Późne związki

  liczba postów: 11
UWAGA: Forum Trans-Fuzji zostało zamknięte. Tworzenie i edycja postów nie są już możliwe.

Wszystkich forumowiczów zapraszamy pod nowy adres: http://transpomoc.pl
do naszego własnego, społecznościowego, Wolnego Forum Transowego.

Zawartośc starego forum zostanie zapisana i przeniesiona w nowe miejsce w postaci archiwum.

na dół strony  
Późne związki 2012.07.26, 18:50
[autor]
Przeczytałam sąsiedni temat - Wasz pierwszy pocałunek. - i naszła mnie refleksja na temat późnych związków.

Zawsze wydawało mi się, że wypadam blado na tle innych jeśli chodzi o związki - jeden na odległość w wieku 17 lat, drugi poważniejszy w wieku 20. Rówieśnicy - w liceum sporo już kogoś miała, nawet ci nielubiani. Na studiach zaczynają się śluby. 2 lata po studiach i samotnych znajomych mogę policzyć na palcach jednej ręki. W tym momencie nadzieja walczy z rozsądkiem.

Mam wrażenie, że jest we mnie coś, czego nie widzę, co blokuje mi możliwość związku. Przecież dobrze dogaduję się z dziewczynami, lubię ich towarzystwo, a one lubią moje. Ostatnio nawet za moimi plecami nazywano mnie podrywaczem (chociaż spodziewałabym się raczej określenia "dobry chłopiec"). Mimo wszystko koleżanki pozostają koleżankami albo tworzą się przyjaźnie.

Nagle okazuje się, że wśród osób ts jest całkiem sporo takich, które nie mają nawet mojego doświadczenia. Może to gdzieś tu tkwi problem.

Nie wszystkie pytania pasują do wszystkich osób ts, ale takie właśnie sobie zadałam - z mojej perspektywy - żyjąc jako chłopak nie wzbudzający podejrzeń.

Czy chodzi o to, że nasz charakter nie całkiem pasuje do płci? Dopóki nie przeszliśmy zmiany, inni spodziewają się charakteru zgodnego z naszą biologiczną płcią. Może wyczuwają te drobne różnice i tracą zainteresowanie?
Czy to przez kompleksy/lęki zdobyte podczas życia nie w tej płci, którą się czujemy, nie możemy zaufać innym?
Czy to przez brak akceptacji siebie uważamy, że miłość nam się nie należy?

A może to nie ma znaczenia i tak naprawdę w całym społeczeństwie jest dużo osób, które długo czekały, ale nie chcą o tym mówić.
Re: Późne związki 2012.07.26, 18:58
[autor]
Kochana... Mylisz pojęcia. Charakter jest cechą indywidualną każdego człowieka. Nie da się więc rozdzielić go w jakikolwiek sposób, a tym bardziej na płci. Wiele mężczyzny, ma "zniewieściałe" cechy, tak samo jak kobiety "męskie". Nie ma to nic wspólnego z TS. Dosyć ciężko jest mi określić Twoją sytuację... Nie wiem czy jesteś lesbijką, czy hetero i nie bardzo orientuję się w Twoich relacjach z osobami, które Ciebie interesują. Napisz coś więcej o sobie.
Re: Późne związki 2012.07.26, 20:01
[autor]
Masz rację, pisząc "charakter" mieszałam charakter i zachowanie.
Ale mimo wszystko - stereotypowo utarło się, że facet ma mieć "męskie" cechy - być silny, stanowczy itp. Podobnie kobieta ma mieć "kobiece" cechy. Chodziło mi o to, że potencjalni partnerzy być może szukają właśnie cech z tego stereotypu.

Rozumiem, że ludzie mają naprawdę różne charaktery i to nie ma związku z TS, ale wychodzę z założenia, że pewne cechy charakteru są uznawane za męskie/kobiece dlatego, że częściej występują u mężczyzn/kobiet.

Więcej o mnie... jestem lesbijką - dlatego wspomniałam o dziewczynach. Gdy ktoś mnie interesuje, jestem miła, staram się ją poznać i zaprzyjaźnić. Nie zdarzyło mi się nigdy stwierdzić bez wątpliwości "chcę z nią być". W obu moich związkach to one zadecydowały.

Wiem, że można rozpatrywać mój przypadek indywidualnie i wyjdzie z tego kupa problemów ze sobą i kompleksów :) Bardziej zastanawia mnie, czy tylko ja miałam takie spostrzeżenia.
Re: Późne związki 2012.07.26, 20:17
[autor]

nibyja:
Nagle okazuje się, że wśród osób ts jest całkiem sporo takich, które nie mają nawet mojego doświadczenia. Może to gdzieś tu tkwi problem.

Czy chodzi o to, że nasz charakter nie całkiem pasuje do płci?


Może chodzi o to, że większość ts nie chce mieć związku niezgodnego ze swoimi preferencjami tudzież nie chce być w związku pojmowana/pojmowany przez taką czy inną płeć i traktowana/traktowany tak jak czuje, że być powinno.

Innymi kwestiami są: atrakcyjność, nieśmiałość, sztuka "sprzedawania siebie innym" ;)


Zauważ, że wielu gg też nie ma swojej "pary". Wśród znajomych i przyjaciół mógłbym Ci takich ludzi wymienić wielu. Nie należy doszukiwać się problemu w transowatości choć jak mówiłem wyżej:

- chcemy być traktowani w konkretny sposób w związku

- chcemy odgrywać konkretną rolę w tymże związku nie inną

- mamy sporo lęków i oporów związanych z fizycznością

etc

Re: Późne związki 2012.07.26, 20:22
[autor]
Wydaje mi się, że nie jesteś odosobnionym przypadkiem. Trans mają to do siebie, że często (ale nie jest to regułą) miewają kompleksy z tego tytułu, że ustępują osobą genetycznym. Często niesłusznie, bo przynajmniej jak dla mnie kluczową cechą jest właśnie osobowość. Wiedz o tym, że nawet zniewieściały facet, czy stanowcza kobieta mogą uwieść kogoś kogo mają na oku (nie ważne, czy hetero, czy homo)
Re: Późne związki 2012.07.26, 21:09
[autor]
Mam naprawdę wielu znajomych około 35-40 roku życia (kobiet i mężczyzn) samotnych lub wiecznie szukających. Często są to osoby atrakcyjne i nie mające problemów z nawiązywaniem znajomości, jednak dłuższych związków nie budują. Brak akceptacji siebie czy różne sekreciki na pewno nie sprzyjają ich tworzeniu, jednak uproszczeniem byłoby twierdzenie, że jest to zjawisko dotyczące tylko jednej wybranej grupy. To chyba szerszy problem i dotyczy ogółu społeczeństwa, aczkolwiek nasze szanse na udane związki są statystycznie mniejsze.
Reasumując: jeżeli jesteśmy gotowi do związku to mamy na niego szansę. Tylko czy jesteśmy??
Re: Późne związki 2012.07.26, 22:29
[autor]
Nie tylko osoby ts tak mają. Ja różnie w życiu do tego podchodziłam, obecnie jestem twardo zdecydowana, że nie chcę nigdy w życiu uprawiać seksu, natomiast byłabym zainteresowana związkiem platonicznym. Tym niemniej całe życie miałam zerowe "powodzenie". Nigdy nie byłam w związku, nigdy nawet się nie całowałam (mam 31 lat!)... nie żeby mi to przeszkadzało, nawet nie mogłabym przecież powiedzieć, że przeszkadza mi dziwność takiego sposobu życia, bo od najwcześniejszych lat uczyłam się być dumna z różnienia się od większości... Ale bez wątpienia jest to skrajnie nietypowe. Zapewne istnieje spore prawdopodobieństwo, że ja se mogę chcieć tego i owego, a i tak muszę się pogodzić z tym co mam, bo mogę być zwyczajnie niezdolna do życia w związku. Nie wiem.

A tak na marginesie i nie o mnie: bardzo szanuję nietypowość, fascynuj mnie przypadki ludzi, którzy naprawdę późno wskoczyli w rzekomo oczywisty model życia. A poza tym: jeżeli chodzi o seks, w 99% przypadków 18-latki, nie mówiąc już o 16- czy (zgroza!) 14-latkach, nie są do czegoś takiego psychicznie gotowe_i. Chwała niezależności i ludziom, którzy potrafią bardziej słuchać siebie niż kultury (spod znaku "Twoje wszystkie koleżanki mają już za sobą ten pierwszy raz - czy czujesz się diplodokiem?").
Re: Późne związki 2012.07.27, 12:11
[autor]

Ja miałam 25lat i ten związek,  pierwszy i pewnie ostatni z kobietą :) trwa do tej pory. Oczywiście, że wyewoluował nam strasznie bo nie mogło być inaczej jak się pod pozorem normalnej pary związały dwie babki, deklarujące na dodatek heteryczność :) :) :). Od damsko -męskiej cielesności bardzo szybko przeszło w duchowość i bardzo dużo nas w tej sferze łączy do dziś.

 

Z mojej strony było póżno bo cały czas czułam, że pod męską skórą jest najpewniej coś innego i cytujac Jej Ekscelencję z "Seksmisji":  "Jakoś nigdy nie miałam śmiałości do kobiet"

Na tyle na ile sie dało dobrałyśmy się jak w korcu maku. Nie wdając się w pereferencje mojej partnerki to taki szczątkowy facet jakiego jej zaoferowałam był chyba jednyną formą męskości jaką ona wtedy była w stanie zaakceptować i maksymalną jaką ja mogłam dać.

Jestem pewna, że gdyby była "standardową" cis-kobietą to najdalej po drugiej randce by się nasz "związek" zakończył. A tak to trwa już ponad 10lat.

 

Sądzę, że to bardzo zdrowe i zbawienne, że osoby trans późno wchodzą w związki. Przynajmniej część z nich unika pakowania się kanał i pułapkę "złego" związku.  

 

 

 

zmian: 1, ostatnia: fizia - 2012.07.27, 12:14
Re: Późne związki 2012.07.27, 12:27
[autor]
emu pisze:
Nie tylko osoby ts tak mają. Ja różnie w życiu do tego podchodziłam, obecnie jestem twardo zdecydowana, że nie chcę nigdy w życiu uprawiać seksu, natomiast byłabym zainteresowana związkiem platonicznym. Tym niemniej całe życie miałam zerowe "powodzenie". Nigdy nie byłam w związku, nigdy nawet się nie całowałam (mam 31 lat!)... nie żeby mi to przeszkadzało, nawet nie mogłabym przecież powiedzieć, że przeszkadza mi dziwność takiego sposobu życia, bo od najwcześniejszych lat uczyłam się być dumna z różnienia się od większości... Ale bez wątpienia jest to skrajnie nietypowe. Zapewne istnieje spore prawdopodobieństwo, że ja se mogę chcieć tego i owego, a i tak muszę się pogodzić z tym co mam, bo mogę być zwyczajnie niezdolna do życia w związku. Nie wiem.

A myślałam ze tylko ja tak mam
Co prawda u mnie są też powody wynikające z ts ale jest mega prawdopodobne że w życiu nie wpakuję się w "stosunek" nawet po wszystkim a srs przejdę jak doskładam - dla wlasnego komfortu...
i jak najbardziej wierzę w platoniczną milosc =P

Jak dla mnie to, że w ogóle uczy się małe ludzie porównywania do innych jest chore, a juz szczególnie w kwestiach intymnych... ale to ja jestem ta dziwna
zmian: 3, ostatnia: prolaktynka - 2012.07.27, 12:30
Re: Późne związki 2012.07.27, 12:49
[autor]
U mnie było tak, że 10 lat (15-25) przesiedziałam przed komputerem, ale jak potem zaczęłam eksperymentować z życiem, to poszło na całego, a nawet dużo dalej i szybciej niż sobie zakładałam, zaczynając eksperymenty.

Dlaczego przesiedziałam? Po części wpływ domu, który nauczył mnie, że ludzie są źli i głupi, a najlepsze, co można zrobić, to ich unikać - wtedy nie mogą cię zranić. Po części zapewne też odmienności związane z samym transem - samczych zachowań w wieku 16-17 lat nie rozumiałam i kompletnie nie "czułam", co skutkowało kolejnym dowodem na to, że z ludźmi "nie idzie się dogadać". Natomiast trochę później i z trochę starszymi ludźmi łatwiej było mi nawiązać kontakt oparty na logice i wspólnych pasjach nie zaś na "instynktach samczego stada".

Od 12 lat jestem w stałym związku, więc to raczej rozważania abstrakcyjne, ale myślę, że obecnie nawiązywanie intymnych relacji z kobietami/mężczyznami, nie byłoby dla mnie problemem - przynajmniej do pewnego momentu. Może nie gram w podryw wedle faceckich zasad, ale w to można grać na różne sposoby. Nie musisz tokować, często wystarczy, że jesteś dowcipny, inteligentny, okazujesz pozytywne nastawienie i okazujesz komuś zainteresowanie.

Natomiast od pewnego momentu, od chwili gdy jakaś kobieta zechciałaby, żebym stała się jej "mężczyzną" zaczęłyby się zapewne schody. No chyba, że ta kobieta nie szukałaby mężczyzny, tyle że, w większości przypadków jednak szuka i po większej części cała ta "zabawa" to jednak gra instynktów.
Natomiast w przypadku uwodzenia faceta - podejrzewam, że - część tej instynktownej gry przychodziła by mi prawdopodobnie łatwiej. Tyle, że faceci mogą budzić moją sympatię, mogą mnie podniecać seksualnie, natomiast nie potrafiłabym się chyba zakochać tak jak w kobiecie.
Taki paradoks: tu łatwiej o zmysły, tam o emocje
zmian: 1, ostatnia: freja - 2012.07.27, 13:02
Re: Późne związki 2012.07.27, 13:01
[autor]
prolaktynka pisze:
emu pisze:
nie chcę nigdy w życiu uprawiać seksu, natomiast byłabym zainteresowana związkiem platonicznym
(...)
od najwcześniejszych lat uczyłam się być dumna z różnienia się od większości...
jest mega prawdopodobne że w życiu nie wpakuję się w "stosunek" nawet po wszystkim a srs przejdę jak doskładam - dla wlasnego komfortu...
Kiedy w wieku 12 lat pierwszy raz się zakochałam (no zadurzyłam) po pierwszej euforii przeraziło mnie to. Postrzegałam to jako zewnętrzną wobec mnie siłę, która odbiera mi wolę i możliwość decyzji. Uczyłam się z tym walczyć.

Dwa-trzy lata później zaczęłam w podobny sposób patrzeć na popęd seksualny. Wkurzało mnie to i irytowało, to coś we mnie / po za mną, które usiłuje mnie zmusić do podejmowania określonej aktywności. Nie dlatego, że jakaś religii tego zabrania - nie. To był atak na mnie i moją wolę. W wieku 14-22 lat miewałam kilkumiesięczne okresy bez masturbacji. I pamiętam, jak w wieku 17 lat po swojej jedynej w życiu zmazie nocnej obudziłam się z poczuciem... zdrady ze strony własnego ciała

Natomiast później, w wieku 25-26 lat przemyślałam swoją seksualność i w pewnym stopniu zintegrowałam ją. To siła, która nie podlega mojej woli, niekiedy nawet groźna, ale nie znaczy to, że zawsze i koniecznie trzeba przeciw niej walczyć. Można ją przecież wykorzystać do swoich celów, a walka "dla samej zasady" zużywa energię. Obecnie patrzę na miłość i seksualność tak samo, jak patrzę na czekoladę z orzechami i pieczonego kurczaka: mogą sprawić przyjemność, mogą ponieść jakość życia i pomóc w regeneracji naszych sił. Można z nich w rozsądny sposób korzystać. Trzeba tylko dbać o to, byśmy to my z nich korzystali, a nie one z nas.
zmian: 1, ostatnia: freja - 2012.07.27, 13:04
na górę strony  

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj