiety, to może być Twój plus. 
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.04, 23:01
[autor]
Marcin:
Nie próbowałeś albo myślałeś że próbujesz, albo autentycznie próbowałeś i poddałeś się po kilku dniach.
Gdybyś próbował, wiedziałbyś, że taką pewność pogłębia się przez całe życie ;P

Wiesz... dla mnie musi być co się pogłębiać :P
Pewnie poddałem się po kilku dniach ;)


Oleander:
A w ogóle to chodziło o to, że właśnie to leczenie, czyli hormony i mastektomia, jest wg. Mamy: okaleczeniem się i skazaniem się na pewne nieszczęście na własne życzenie.

Wiem, ale ona po prostu jeszcze nie rozumie, że dla TS nawet te "okaleczenie" jest większym szczęściem niż nie rozbienie niczego.
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.05, 05:32
[autor]
Marcin i itsme_a dobrze prawią :) żadna kobieta nie zechce faceta który wiecznie biadoli jak mu strasznie źle, tak samo facet nie chciałby kobiety która non stop by płakała, że jest dajmy na to za gruba czy za brzydka. I tu nie chodzi tylko o związek, ale w jakejkolwiek relacji, czy to przyjaźń czy koleżeństwo, ludzie ogólnie nie lubią osób które się użalają nad sobą jaki to ja biedny/a jestem bo to i tamto. 
Inna sprawa, że z tą pewnością siebie to nie jest tak łatwo. Jeśli się nie jest z natury pewnym to trzeba nad tym popracować. 
Ja mam coś takiego, że jak jestem wśród swoich przyjaciół (wiedzą o mnie) to jestem kompletnie wyluzowany, zachowuję się naturalnie, jestem sobą, i oni wtedy traktują mnie jak kumpla, widzą we mnie chłopaka. 
Natomiast jak jestem w towarzystwie gdzie mało kogoś znam albo dopiero poznaję pierwszy raz to wychodzi na wierzch mój brak pewności, robię się nieśmiały i spięty bo się stresuje. Przyjaciele mówią, że to odrazu widać i wtedy jestem odbierany jako kobieta.
Zatem sam po sobie widzę, że to co tutaj piszą chłopaki o pewności siebie ma duże znaczenie.
Przy okazji Marcin dzięki za Twojego posta, bo potrafisz podnieść na duchu :)
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.06, 11:53
[autor]
Pozwolę sobie tutaj jeszcze na taką refleksję.

Piszemy o kobietach. A mnie się wydaję, że jednak macie tu na myśli stosunkowo młode kobiety, dziewczyny. Nietrudno jest mi wyobrazić sobie, że jest dużo nastolatek, które chętnie stworzyłyby związek z k/m, nawet przed "transformacją".
Ale kobieta dojrzała, która ma już doskonale określony obraz świata? Czego mogłaby oczekiwać ode mnie, który wyglądałbym na jej syna? Dużo się słyszy o takich młodzieńczych fantazjach chłopaków, dużo się również słyszy, o tym, że dojrzałe kobiety interesują się jeszcze dojrzalszymi mężczyznami, z grubym portfelem, a nie młokosami, którzy nie potrafiliby jej zaspokoić dochodząc zanim rozepną rozporek.

Nie piszę tego po to, żeby użalać się i podkreślać swoją beznadziejność. Po prostu szukam dziury w całym ;)

antares pisze:
Po prostu porozmawiaj z nią o tym przy kawie, czy dobrym winie. Poiwedz jej wszystko o sobie, co czujesz, jak czujesz, to co mówisz tutaj, otwórz się przed nią jeśli Ci na niej zależy, pokaż kim jesteś tak naprawdę.

Kawa i wino :D dobre...oczywiście dzięki za dobre słowa, ale troszkę źle mnie zrozumiałeś. Tak mnie to rozbawiło, ponieważ to nie jest moja znajoma, sprawa czysto...urzędowa. Więc otwieranie się byłoby nie na miejscu. Ale mam pewien plan. Może wszystko będzie pięknie ładnie a po moim wyjściu pomyśli: zboczeniec i dziwoląg. A może zafascynuje ją mój zawadiacki uśmiech i...bogate wnętrze :D

Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.06, 12:20
[autor]
oleander pisze:
Pozwolę sobie tutaj jeszcze na taką refleksję.

Piszemy o kobietach. A mnie się wydaję, że jednak macie tu na myśli stosunkowo młode kobiety, dziewczyny. Nietrudno jest mi wyobrazić sobie, że jest dużo nastolatek, które chętnie stworzyłyby związek z k/m, nawet przed "transformacją".
Ale kobieta dojrzała, która ma już doskonale określony obraz świata? Czego mogłaby oczekiwać ode mnie, który wyglądałbym na jej syna? Dużo się słyszy o takich młodzieńczych fantazjach chłopaków, dużo się również słyszy, o tym, że dojrzałe kobiety interesują się jeszcze dojrzalszymi mężczyznami, z grubym portfelem, a nie młokosami, którzy nie potrafiliby jej zaspokoić dochodząc zanim rozepną rozporek.

Nie piszę tego po to, żeby użalać się i podkreślać swoją beznadziejność. Po prostu szukam dziury w całym ;)

antares pisze:
Po prostu porozmawiaj z nią o tym przy kawie, czy dobrym winie. Poiwedz jej wszystko o sobie, co czujesz, jak czujesz, to co mówisz tutaj, otwórz się przed nią jeśli Ci na niej zależy, pokaż kim jesteś tak naprawdę.

Kawa i wino :D dobre...oczywiście dzięki za dobre słowa, ale troszkę źle mnie zrozumiałeś. Tak mnie to rozbawiło, ponieważ to nie jest moja znajoma, sprawa czysto...urzędowa. Więc otwieranie się byłoby nie na miejscu. Ale mam pewien plan. Może wszystko będzie pięknie ładnie a po moim wyjściu pomyśli: zboczeniec i dziwoląg. A może zafascynuje ją mój zawadiacki uśmiech i...bogate wnętrze :D

Pisze na podstawie swoich relacji z doroslymi kobietami (takimi starszymi ode mnie o 10-20 lat conajmniej). 
Dojrzale kobiety lubia chlopcow, mlodych, ladnych, wesolych... Sa nawet takie, ktore sa gotowe placic za samo towarzystwo! Kobiety poprzez mlodego partnera czuja sie mlodsze, piekniejsze. Skoro taki "dzieciak", ktory moze miec kazda wybral ja, to znaczy, ze cos w niej jeszcze jest, jakis urok zostal. No, ale wszystko zalezy tez od czlowieka. Sa i kobiety (niewazne w jakim wieku), ktore poleca na portfel. A ile facetow jest, ktorzy i na pieniadze leca. A sa tez ludzie, ktorzy po prostu maja preferencje (lubia starszych, mlodszych, grubych, chudych, lysych, z piegami, bez zebow...), a inni, bez wzgledu na wszystko, szukaja sobie kogos, kto bedzie sie do nich usmiechal az do konca zycia bez wzgledu na to, kim jest. 
A mlode kobiety? Sa dla mnie obrzydliwe, niedojrzale. Bylem raz z dziewczyna o rok mlodsza i czulem sie jakbym robil cos zlego, wbrew sobie. Jestem biseksualny dla kazdego, kto ma conajmniej 10 lat wiecej ode mnie, dla reszty jestem po prostu niemily. :) 

A tak z innej beczki. Moja gadzina zaprezentowala mi umowe na prywatne ubezpieczenie zdrowotne, abym sprawdzil, czy nie ma tam kruczkow. Byl tylko jeden blad. Ktos go sklasyfikowal na dokumentcie jako "pani". Doroslego mezczyzne z widocznym zarostem i typowo meskim imieniem. Nie tylko nam sie to zdarza, jak widac. :) 
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.06, 13:20
[autor]
To mnie zagiąłeś z tymi starszymi kobietami ;)

Piszesz o moim idealnym i wyimaginowanym świecie tak, jakby był prawdziwy i ktoś jeszcze mógł do niego należeć.
W zasadzie, a na pewno zwykle bywa tak, że kobieta chciałaby wyjść za mąż, mieć dzieci (instynkt macierzynski), między 20 a 30 rokiem przeciętna kobieta tego dokonuje. Przeciętna kowalska lat 33 będzie mieć męża, dzieci itd.
Często się więc zastanawiam czemu moja nieprzeciętna i niekowalska kobieta, w której się zauroczyłem (ślepo), nie ma w tym wieku męża ani dzieci. Odpowiedzi może być dużo, ale myślę, że ze wszystkich najbardziej podoba mi się ta autorstwa Meffistowego:
"szukaja sobie kogos, kto bedzie sie do nich usmiechal az do konca zycia bez wzgledu na to, kim jest." i "lubia chlopcow, mlodych, ladnych, wesolych..."

I troszkę poezji, żeby podkreślić wspaniały nastrój jaki nastał w moim wątku :)

J.Tuwim
"Jeżeli"

        A jeżeli nic? A jeżeli nie?
        Trułem ja się myślą złudną,
        Tobą jasną, tobą cudną,
        I zatruty śnię:
        A jeżeli nie?
        No to... trudno.

        A jeżeli coś? A jeżeli tak?
        Rozgołębią mi się zorze,
        Ogniem cały świat zagorze
        Jak czerwony mak,
        Bo jeżeli tak,
        No to... - Boże!!!


I jeszcze taka ciekawostka. Chociaż mi dziś kilka osób powiedziało:"pani", to w toalecie zdarzyło mi się właśnie coś takiego, że prawie na pewno facet idąc za mną, wszedł do damskiej, nie popatrzywszy na znaczek, i nie przekonał nawet go brak pisuarów. Bo taki jestem męski! XD
A trochę poważniej...Jest mi często głupio kiedy kobiety tak dziwnie patrzą na mnie w toalecie :( Ale z drugiej strony...głupio mi wciąż wchodzić do takiej, w której będą mężczyźni. 
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.06, 13:46
[autor]
Wiesz, zawsze sa wyjatki od reguly. Sa ludzie, ktorzy chca miec dzieci, sa ludzie, ktorzy cale zycie chca byc dziecmi. :)
Ten Twoj wyimaginowany swiat istnieje. Zawsze istnial. Nazywa sie "roznorodnosc wsrod ludzi". I dziekujmy bogom za nia, bo bysmy wszyscy byli nudni. A tak? Zaskoczenie, podekscytowanie, niewiadoma na kazdym kroku. Zycie to bajka, czasem smutna, czasem wesola, czasem z moralem, czasem bez, ale to my ja piszemy i tylko my mozemy nadac jej piekny ksztalt.
A wiersz ladnie podkreslil nastroj. Mimo pozytywnego nastroju jest bardzo realistyczny: nie, to zyje sie dalej, tak, no to... Boze. :)

Ja tam zawsze pcham sie do meskiej. :D I raz koles mi uwage zwrocil, a ja taki skolowany "znowu do damskiej wlazlem?". Juz nic nie mowil. :D 
Nie ma sie co wstydzic. Nie idziesz do pisuaru tylko do kabiny i nikt nie widzi, co masz w spodniach. A masz prawo tam siedziec, czujesz sie wszakze facetem. I taka rada na przyszlosc: jesli bys byl kiedys z kumplami, ktorzy nie wiedzieliby, ze jestes trans, a ktorys pokusilby sie zapytac, czemu nie idziesz do pisuaru, rzuc taki zarcik "mam za krotkiego i nie dosiegam". Dziala w 100%. :D W moim przypadku dziala jeszcze "jestem za niski, nie dosiegam do pisuaru". :)
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.06, 14:33
[autor]
Hm, dojrzałe kobiety i młodsi mężczyzni, to zależy od kobiety co prawda, jakie ona ma oczekiwania i upodobania, ale w sferze erotyki, kobieta lat trzydzieści kilka i czterdziestka, takie panie mają dość wysokie wymagania w tym względzie, mam na myśli temperament. I to współpracuje z takim ,,jurnym,, ;-) młokosem, ponieważ zazwyczaj mężczyzna w jej wieku już nie może pozwolić sobie na zbyt wiele. Mężczyzni po trzydziestym roku życia mają już trochę gorzej, potencja już nie ta, a po czerdziestce traca potencję. I mogą już zazwyczaj tylko raz, a potem długo, długo nic. ;-) Oczywiście żaden facet nie przyzna się do tego... ;-)

A co do Twojej znajomej, no tak, nie wiedziałem na jakim to jest etapie, więc może na razie zrezygnujemy z wina, może innym razem. Po prostu bądź sobą. To najlepsze co możesz jej pokazać. 
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.06, 14:51
[autor]
antares pisze:
Hm, dojrzałe kobiety i młodsi mężczyzni, to zależy od kobiety co prawda, jakie ona ma oczekiwania i upodobania, ale w sferze erotyki, kobieta lat trzydzieści kilka i czterdziestka, takie panie mają dość wysokie wymagania w tym względzie, mam na myśli temperament. I to współpracuje z takim ,,jurnym,, ;-) młokosem, ponieważ zazwyczaj mężczyzna w jej wieku już nie może pozwolić sobie na zbyt wiele. Mężczyzni po trzydziestym roku życia mają już trochę gorzej, potencja już nie ta, a po czerdziestce traca potencję. I mogą już zazwyczaj tylko raz, a potem długo, długo nic. ;-) Oczywiście żaden facet nie przyzna się do tego... ;-)
Z tym sie poniekad zgodze, poniekad nie. Moj partner ma ponad 30 lat i raz dziennie daje rade. Gdyby nie choroba, pewnie dalby rade i dwa. :D
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.06, 14:58
[autor]
Meffistowy, raz dziennie to może i da radę, ale takie panie czasem mogą wyssać ostatnie siły nawet z dwudziestolatka a nawet z Ciebie. ;-) Taka kobieta to jest wulkan. Niebezpieczny ale fascynujący. Zostawi Cię jak skrawek prawie bez życia na skraju łózka i powie że nadal mało. ;-)
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.06, 19:11
[autor]
Hmmm, ja mam dwadzieścia lat. :D
No to chyba jednak jestem kobietą po 30/40, bo z mojej połówki też taki półżywy skrawek zostaje i tylko smutnymi oczkami błaga o litość. Ja mam od dziecka tak duży popęd seksualny, że dla mnie kilka razy dziennie to norma inaczej jestem zrzędliwy i pajacuje w nadmiarze. xD
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.06, 20:09
[autor]
oleander pisze:
Piszesz o moim idealnym i wyimaginowanym świecie tak, jakby był prawdziwy i ktoś jeszcze mógł do niego należeć.
W zasadzie, a na pewno zwykle bywa tak, że kobieta chciałaby wyjść za mąż, mieć dzieci (instynkt macierzynski), między 20 a 30 rokiem przeciętna kobieta tego dokonuje. Przeciętna kowalska lat 33 będzie mieć męża, dzieci itd.
Wiesz... w realnym świece to zwykle nie stanowi problemu Ludzie w małżeństwach i z dziećmi miewają romansy, miewają kochanków i kochanki, miewają wreszcie tak, że po kilku-kilkunastu latach życia w małżeństwie dochodzą do wniosku, że chcieliby swoje dalsze życie budować jednak z kimś innym.
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.07, 15:44
[autor]
antares pisze:
Mężczyzni po trzydziestym roku życia mają już trochę gorzej, potencja już nie ta, a po czerdziestce traca potencję. I mogą już zazwyczaj tylko raz, a potem długo, długo nic. ;-) Oczywiście żaden facet nie przyzna się do tego... ;-)  

Nie sprowadzajmy męskiego seksu do sprawności penisa, please ;P

To, czym wygrywają dojrzali cismężczyźni - oraz my, bez względu na wiek - to umiejętność wyjścia poza "włóż penis, wyjmij, włóż, dojdź" i zatroszczenia się o całą resztę seksu. Dopieszczenie drugiej osoby, atrakcyjny wygląd, kreatywne pomysły itd. Najbardziej seksualnym organem mężczyzny jest mózg, a dopiero potem penis. (Chyba że raczej nie mają mózgów). Mężczyźni nie potrzebują penisów do zaspokojenia seksualnego drugiej osoby, a poleganie na sprawności tego jednego organu w 100% jest koszmarnym błędem wielu z nich. Nie ma sensu tego błędu powielać, lepiej być lepszym ;P


Poza tym to o wieku to straszny stereotyp... Średnia wieku moich wszystkich dotychczasowych partnerów oscyluje w okolicach czterdziestki XD

Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.08, 12:30
[autor]
antares pisze:
meffistowy pisze:
Jak dobrze, że znalazłem sobie Smoka, a nie jakiegoś człowieka, bo bym teraz się za głowę łapał i z kartonu penisa doklejał, aby się czuć wartościowym.
Czy jeżeli ucięłoby mi rękę to przestałbym być wartościowym człowiekiem? Miałbym pewnie trudności z rysowaniem, pisaniem, gdyby to była prawa ręka. A co, jeśli urodziłbym się jako zwykły facet i w wyniku straszliwego wypadku jakoś bym to przyrodzenie stracił? Czy kobieta, z którą bym był, odeszłaby ode mnie, bo nagle nie miałbym tego, co "kreowałoby" we mnie mężczyzny? A co, jeśli to, co robi ze mnie mężczyznę to moje zachowanie, dawanie jej poczucia bezpieczeństwa i miłości, cieszenie się jej szczęściem i płakaniem nad jej porażkami? Byciem zawsze obok jako podpora, kiedy całe życie się wali? Co jeśli swoim byciem wypełniam ją bardziej niż penisem podczas stosunku? Czy ludzie lecą tylko na seks i nasza wartość spoczywa pod tym? Zdolny mężczyzna da kobiecie orgazm używając do tego jednego palca, więc po co do tego cały penis? Żeby było tak standardowo, w ramach unijnych ustaleń?
Jeśli kogoś podnieca sam narząd to już jest fetysz moim zdaniem, bo partner podnieca mnie cały: fizycznie i duchowo. Czy będzie bogiem greckim, czy jakimś połączeniem człeka z kozą, będę kochać całość, choćby dorobił sobie trąbę na głowie i uważał się za słonia.
Rozumiem co chcesz przez to powiedzieć ale takie są realia... gdyby tak było, i to nie byłoby dla kobiet czymś istotnym to równie dobrze mogłyby wiązać się z kobietami bo kto lepiej da rozkosz kobiecie niż inna kobieta? A jednak tak nie jest. Kobiety są z mężczyznami również dlatego że pociąga je męskie ciało. Pewne męskie cechy. Zauważ że kobieta czasem jest z dupkiem, z draniem ale jednak coś w nim widzi, coś co jej odpowiada. 

Jak najbardziej te wszystkie cechy o których mówisz są ważne ale nie tylko to. Gdybyś był mężczyzną który stracił przyrodzenie będąc w związku z kobietą, to już zależy od kobiety, gdyby Cię kochała prawdziwie to mogłaby z Toba zostać, ale tutaj jest nieco inna sytuacja niż sytuacja takiego faceta. Ponieważ ja nie mam naturalnie męskiego przyrodzenia. Ponieważ biologicznie to jestem kobietą, niestety i zdaję sobie z tego sprawę. A to utrudnia bliższe kontakty z kobietami. Ona może deceniać te pozytywne cechy we mnie, ale może chcieć także coś więcej. Dla kobiet być może sprawy seksu nie są takie najistotniejsze, ale nie można też mówić że są bez znaczenia. Wiem że kobietę do szaleństwa można doprowadzić nawet słowami, ale czy jesteś jej w stanie dać dziecko chociażby? Wiesz że jest to dość często pragnieniem kobiety? Tak mocne że czasem kobiety idą do łózka z jakimś znajomym lub przypadkowym facetem aby mieć dziecko. 

Czy rzeczywiście mogłbym dać kobiecie wszystko czego ona potrzebuje? Czy byłbym w stanie? Wiesz, w związku, kiedy jesteś z kimś mają znaczenie czasem nawet małe rzeczy jak wniesienie czegoś ciężkiego na pietro, przeniesienie szafy, naprawienie kranu i inne. Po prostu życie. A ja nie mam takiej siły fizycznej. Czy naprawdę kobieta jest w stanie ujrzeć we mnie faceta? Teraz, kiedy nawet jeszcze nie biorę hormonów i spójrz wyżej o czym piszę, ludzie nadal mówią mi per pani, mimo nawet niezłych warunków fizycznych.

Wiesz, czasem zdarza się sytuacja że na przykład jakaś kobieta zerka w twoją stronę, jest jakoś tak zainteresowana, widać te małe gesty ciała, mowę ciała, ale nagle ktoś kto cię zna wyjeżdza z hasłem mówiąc głośno twoje imię, damskie imię.... damn.... to jest to. Czy ja mogę być w oczach kobiety mężczyzną? W oczach innych związek kobiety ze mną to jest związek homoseksualny. Czy ona dałaby radę coś takiego unieść, czy chciałaby tego? Niestety, jest trudniej, także chciałbym mieć na tym polu szansę jak każdy mężczyzna. Ale czuje że nie jestem na równi z nimi. 
Jesli kobieta naprawde cie kocha to bedzie cie postrzegac jak faceta. Wiem co mowie... moze i mam tylko 17 lat, w sumie dopiero za miesiac. No ale.. jestem z dziewczyna prawie trzy lata. Ktora traktuje mnie w pelni jak feceta, czasami nawet zapomina, ze jestem ts. Jak do niej jezdze (bo mamy do siebie 400km, zwiazek na odleglosc) to traktuje mnie tak jak innych, lubi moja klatke, mimo ze ja jej nienawidze. Daje mi poczucie ze serio kocha. A dziecko, istnieje in vitro lub inne sposoby, jesli sie naprawde ludzie kochaja to cos wymysla, taka jest prawda. Moja dziewczyna na poczatku srednio sobie radzila z tym jaki jestem jak sie dowiedziala, potem bylo coraz lepiej i teraz w sumie o tym nie mysli, wspiera we wszystkim i wgl. Wiec serio da sie.. 
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.10, 18:49
[autor]
No więc pierwsze lody przełamane - Za mną wizyta w sekretariacie, gdzie pracuje interesująca mnie pani.

Za pierwszym razem rozmawiałem z dwiema kobietami, myślałem, że będzie mieć wątpliwości jakiej jestem płci, ale zaczęła po chwili mówić "pani" - typowe.
Więc stało się - mówię: "jestem transpłciowy, proszę nie mówić do mnie per pani"
Osoba zaczęła mnie przepraszać, to żeby zwracać się tak jak proszę okazało się dla niej oczywiste.
A potem rozmawiałem już tą "właściwą", bardzo mi "nieobojętną" kobietą. I za pierwszym razem wyglądało to tak, że po prostu używała zwrotów bezrodzajowych. Dla niej to było uciążliwe, a dla mnie troszkę przykre. Ale jednak - nie licząc lekarza to pierwsza taka sytuacja, że mogłem być sobą pomimo że ktoś inny wie, co mam w papierach, i spodniach...
Potem, na fali tego coming outu, powiedziałem to samo w biurze ds osób niepełnosprawnych. Tylko tam już bywałem wiele razy i to wyszło trochę dziwnie, że nagle o to proszę. O ile w sekretariacie panie nie wykazały nawet najmniejszego zdziwienia że jestem transpłciowy, to pani z biura zdziwiła się i zapytała: jak mam się więc zwracać?! Ale stanęło na tym, że pasuje jej per ty. Zresztą, mam nadzieję, że tam nieprędko wrócę i nie będzie problemu.

Natomiast druga, dzisiejsza wizyta w sekretariacie. Od początku mówię, że ostatnio z tym zwracaniem wyszło trochę ciężko, dlatego proponuję, żeby mówiła mi per ty. Zresztą ona niemal równocześnie ze mną to powiedziała. I oboje odetchnęliśmy z ulgą :)
Muszę przyznać, że to mi najbardziej pasuje. Nie czuję się "panem". Czuję się ledwo urodzony, pełen chłopięctwa, niekontrolowanych wzwodów, z trzema włosami na brodzie, opornie nadchodzącą mutacją...
Tak więc była to piękna wizyta i rozmowa. Pani wyświadczyła mi wielką przysługę, potraktowała wyjątkowo, ale to też dlatego, że tam się zgłosiłem odpowiednio wcześnie,i byłem bardzo milutki. Dziękowałem, mówiłem że jestem wdzięczny, że nie chciałem robić kłopotu, że chcę się odwdzięczyć, zrobić coś pomóc w czymś, ale niestety powiedziała że to nie był kłopot i nie muszę się odwdzięczać i nie wychodzę na niewdzięcznika :D
Na koniec z autentycznym błyskiem w oku mówię: Zatem wdzięcznie się do pani uśmiecham.
Mam nadzieję, że będę się jej dzisiaj śnił. A ona mi.

A tak na marginesie, wyglądała jak gdyby była w ciąży. Pewnie tak tylko wyglądała, ale nie zaszkodzi się nastawić na "najgorsze". To by oznaczało, że nie mam szans, których i tak nie mam. Człowiek lubi się łudzić do końca. A jak coś mu brutalnie przerywa łudzenie się...dziwnie boli.
Tak czy owak, mam jakieś podłoże do zawarcia znajomości. Chyba nieważne jakiej.
To, co zostało z jej widoku w mojej głowie jest moją własnością, i dziękuję Opatrzności, że przyszło mi to widzieć. Zerwałem z paskudnym pornonałogiem dzięki temu.
zmian: 1, ostatnia: oleander - 2014.01.10, 19:38
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.31, 06:01
[autor]
wendigo pisze:
oleander pisze:
U większości ts problem leży w dokumentach. Tzn wygląda jak facet a dokumenty jeszcze, że kobieta. I tutaj wiadomo, odpowiednie zaświadczenie powinno wystarczyć. Nawet pozwolić wyrobić legitymację z nowymi danymi przed zmianą legalną, jeżeli takowa lada dzień ma się odbyć.

Natomiast ja de facto nie wyglądam na mężczyznę. Może na chłopca. Nie ma raczej nic dziwnego w zwracaniu się do mnie "per pani"...Szczególnie ze względu na głos.
I właśnie dlatego jest to dość skomplikowane.
Dziewczynka z dziewczyńskim imieniem żąda od innych, żeby do niej nie zwracać się w rodzaju żeńskim, bo nie się z nim nie utożsamia.
Eee... nie wiem kto Ci powiedział, że ta większość k/m wygląda jak faceci :P jak już to też raczej jak chłopcy ;) a i to nie wszyscy. My to tak raczej po prostu lubimy sobie mówić że wyglądamy jak m :P Nie zawsze jest tak różowo, więc nie jesteś takim znów nietypowym przypadkiem :)

 Czasem k/m wygląda jak facet... na przykład on...  :-) 

http://imageshack.com/a/img543/4122/xkjz.jpg

Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.31, 18:11
[autor]
http://transsuccess.tumblr.com/men

;)
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.01.31, 20:37
[autor]
antares pisze:
wendigo pisze:
oleander pisze:
U większości ts problem leży w dokumentach. Tzn wygląda jak facet a dokumenty jeszcze, że kobieta. I tutaj wiadomo, odpowiednie zaświadczenie powinno wystarczyć. Nawet pozwolić wyrobić legitymację z nowymi danymi przed zmianą legalną, jeżeli takowa lada dzień ma się odbyć.

Natomiast ja de facto nie wyglądam na mężczyznę. Może na chłopca. Nie ma raczej nic dziwnego w zwracaniu się do mnie "per pani"...Szczególnie ze względu na głos.
I właśnie dlatego jest to dość skomplikowane.
Dziewczynka z dziewczyńskim imieniem żąda od innych, żeby do niej nie zwracać się w rodzaju żeńskim, bo nie się z nim nie utożsamia.
Eee... nie wiem kto Ci powiedział, że ta większość k/m wygląda jak faceci :P jak już to też raczej jak chłopcy ;) a i to nie wszyscy. My to tak raczej po prostu lubimy sobie mówić że wyglądamy jak m :P Nie zawsze jest tak różowo, więc nie jesteś takim znów nietypowym przypadkiem :)

 Czasem k/m wygląda jak facet... na przykład on...  :-) 

http://imageshack.com/a/img543/4122/xkjz.jpg


Ja to zrozumiałem tak, że my przed hormonami i ewentualnie na początku tak wyglądamy, bo potem to myślę, że jakoś strasznie się nie wyróżniamy. ;) 

Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.02.01, 04:30
[autor]
antares:
Czasem k/m wygląda jak facet... na przykład on...  :-)


No właśnie - czasem ;D
A tak poważnie, to jak pisze loytz - chodziło o wygląd przed hormonami :)
Re: Prowizoryczny test realnego życia 2014.02.01, 14:22
[autor]
Przed hormonami to akurat zdaję sobie sprawę, że większość k/m nie wygląda jak faceci. Zresztą hormony to nie jest magiczna różdżka.
Pierwotny sens mojej wypowiedzi był taki, że często k/m NA HORMONACH, a więc już często dość męscy mają jeszcze stare dokumenty i to jest problem w różnych tam powiedzmy urzędach.
A u mnie problem jest, że moja płeć nie budzi wątpliwości, ale z tej racji, że to już nie jest obecnie mój problem, o czym zresztą tutaj pisałem, nie będę się nad tym rozwodzić.

Okazuje się, że to, o czym pisał Marcin:

Masz prawo do tego, by mówiono do Ciebie w Twoim rodzaju.
Masz prawo do tego, by zwracano się do Ciebie używając Twojego imienia.
Uwierz w to, a Twoje otoczenie się przekona.
Zacznij z powrotem wątpić, a odczujesz, że Twoje otoczenie też zaczyna wątpić.



to działa :)

Urywek z rozmowy z panią z sekretariatu (sprawa tyczy się pewnej przysługi, nie ts):

JA: nie jestem jakimś wyjątkowym przypadkiem?
Ona: nie, nie jesteś wyją...tko...wa...
Ja: nie jestem wyjątkowy?
Ona: Nie jesteś wyjątkowy.

Ten rodzaj trzeba sugerować swoją naturalnością.
na górę strony  

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj