T jak trans... Opowieść o enigmatycznej literze

  liczba postów: 7
UWAGA: Forum Trans-Fuzji zostało zamknięte. Tworzenie i edycja postów nie są już możliwe.

Wszystkich forumowiczów zapraszamy pod nowy adres: http://transpomoc.pl
do naszego własnego, społecznościowego, Wolnego Forum Transowego.

Zawartośc starego forum zostanie zapisana i przeniesiona w nowe miejsce w postaci archiwum.

na dół strony  
T jak trans... Opowieść o enigmatycznej literze
zobacz komentowany artykuł
Re: T jak trans... Opowieść o enigmatycznej literze 2009.10.04, 00:15
[autor]

Wydaje mi się. że ustalanie pojęcia "transpłciowość" wyłącznie jako tłumaczenia pojęcia "transgender" nie jest do końca precyzyjne.

 

Wiąże się to z tym, że - niezależnie od pojęć medycznych, transgender jest perspektywą spojrzenia na tożsamość płciową, ustanawiającą następnie tożsamości transgenderowe. Tak więc kryje się za tym najpierw pewna teoria (perspektywa trangender) która stworzyła na nowo pewną siatkę pojęć.

Problematyczne jest moim zdaniem nie tyle wyjaśnianie terminów, tylko to, ze mogą przenosić w sobie pewne wykluczenia. W siatce pojęć autora artykułu nie znalazło się np. pojęcie fetyszyzmu, pojęcie shemales, zaś pojęcie intersexa zostało jedynie enigmatycznie przywołane.

 

Oprócz perspektywy transgender istnieją inne. Przykladem odmiennej niż transgender perspektywy spojrzenia na transpłciowość jest perspektywa intersex. I także ta perspektywa może wytworzyć siatkę pojęć, w której pewne tożsamości będą bardziej klarowne i oczywiste, a inne mogą się okazać problematyczne (np. w tej perspektywie bardzo trudno jest w ogóle zdefiniować tożsamość transgender!)

 

Perspektywa queer z kolei, przynajmniej w znanych mi osłonach, nie za bardzo sprostała realnym wyzwaniom rzucanym przez różne społeczności osób transpłciowych, właściwie najlepiej sprawdziła się w środowisku lesbijek, ktore postanowiły dość do głosu, a następnie została niejako zawłaszczona przez gejów, w niektórych odsłonach - strywializowana ("Queer as folk" ;-) Generalnie rzecz biorąc perspektywy transgender oraz intersex doszły do głosu, gdy kolejne marginalizowane grupy chciały zająć stanowisko w nurcie polityki queer, którą były zawiedzione.

 

Nie zapominajmy też, że poza tymi trzema perspektywami istnieje jeszcze perspektywa medyczna zafiksowana w pojęciach i "oficjalnych" metryczkach. Cechą tej perspektywy jest to, że każda definicja zaczyna się tam od słów "zaburzenie", "odchylenie", "obok normy", wreszcie bardziej dosadnie: choroba. Dla jednych osób nie było i nie będzie to przeszkodą, żeby stosować tę perspektywę, czuć się z nią dobrze. Niemniej te alternatywne perspektywy (queer, transgender i intersex) powstawały w ramach negatywnego odzewu jakichś środowisk na te medyczne kategorie i z zamiarem funkcjonowania jako (nie)tożsamości, które nie byłyby już z definicji stygmatyzowane jako "błędne".

 

Moim zdaniem ważne jest, żeby przed przejściem do pojęć tożsamościowych dokonać ujawnienia perspektywy, z ktorej się pisze. Oczywiście tekst Wiktora daje się łatwo rozpoznać jako tekst pisany z perspektywy transgender i przyznaję, że jak na dotychczasowe teksty, ktore się pojawiały (np. definicje podawane przez Transfuzję) jest wyraźnie odrębny od perspektywy medycznej, można by powiedzieć, że jest radykalnie transgenderowy. I to jest bardzo fajne.

 

Nie do końca mogę się jednak zgodzić z tym, że transgender (a właściwie perspektywa transgender) została podana jako pełne tłumaczenie "transpłciowości". Moim zdaniem transpłciowość można by definiować jako miejsce dla alternatywnych perspektyw. Gdybym miał szukać angielskiego odpowiednika transpłciowości, bardziej bym tu widział zbiorczy termin w stylu "transitional identities and sexualities"

 

Taki termin oczywiście jeszcze mniej wyjaśnia, ale przynajmniej nie determinuje stosunku płciowości do seksualności w obrębie możliwych perspektyw nakładanych na fenomen transpłciowości. W perspektywie transgender następuje teoretyczne rozdzielenie płciowości i seksualności, ale w innych perspektywach już niekoniecznie.

 

jak nas widza... 2009.10.04, 01:18
[autor]
trafilam własnie na portal samosia.pl  a zreszta sami zobaczcie
http://www.samosia.pl/pokaz/358148/faceci_w_sukienkach
Re: T jak trans... Opowieść o enigmatycznej literze 2009.10.04, 01:53
[autor]

Tylko czy w ten sposób nie wejdziemy w kłopotliwe LGBTQIAOH, wszyscy i nikt?

Rozrysowałem sobie na kartce to, o czym piszesz i wyszło mi, że posługując się słowami "trans, transpłciowość" próbujemy znaleźć jakąś równowagę między wykluczaniem a logicznym ciągiem i utrwalonymi już skojarzeniami.

I jednak intersex to dla mnie jest intersex, odrębny zbiór problemów z pewną ilością cech wspólnych, shemale z cielesnej perspektywy podchodzą pod intersex, natomiast jako takie pod transgender, a fetyszyści to znowu pogranicze, ale fetyszyzmu z transpłciowością. Nie wydaje mi się, by łączenie wszystkiego w jedną całość miało sens. Współpraca - jak najbardziej, kiedy tylko się da, ale jedno słowo...

Czy "nieheteronormatywni" nie jest dostatecznie dobrym wyrażeniem?

Bo "transpłciowość" jako oznaczenie osób na skali TS-TG-TV/CD było bardzo, rozpaczliwie wręcz potrzebnym wyrażeniem. Choćby po to, by móc z nim pójść do ludzi i tłumaczyć w miarę spójnie, o kim mówimy, jakie problemy się z tym wiążą, co chcemy dla tej grupy zdziałać*. Niestety, grupa obejmująca wszystkich przestaje być grupą (zwyczajnie zatraca swoją tożsamość, a ta opiera się na rozgraniczeniu "to ja, a to nie ja"), próby zadowolenia wszystkich kończą się zadowoleniem nikogo, a definicje "x = to, to, to, i to też, i jeszcze tamto" są wyjątkowo nieprzejrzyste...

Przepraszam, że tak utylitarnie do tego podchodzę :) Pamiętam po prostu, jak ciężko było dojść do ładu z terminologią jeszcze ze dwa lata temu i jak wszystkie rozmowy rozpoczynało się od ustalenia, kto jak definiuje dany termin. Teraz przynajmniej mamy jakiś konkret i z niego korzystamy. Nasza "transpłciowość" pojawia się już nawet w seksuologii - akademickiej - więc jest dobrze...  

I może można myśleć dalej? Być może dla "transitional identities & sexualities" należy utworzyć kolejne słowo (jeżeli "nieheteronormatywność" to za mało lub dla odmiany - za dużo)? Polskie "płciowość" trochę wyklucza "seksualność", więc tak czy siak proponowałbym szukanie jeszcze gdzieś indziej...


* Zresztą dziwnie zbiegły się ze sobą w czasie dyskusje o słowach i o tym, czy potrzebna jest organizacja trans, a jeśli tak, to dlaczego i co miałaby robić.



Dalido, czy ten link to jakiś komentarz do artykułu lub do wypowiedzi Lily? A jeśli tak, to co miał wyrażać, bo nie rozumiem?

zmian: 1, ostatnia: marcin - 2009.10.04, 01:53
Re: T jak trans... Opowieść o enigmatycznej literze 2009.10.04, 10:15
[autor]

Hej, jeśli chodzi o lgbtqqia....cośtam to wręcz przeciwnie, jestem sceptyczny wobec takich rozwiązań i moim zdaniem powstanie ruchu pod takim szyldem prowizorycznie zacierałoby różnice i wykluczenia, których wcale w ten sposób nie udałoby się przezwyciężyć.

 

Raczej przechodzę do porządku dziennego nad tym, że są różnice (całe szczęście!) i że co jakiś czas w różny sposób dochodzi do wykluczeń a następnie kłotni.

 

Ale taka sytuacja wymaga jasnego definiowania perspektywy.

 

Sojusz, o którym piszesz, czyli bardzo konkretnie: TS-TG-TV/CD trzeba jednak widzieć jako sojusz TS-TG-TV/CD, gdzie wszystkie te pojęcia zostały zdefiniowane przez pryzmat terminologii medycznej oraz (wciąż nieśmiale, ale coraz odważniej) perspektywy transgender. Tego, że w terminologii medycznej zaczęły pojawiać się pojęcia takie jak transgender nie należy jednak poczytywać za osiągnięcie i zwycięstwo tego nurtu, tylko jako typowej kolonizację pierwotnie opozycjnych pojęć przed dyskurs medyczny. Po prostu pojawiło się coś, co musiało ulec reartykulacji w medycynie, ale na tych samych zasadach, które mnie akurat skłaniają, żeby opowiadać się przeciwko perspektywie medycznej (i to jest mój statement co do mojej perspektywy ;-)

 

Jeśli chodzi o perspektywę medyczną wcale nie uważam jej jednak za zły monolit i oczywiście pojawiają się badaczki i badacze, którzy szukają alternatywnych ścieżek dla definiowania transpłciowości lub unikają tego definiowania. Doskonałym przykładem są przecież wroclawscy działacze i dzialaczki istniejącego niedawno Stowarzyszenia Pomocy Transseksualistom. Wzięli na warsztat nurt psychologii ukierunkowanej na proces i starali się stworzyć alternatywę.

 

Niemniej oceniając perspektywę medyczną nie wystarczy brać pod uwagę pluralizmu czy też raczej niszowego pluralizmu poglądów medyków, ale przekaz na poziomie reprezentacji. Medycyna w sojurzu z psychologią we wszystkich swoich kampaniach społecznych (także tej w tematyce HIV/AIDS) odwołuje się do heteronormatywnego modelu rodziny i misją medycyny jest tę rodzinę utrzymać w jak najlepszym zdrowiu. Konsolidacja tego ideału rodziny i ideału płci jest wciąż okupiona odwolywaniem się do resentymentu wobec innych.

 

I oczywiście masz rację, pisząc o tym, że samo dostrzeżenie heteronormatywności nie wystarczy do działania, bo na podstawie heteronormatywności jest wykluczonych wiele grup, które niekoniecznie będą walczyć o to samo. Dlatego mówimy cały czas o sojuszach, z których jedne są łatwiejsze, a inne już o wiele trudniejsze, oczywiście w zależności od wybranej perspektywy.

 

Dla sojuszu TS-TG-TV/CD problematyczny jest sojusz z fetyszystami. Niemniej z etycznego punktu widzenia jest bardzo istotne to, żeby definiując ten ruch jako ruch osób transpłciowych nie tworzyć pojęcia transpłciowości opartego na resentymencie do innych fenomenów transpłciowości. Nie tworzymy więc LGBTQIAOH, ale nie mówimy też, że nikt poza TS-TG-TV/CD nie jest transpłciowy, bo to nie jest uczciwe.

 

Poza tym ja też uważam, że dopóki nie wiąże się to z wykluczeniem, należy podchodzić do działań utylitarnie. Nie miejmy jednak iluzji, że pojęcia należy raz na zawsze ustalić i że własnie to cokolwiek ułatwi. Dyskusja o pojęciach była i dwa lata temu, i jest teraz, i na pewno nigdy się nie skończy. Jak pisałem w poprzednim poście, pojęcia zaproponowane przez Wiktora w tym nowym artykule uważam za bardzo obiecujący ruch w kierunku bardziej radykalnej perspektywy transgender w Polsce. 

Re: T jak trans... Opowieść o enigmatycznej literze 2009.10.04, 21:10
[autor]

Określenie "osoby nieheteroseksualne" w tym kontekście nie jest za dobre, bo (podobnie jak termin "transSEKSualizm") może w potocznym odczuciu spychać osoby transpłciowe w stronę jakichś takich dziwolągów z problemami łóżkowymi (dobra, tu już wyszło mi BARDZO potoczne ujęcie...). A przecież tu nie ma jednoznacznego połączenia, istnieją osoby transpłciowe, które są homo- lub biseksualne z punktu widzenia płci psychicznej. Aseksualnych jeszcze nie spotkałam, ale i takie z pewnością istnieją. Zresztą taki schemat i tak nie wyczerpuje bogactwa ludzkiej seksualności.

Przecież i tak w przekonaniu wielu osób osoby transpłciowe to zwykłe cioty i lesby, które nie potrafią znieść swojej orientacji i są gotowe dać sobie uciąć, byle żyć w związku heteroseksualnym. Nie chcę próbować wejść do głowy konserwatysty i zapytać, czy to w jego odczuciu lepiej, czy właśnie gorzej (jeszcze gorszy dziwoląg, niż gej czy lesbijka - dla wielu konserwatystów osoby wręcz znajome, skoro myśli o nich całymi dniami ;)). Tylko warto trochę odciąć transpłciowość od seksualności, pokazać, że tu nie chodzi o seks, tylko o poczucie własnej tożsamości.

 

PS. A poza tym termin "transpłciowość" na poziomie czysto słownym bardzo mi się podoba. Takie ładne, naturalnie brzmiące, polskie słówko.

Re: T jak trans... Opowieść o enigmatycznej literze 2009.10.04, 21:48
[autor]

Mówiąc o heteronormatywności jako o przynajmniej jednej wspólnej przyczynie opresji nie chodzilo mi o nieheteroseksualność, tylko o myślenie kategoriami dwoistości i "przyciągania przeciwnych biegunów".

 

Perspektywa transgender rzeczywiście w pewien sposób "odcina" płciowość od seksualności, ale weź pod uwagę, że inne perspektywy też powinny mieć prawo głosu i jedna z nich nie powinna bezkrytycznie zakładać, że oddzielenie płciowości od seksualności w publicznym wystąpieniu jest dla wszystkich osób najlepsze.

 

Perspektywa transgender formułuje przekaz, pod którym występują podmioty występujące ze swoją różnorodną tożsamością płciową i nie tłumaczące tego preferencjami seksualnymi/partnerskimi. Nie ma tu przymusu "likwidacji" seksualnosci w ogóle, ale po prostu nie mówi się tu o niej w argumentacji politycznej. W praktyce jednak (i to jest już krytyka perspektywy transgender) często pojawiają się w takiej sytuacji problemy z wyrażeniem seksualności: w zależności od tego, kto w danym środowisku będzie miał większą siłę przebicia i większość, bardziej normatywna okaże się w tym środowisku hetero- lub homoseksualność, a biseksualność zostanie prawdopodobnie wykluczona.

 

Innym wątkiem naprowadzającym na krytykę perspektywy transgender jest to, że osoby starszego pokolenia z takich środowisk (określam je prowizorycznie) jak Męskie Lesby czy też Cioty od Violetty, nie do końca dobrze odnajdują się w tej perspektywie, mimo że Wiktor niejako zaprasza je do grona transgenderowego, uwzględniając je w swojej typologii. Problematyczne jest jednak to, iż te osoby, identyfikując się w pewnym momencie z ruchem homoseksualnym i funkcjonujące w ten sposób, nie chcą odrzucać swojej historii w zamian za nowy termin (trangender) i chcą nadal bezwstydnie mówić o sobie w kategoriach lesby lub pedała. W końcu same zapracowały sobie na to swoją bezkompromisowością, żeby używać tych terminów z dumą! 

 

Dlatego też uważam, że skoro transpłciowość jest takim milo brzmiącym terminem, nie zawłaszczajmy jej dla jednej perspektywy i pozostawmy miejscem do podstawienia dowolnej perspektywy. Nie będzie to miejsce wspólne i nie namawiam nikogo do tworzenia Ruchu Transitional Identities and Sexualities. Wydaje mi się, że takie termin jak transpłciowość powinien być po prostu miejscem spotkania a nie zawłaszczenia, podobnie jak Antarktyda :-) Unikając zawlaszczenia, najlepiej zatroszczymy się o dobro tego kontynentu... 

na górę strony  

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj