Znalazłem wiersz...

  liczba postów: 5
na dół strony  
Znalazłem wiersz... 2012.08.04, 00:19

Znalazłem w Internecie taki wiersz:

 

Dla mężczyzn wieczny znak zapytania
Choć wizualnie i sercu dobrze znana
Przez umysł w pełni nieprzebrana
Tylko dzięki urodzie dostrzegana
Na jawie i w snach wychwalana
Może i doceniona, ale czy zrozumiana?

To anioł, nie kobieta- mówią czasem o niej
Jaka zaradna i pracowita, kochana
Nie taka doskonała, bo bez skrzydeł
Lecz wdzięku więcej jej nie trzeba
Dobrocią i czułością po brzegi wypełniona
Jako matka, żona... w rodzinie niezastąpiona

Czasem kusicielka i diablica czarująca
Która spojrzeniem swym zniewala
Na łopatki męskość obala
Zalotnym mrugnięciem powiek
Niewinnym uśmiechem
I już słabną serca w niewolę wzięte

Jest delikatna, opiekuńcza, kochająca
Potrafi być też twarda, zacięta...
Sprawdza się w każdej życiowej roli
Choć życie co dzień ciężaru dokłada
Nie pytając- Czy sobie z tym poradzi...

 

http://www.klamerka.pl/zyczenie-18456.html 

 

Ten tekst utwierdził mnie w przekonaniu, że nie byłem, nie jestem i nigdy nie będę kobietą. Podczas niedawnej awantury mama przekonywała mnie, że jestem babą i mam dużo babskich cech. Kiedy pytałem ją, na czym polega ta moja kobiecość, nie potrafiła zbyt dużo powiedzieć. Podawała tylko dwa argumenty: wygląd zewnętrzny i wybuchowy charakter. Broniłem się, mówiąc, że:

- wygląd się nie liczy (bo rozmawiamy o płci psychicznej)

- wybuchowość to kwestia żeńskich hormonów (no i trudno ją uznać za cechę ewidentnie kobiecą)

Niestety, do mojej mamy nic nie docierało. A ja w dalszym ciągu uważam, że zdecydowanie bliżej mi do faceta niż do niewiasty. ;)

 

Re: Znalazłem wiersz... 2012.10.11, 19:32
Tak patrząc na ten wiersz to ja też raczej kobietą nie jestem, i podobnie było ze mną i moją mamą... ale cóż... życie jest takie dziwne, że mam na wszystko tak strasznie wyjebane jak jeszcze nigdy .-.
Re: Znalazłem wiersz... 2012.10.11, 19:48
[autor]
Jeśli chodzi o charakter to kiedy zdarzało mi się kłócic z moją babcią(ale o jakieś tam drobnostki) to parę razy powiedziała rzeczy w stylu "Zachowujesz się jak typowy mężczyzna"/"Nie możesz byc dziewczyną, bo one nie są takie uparte". Ale cóż, przecież wredne baby też są ;) 
Re: Znalazłem wiersz... 2012.10.11, 20:14
Hehe, taa, to fajne uczucie gdy ktoś porównuje mnie to faceta... ale z drugiej strony czy to normalne że teraz w ogóle nei chce myślec o tym że mógłbym być kiedykolwiek transem? Czy to normalne że obojętne mi jest to czy jestem facetem czy dziewczyną? Co więcej- czuję się obojniakiem, chociaż z wyglądu jestem dziewczyną a często w zachowaniu facetem... kurde, nie potrafię się już określić.
Re: Znalazłem wiersz... 2012.10.12, 11:43

kazik pisze:
Hehe, taa, to fajne uczucie gdy ktoś porównuje mnie to faceta... ale z drugiej strony czy to normalne że teraz w ogóle nei chce myślec o tym że mógłbym być kiedykolwiek transem? Czy to normalne że obojętne mi jest to czy jestem facetem czy dziewczyną? Co więcej- czuję się obojniakiem, chociaż z wyglądu jestem dziewczyną a często w zachowaniu facetem... kurde, nie potrafię się już określić.

 Wiesz, jesteś przede wszystkim bardzo młodą osobą. U każdego z innego powodu pojawiają się myśli oscylujące wkoło płci/ts itd i w różnym wieku. Ja nigdy nie byłem za jak najszybszą terapią poniżej 18,19 roku życia właśnie przez wzgląd na to, o czym piszesz. Zobacz - wydawało Ci się, że to to, a teraz może jakby niekoniecznie, prawda? Istnieją takie osoby(nie do końca wiem jak je nazwać, bo zaraz tu ktoś się przy... że takiego określenia nie ma ;) ), które płci upatrują się głównie w konkretnych zachowaniach, w ubiorze i w całej reszcie skal odcieni szarości i kolorowości zwyczajnych stereotypów. To, że się nie jest wypacykowaną lalką barbie, której temat nr jeden to paznokietki albo karkiem melającym na podwórzu piwskiem, wcale nie oznacza, że należy sobie odmawiać kobiecości albo męskości*. Można też popadać w lekki androgenizm albo po prostu nie ustalać sobie granic w stylu: "a kobieta powinna to", "a facet musi tak". I to nie jest niczym dziwnym, tylko jest po prostu Tobą. 

 Jako, że ja jestem naprawdę prostym człowiekiem - dla mnie diagnoza nie jest rzeczą złożoną z niewiadomo ilu zmiennych. Nie wnikałbym w to czy trzymasz ręce w kieszeniach czy chodzisz w spodniach czy oglądasz horrory z niepokojącą lubieżnością i czy nie masz oporów przed mało higienicznym tygodniem(wg wielu to jest właśnie test na męskość - wujek tirowiec często mi to mówił). 

 Akapit trzeci czyli wreszcie zacznę o ts. To przede wszystkim płeć. Masz problem z zaakceptowaniem swojego wyglądu niezależnie od ilości kilogramów, niezależnie od ubrań. Na zasadzie: niezależnie od tego co zrobie lub nie i tak będzie tragedia? I tak nie potrafię tego nazwać "sobą" i najlepiej tą zewnętrzną powłokę zaniedbać, bo wtedy nie trzeba o niej myśleć rano, wieczorem itd ;) ? Masz poczucie, że wcale nie chcesz zobaczyć co tak naprawdę jest obecnie Twoimi genitaliami(uwierzcie mi, że km nie musi wcale tego "widywać", może ewentualnie widzieć czym to nie jest :P )? Nienawidzisz takich aspektów jak branie kąpieli? Marzysz o tym, żeby nikt nie widział w Tobie atrybutów przypisywanych płci kobiecej(GŁÓWNIE fizycznych)? Żeby kumple traktowali Cię w 101% jak kumpla? To wg mnie są silne podstawy ts. Przede wszystkim odruch wymiotny przed własną fizycznością i marzenia(nie polegające na kwestiach seksualnych czyli np "ale bym brał tą laske co przechodzi) skupione w okół normalnego życia i funkcjonowania jako facet. Co więcej - w wyobraźni od dawna też powinno się to przeżywać, zastanawiać nad tym. To nie jest w końcu takie coś co wyskakuje nagle jak dupa wołowa zza krzaka. To jest Tobą i jest z Tobą od zawsze. A na końcu zakrętu, gdy zaczynasz wspinać się pod górę następuje do tzw "punktu kulminacji" i zazwyczaj totalnej depresji/załamania. I tu się zaczyna walka o "zmianę"(choć tego słowa nie lubię).

 TS to nie jest głównie zbieranie na operacje SRS(pamiętam rozmowy z Tobą) i to nie jest głównie to "jak będą wyglądały moje jaja w przyszłości". Dla mnie, jako ts, zawsze najważniejsze było to, że z każdym, kolejnym krokiem stawałem się po prostu "normalny" "szczęśliwy". Zacząłem nawet lubić swoje zdjęcia, czuć się pewnie i komfortowo w dużym towarzystwie. Przestałem unikać świata i takie tam. Leczenie ts wyleczyło mnie z tego wszystkiego, z czym musiałem zmagać się od najmłodszych lat i myślę, że właśnie takie coś jest najlepszym potwierdzeniem właściwego zdiagnozowania.


* Przykład? Moja Partnerka kipi kobiecością i jest niesamowicie zmysłowa, świetnie się porusza itd itp a mimo wszystko nie dogada się z laskami, które rozmawiają tylko o ciuchach, kosmetykach itd

zmian: 1, ostatnia: itsme_a - 2012.10.12, 11:44
na górę strony  

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj