Czy tranzycja to jedyne panaceum

  liczba postów: 24
UWAGA: Forum Trans-Fuzji zostało zamknięte. Tworzenie i edycja postów nie są już możliwe.

Wszystkich forumowiczów zapraszamy pod nowy adres: http://transpomoc.pl
do naszego własnego, społecznościowego, Wolnego Forum Transowego.

Zawartośc starego forum zostanie zapisana i przeniesiona w nowe miejsce w postaci archiwum.

na dół strony  
Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.22, 09:57
[autor]
Tak się zastanawiam czy czy tranzycja to jedyne wyjście w naszej sytuacji, które pozwoliłoby nam w miarę normalnie funkcjonować . Zastanawiam sie czy są jakieś czynniki , które spowodowałyby , że dysforia , która odczuwamy byłaby na tyle mała , aby pozwoliła nam żyć w naszych biologicznych ciałach? Być może większe zrozumienie społeczne , większa tolerancja społeczna dla naszego zachowania ubioru , stylu bycia.
Wiem że w Tajlandii jest wiele biologicznych mężczyzn ,a wyglądających jak kobiety , którzy nie decyduja się na trwałe zmiany.
Czy jest jakiś główny powód dla którego nie jesteście w stanie żyć w waszym biologicznym ciele?
Dla mnie jest to chyba utrwalony stereotyp mężczyzn i kazde odstępstwo od niego jest bardzo surowo karane przez społeczeństwo.
Nie wiem , ale może mając partnera , który by akceptował nasze przypadłości i wspierał nas , może mogłoby się to udać. Powiem tylko że z miłości ludzie robią na prawdę różne irracjonalne rzeczy.
Założyłam wątek o odwrotnym trędzie niż ten panujący na forum , ale ciekawa jestem waszych opini.
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.22, 10:35
[autor]
anetarosa pisze:
Tak się zastanawiam czy czy tranzycja to jedyne wyjście w naszej sytuacji, które pozwoliłoby nam w miarę normalnie funkcjonować. (...) Być może większe zrozumienie społeczne , większa tolerancja społeczna dla naszego zachowania ubioru , stylu bycia.
To zapewne zależy od osoby i zapewne znajdą się takie/tacy, którym by to pasowało.

Swego czasu zastanawiałam się nad tym i doszłam do wniosku, że gdyby jakieś takie pośrednie etapy były akceptowane społecznie, to w sumie ok, ale jeśli o mnie chodzi, to każdy taki pośredni etap prowadziłby jednak do następnego kroku.
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.22, 12:24
[autor]
anetarosa pisze:
Tak się zastanawiam czy czy tranzycja to jedyne wyjście w naszej sytuacji, które pozwoliłoby nam w miarę normalnie funkcjonować . Zastanawiam sie czy są jakieś czynniki , które spowodowałyby , że dysforia , która odczuwamy byłaby na tyle mała , aby pozwoliła nam żyć w naszych biologicznych ciałach? Być może większe zrozumienie społeczne , większa tolerancja społeczna dla naszego zachowania ubioru , stylu bycia.
Wiem że w Tajlandii jest wiele biologicznych mężczyzn ,a wyglądających jak kobiety , którzy nie decyduja się na trwałe zmiany.
Czy jest jakiś główny powód dla którego nie jesteście w stanie żyć w waszym biologicznym ciele?
Dla mnie jest to chyba utrwalony stereotyp mężczyzn i kazde odstępstwo od niego jest bardzo surowo karane przez społeczeństwo.
Nie wiem , ale może mając partnera , który by akceptował nasze przypadłości i wspierał nas , może mogłoby się to udać. Powiem tylko że z miłości ludzie robią na prawdę różne irracjonalne rzeczy.
Założyłam wątek o odwrotnym trędzie niż ten panujący na forum , ale ciekawa jestem waszych opini.
Nie wydaje mi się, żeby było w tym temacie jakieś "nam". Każda osoba jest inna i każdy może mieć różne powody do zmiany.
Na mnie takich płciowych wzorców nikt nie próbował nigdy narzucić (poza "sugestiami" dziadków, których szybko przestałam odwiedzać) więc nie uważam, żeby dotyczyło mnie to w jakimkolwiek stopniu, czy żeby wszędzie "odstępstwa były surowo karane" jak piszesz.
Ale owszem - wszelkie tego typu stereotypy (czy dotyczące mężczyzn, czy kobiet, czy poszczególnych zawodów) są szkodliwe i nie powinny istnieć.

A akceptacja społeczeństwa jest dla mnie w równym stopniu nieważna, bo to nie "społeczeństwo" drażni moje ciało, tylko mnie.
Główny powód więc byłby niedopasowaniem ciała do psychiki, seksualności i "poczucia siebie".
Co nie jest najgorszą rzeczą jaka może się przytrafić i można tak "żyć", ale nie bez sporej dawki frustracji.
zmian: 1, ostatnia: prolaktynka - 2014.09.22, 12:37
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.22, 15:14
[autor]
Oczywiście nie odradzam nikomu podjęcia terapii, a wręcz przeciwnie , wszystkie osoby młodebez zobowiązań , które wiedzą że nie będą potrafiły żyć zgodnie że swoją biologiczną płcią namawiam do podjęcia leczenia. Ja sama wiem że gdybym 20 lat temu miała ta wiedzę co dzisiaj to już dawno byłabym po korekcie. Ale dzisiaj jestem w zupełnie innej sytuacji i nie jest to takie proste. W zasadzie swoją przemianę zaczęłam od umiejscowienia gdzieś w czasoprzestrzeni siebie jako kobiety. Nie interesuje mnie ,tak jak większość młodych czy będę ładna czy średnio ładna. Bardzej ważne jest dla mnie to czy będę choć trochę szczęśliwsza niż teraz , gdy jestem uwięziona w męskim ciele. Zadaję sobie pytanie , kim będę? Czy będę szczęśliwa , czy też będę kobietą samotną pozbawienią rodziny , prszyjaciół , dziecka . Czy ja udźwignę ciężar takiego życia? Stąd moje pytanie do was. Jest jeszcze jedną rzecz , zauważyłam nie dawno że pomimo mojej dość dużej odporności psychicznej, czasami dopada mnie kryzys , trwa onczasami kilkanaście minut czasami kilka godzin. W pewnym stopniu tracę nad sobą kontrolę i jestem w stanie zrobić rzeczy ,których normalnie bym nie zrobiła, zwłaszcza jak mnie ktoś zdenerwuje. Nie wiem , ale muszę znaleźć sposób żeby jeszcze kilka lat wytrzymać.
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.22, 16:18
[autor]
pamiętam jak dzisiaj kiedy pytałam się sama siebie jedno pytanie które dawało mi do zrozumienia jaka była moja prawda. A mianowicie, zadawałam sobie takie:

Jeśli nie byłoby braku funduszu na zmiany cielesne, i jeśli cały proces tych zmian nie spowodował by niezrozumienia w gronie mych bliskich i przyjaciół, czy chciałabym podjąć się tych zmian.
Odpowiedz była jedyna, "TAK"

Zapewne tolerancja czy raczej brak tolerancji otoczenia jest wielką blokadą. Męskość i kobiecość w większej części świata to błędne zrozumienie płynności płci.

Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.22, 17:36
[autor]
Ja sie waham czy zooperowac sie na kobiete bo wiem ze i tak nie zajde po operacji m do k w ciaze ,czyli najwieksza kobieca przyjemnosc mnie ominie. A samo tylko sex ktory bym przezywal jak kobieta to chyba za malo , zeby miec takie odczucia to wystarczy zostac gejem stylizujacym sie na babe
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.22, 18:08
[autor]
anetarosa pisze:
ważne jest dla mnie to czy będę choć trochę szczęśliwsza niż teraz , gdy jestem uwięziona w męskim ciele. Zadaję sobie pytanie , kim będę? Czy będę szczęśliwa , czy też będę kobietą samotną pozbawienią rodziny , prszyjaciół , dziecka.

Czy ja udźwignę ciężar takiego życia? Stąd moje pytanie do was.

Jest jeszcze jedną rzecz , zauważyłam nie dawno że pomimo mojej dość dużej odporności psychicznej, czasami dopada mnie kryzys , trwa onczasami kilkanaście minut czasami kilka godzin. W pewnym stopniu tracę nad sobą kontrolę i jestem w stanie zrobić rzeczy ,których normalnie bym nie zrobiła, zwłaszcza jak mnie ktoś zdenerwuje. Nie wiem , ale muszę znaleźć sposób żeby jeszcze kilka lat wytrzymać.

Każdy z nas jest inny, ma inną odporność psychiczną, determinację do natychmiastowego działania, wiek, sytuację rodzinno-zawodową, więc nie ma uniwersalnych rad dla wszystkich. Mogę napisać ci tylko, jak sama to sobie wymyśliłam.

Kilka lat temu mogłam zacząć tranzycję na wariata, nie dbając o to, za co ją skończę, gdzie będę mieszkać i z czego żyć.

Nie zdecydowałam się na działanie w taki sposób, uznałam, że muszę mieć zabezpieczenie finansowe i jakąś ogólną wizję życia w trakcie i po zmianie. Że to mi zwyczajnie zwiększy moją pewność siebie i da np. swobodę wyboru miejsca zamieszkania, zrobienia FFS itp. 3-4 lata poświęciłam na to właśnie, słysząc jednocześnie, że mi nie zależy, że skoro nie robię tego natychmiast to jestem TV, który tylko udaje itp. Starałam się tym nie przejmować i robiłam swoje.

Chociaż starałam się działać zachowawczo, to na początku zeszłego roku i tak, z przepracowania i różnych stresów zaliczyłam taki nerwicowo-depresyjny zjazd, jaki mi się jeszcze w życiu nie zdarzył. Gdybym miała w tym momencie jeszcze na głowie rozgrzebaną tranzycję i wynikające z niej problemy, to podejrzewam, że rozjechałabym się wtedy już zupełnie.

Pozbierałam się, naprostowałam kurs i utwierdziłam w przekonaniu, że jazda bez trzymanki jest ewidentnie nie dla mnie. Ale znam też młodych ludzi, którym "działanie na wariata" doskonale wychodzi. Czasem coś odchorują, ale - jeżeli chodzi o tranzycję - są w porównaniu ze mną zdecydowanie do przodu.

Staraj się działać w sposób zgodny ze swoją osobowością i staraj się wpisać jakoś swoje plany odnośnie tranzycji w swoje plany życiowe w ogólności.
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.22, 18:11
[autor]

Myślę, że tak, tym bardziej jak ktoś na prawdę jest TS. Wszelkie próby zmuszania się do życia w ciele w jakim się urodziło i przekonywania się do tego, są tylko niczym więcej jak podświadomym okłamywaniem siebie, że można tak żyć, przez obawy odnośnie reakcji otoczenia i strachu - może coś nie wyjść. Podobnie z możliwością posiadania kogoś. Spowoduje to tylko tłumienie bólu i okłamywanie danej osoby. Skutki tego mogą być nieprzyjemne dla obu stron.


Hmm.. tak teraz myślę. Jeżeli jest się na etapie świadomości swojego ja i wiedzy co można zrobić ze swoim życiem, podejmowanie związków jest bardzo nierozsądne. Może kiedyś, wiele starszych osób nie miało tej wiedzy, jaką mają teraz i jednak postanawiali być z kimś - mieli odmienne podejśćie, przez co wiele takich związków nadal funkcjonuje pomimo zmian.


Warto podejmować choćby najmniejsze kroczki czy te przygotowujące jeżeli nie można jeszcze podjąć leczenia. Wszelkie próby okłamywania się spowodują że będzie się w dużo gorszej możliwości psychicznej i fizycznej, niż przed nimi. Jeżeli osoba jest zbyt zagubiona, to warto iść do jakiegoś konkretnego psycholooga, który pomoże przygotować i uporządkować syf w głowie. Wniosek jeden - po co tracić czas?

Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.22, 18:56
[autor]
girlinthefantasy pisze:
Ja sie waham czy zooperowac sie na kobiete bo wiem ze i tak nie zajde po operacji m do k w ciaze ,czyli najwieksza kobieca przyjemnosc mnie ominie. A samo tylko sex ktory bym przezywal jak kobieta to chyba za malo , zeby miec takie odczucia to wystarczy zostac gejem stylizujacym sie na babe
Stary, jesteś zdrowo .....nięty.

Usuwajcie takie wpisy, bo takie brednie czytają również ludzie spoza branży i myślą, że tak wyglądają myśli transseksualnej kobiety...

Serio, niech ktoś zacznie dbać o higienę tego forum...
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.22, 19:34
[autor]
girlinthefantasy pisze:
Ja sie waham czy zooperowac sie na kobiete bo wiem ze i tak nie zajde po operacji m do k w ciaze ,czyli najwieksza kobieca przyjemnosc mnie ominie. A samo tylko sex ktory bym przezywal jak kobieta to chyba za malo , zeby miec takie odczucia to wystarczy zostac gejem stylizujacym sie na babe

Nie zebym sie czepiala, ale skad to przekonanie, ze najwieksza kobieca przyjemnoscia jest ciaza? Raczej najwieksza mozliwoscia biologiczna ;)

Ja wciaz nie odczuwam potrzeby przezycia tej "przyjemnosci", a lata swoje juz mam. Poza tym wydaje mi sie, ze inaczej jest jednak przezywac seks jako kobieta :)

Co z tego, ze nie zajdziesz w ciaze? Jestem nowa czytelniczka i malo o Was wiem, ale czy naprawde najwiekszym powodem, dla ktorego TS robia operacje na kobiete /mezczyzne jest mozliwosc przezywania tego seksu jako kobieta/ mezczyzna, czy raczej mozliwosc poczucia sie w koncu na zewnatrz tak jak czujecie sie w srodku?
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.22, 19:49
[autor]
anetarosa:
Czy jest jakiś główny powód dla którego nie jesteście w stanie żyć w waszym biologicznym ciele?


Ono mnie obrzydzało. Ale nie od razu, nie aż tak, to przyszło z czasem.


anetarosa:
Nie wiem , ale może mając partnera , który by akceptował nasze przypadłości i wspierał nas , może mogłoby się to udać. Powiem tylko że z miłości ludzie robią na prawdę różne irracjonalne rzeczy.

No robią ale czy dobrze robią robiąc z miłości takie rzeczy?
Nie chciałbym żeby partner mnie wspierał w byciu biologiczną kobietą.


Freji udało się to świetnie ująć:
"ale jeśli o mnie chodzi, to każdy taki pośredni etap prowadziłby jednak do następnego kroku."
myślę że u mnie byłoby to samo. Bo przecież też nie było ze mną tak, że od razu miałem zaplanowane co i kiedy zrobię. Na początku leczenia nie myślałem o SRS, nie wiedziałem nawet czy na pewno zrobię. Dziś nie wyobrażam sobie życia bez tej operacji, nie wiem jak by to było gdybym jej nie zrobił.

Pytanie, które zadajesz jest na tyle trudne, że nie ma i nie będzie na nie jednoznacznej odpowiedzi. Nie potrafię przewidzieć co by było gdyby.


girlinthefantasy:
w ciaze ,czyli najwieksza kobieca przyjemnosc


:D :D :D
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.22, 22:28
[autor]
puma pisze:
Nie zebym sie czepiala, ale skad to przekonanie, ze najwieksza kobieca przyjemnoscia jest ciaza? Raczej najwieksza mozliwoscia biologiczna ;)
To nastolatek z bardzo rozwiniętym fetyszem transwestytycznym w którego skład wchodzi często fascynacja ciążą. Swoją drogą ciekawe skąd to się bierze (choć nie aż tak, żeby zagłębiać się w literaturę seksuologiczną).
zmian: 2, ostatnia: prolaktynka - 2014.09.22, 22:30
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.22, 23:19
[autor]
puma pisze:
czy naprawde najwiekszym powodem, dla ktorego TS robia operacje na kobiete /mezczyzne jest mozliwosc przezywania tego seksu jako kobieta/ mezczyzna
Jest to jeden z powodów. Najistotniejszy chyba nie.
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.22, 23:42
[autor]
freja pisze:
puma pisze:
czy naprawde najwiekszym powodem, dla ktorego TS robia operacje na kobiete /mezczyzne jest mozliwosc przezywania tego seksu jako kobieta/ mezczyzna
Jest to jeden z powodów. Najistotniejszy chyba nie.

raczej na pewno, szczególnie w przypadku km. u mk sam seks to raczej zajebisty dodatek niz podstawa zycia.


Aneta, tranzycja to nie jest jedyna droga. A przynajmniej, tak jak pisze freja, nie jedyna sluszna na chybcika. W swoim czasie przewinelam sie przez spore srodowisko ts, z wiekszoscia osob dawno stracilam kontakt, ale wiem mniej wiecej co sie u nich dalej dzieje. Prawda jest taka, ze wiekszosc z nas gdy juz polapie sie w tym kim jest i ze z tym naprawde mozna cos zrobic to tak sie zachlystuje nowymi mozliwosciami w zyciu, ze na hura leci do lekarza, najlepiej widomo ktorego i bierze pigulki tonami. Bez zadnego pomyslu na dalsze zycie, bez zabezpieczenia, czasem wbrew rodzinie, ktora stanowi jesli nie utrzymanie to zawsze zabezpieczenie, bo po przemianie zdarzyc sie moze milion rzeczy. Widzialam pewne siebie osoby, ktorych sukcesy legly w gruzach po rozpoczeciu leczenia, znam tez pare ktore dopiero dzieki zmianie ustawily sobie jakos zycie. Zmiana nie jest jedynym panaceum, tak naprawde w ogole nie jest panaceum, bo rozwiazuje jeden problem czesto z calej puli, ktore osoby ts zbieraja przez swoje zycie. Z pozostalymi trzeba sobie radzic samemu potem. Kiedys byla tu laska, ktora pisala, ze najgorsze zalamanie przezyla zaraz po obudzeniu sie poop. Nie rozumialam jej, bo przeciez ja tak pragnelam zmiany, dopoki sama tego nie przezylam. Gdy zdalam sobie sprawe, ze osiagnelam cel ktory wydawal sie tak nieosiagalny rok wczesniej przezylam panike, bo nie wiedzialam co dalej.

Nie mowie oczywiscie, ze zmiana jest zla, ja przed nia nie zylam tylko egzystowalam i dla mnie faktycznie byla jedyna sluszna droga. Dla wielu innych tez, ale nie dla wszystkich, kiedys zupelnie nie rozumialam kilku osob tutaj, ktore pisaly o tym jak pragna zmiany, zeby potem nic nie robic. Ale zbyt wiele widzialam porazek, aby zachecac kazdego, wbrew wszystkiemu.

Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.23, 00:25
[autor]
maja_poznan pisze:
Usuwajcie takie wpisy, bo takie brednie czytają również ludzie spoza branży i myślą, że tak wyglądają myśli transseksualnej kobiety...

Serio, niech ktoś zacznie dbać o higienę tego forum...

puma pisze: Jestem nowa czytelniczka i malo o Was wiem, ale czy naprawde najwiekszym powodem, dla ktorego TS robia operacje na kobiete /mezczyzne jest mozliwosc przezywania tego seksu jako kobieta/ mezczyzna, czy raczej mozliwosc poczucia sie w koncu na zewnatrz tak jak czujecie sie w srodku?

A wydawało mi się, że maja przesadza... ;)
Post jak na życzenie.

Transfuzja nie powinna się reklamować jako forum dla osób TS, bo takowym nie jest. Faktycznie szerzy to dezinformację. Ale może o to właśnie chodzi tej organizacji?
zmian: 4, ostatnia: prolaktynka - 2014.09.23, 00:31
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.23, 09:46
[autor]

To ze większość kobiet pragnie mieć dzieci to jest raczej normalne. Oczywiście sama ciąża i poród do przyjemności nie należą .Pamiętam moją rozmowę ze starsza siostrą gdy miałam może 5 lat rozmawiałyśmy jakie dałybyśmy imiona swoim dzieciom, miałyśmy ich chyba po czworo i było to dla nas zupełnie naturalne.



Jedno jest dla mnie pewne , że świat mężczyzn to nie mój świat. Nie potrafię się w nim odnaleźć , ciężko mi się w nim poruszać, czasami jest wręcz niezrozumiały. Świat kobiet jest mi o wiele bliższy i to jest świat w którym chciałabym żyć.
Żyję w nostalgii goniąc za marzeniami z dzieciństwa, a gdy sie do nich zbliżam to zwalniam bieg i pozwalam im się oddalić . Czuję że każdy kolejny krok o który się do nich zbliżę pociągnie radykalne zmiany w moim życiu na , które jeszcze nie jestem gotowa.
Dzięki wszystkim za wypowiedzi , forum to w zasadzie jedyne miejsce gdzie mogę poznać opinie osób podobnych do mnie . Brakuje mi jeszcze wypowiedzi jednej osoby X-D mam nadzieje ze sie doczekam!
Jestem hybrydą myślę jak kobieta , a wyglądam jak mężczyzna , muszę opowiedzieć sie za którąś stroną, nie można żyć po środku. Muszę coś przedsięwziąć , albo gonić za marzeniami w nieskończoność, albo zaplanować ich realizacje i je zrealizować.
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.23, 18:44
[autor]
Nie jestem TS, ale powiem, jak to wygląda z mojej perspektywy jako genderqueera (swoją drogą... jest na to jakieś polskie określenie?).
Przed hormonami nie do wyobrażenia było dla mnie życie według płci biologicznej - obrzydzała mnie sama w sobie, o związanej z nią roli społecznej nie wspominając. Teraz ją lubię, nawet bardzo (płeć, nie rolę). Jeśli ktoś przeniósłby się w czasie i zacytował mi to stwierdzenie, to pewnie zostałby wyśmiany. A teraz? Gdyby zrobiono mi restart i przywrócono mnie do stanu sprzed terapii, podjęcie decyzji co do jej rozpoczęcia byłoby dla mnie jeszcze trudniejsze niż wtedy, z mocną dysforią, co nie znaczy, że pozbawiła mnie ona racjonalnego rozpatrywania za i przeciw. Właściwie obecnie najlepszym rozwiązaniem dla mnie byłaby możliwość dowolnego krążenia między płciami. Ale że takowa nie istnieje - próbuję się określić i wychodzi na to, że przez większą część czasu bliżej mi do męskiej, przynajmniej pod względem roli pełnionej w społeczeństwie, toteż do niej dążę, a żeby nie mącić innym w głowach, kobiecą część zostawiam dla siebie (zresztą jest jeszcze jeden powód: dla mnie to w jakiś sposób bardzo intymne i kiedy jakiś cis/ciska traktuje mnie jak dziewczynę, gdy akurat wyraźnie sobie tego nie życzę, to czuję się, jakby rozbierał mnie mentalnie, delikatnie ujmując). Nie chciałoby mi się kłócić i po raz kolejny, tym razem z postronnymi osobami, przerabiać kwestii ''może się mylę, skoro...''. Zresztą pewnie od razu lekarz stwierdziłby, że leczenie jest nie dla mnie, gdyby się dowiedział, że nie jestem podręcznikowym przykładem transseksualizmu, że w ogóle nie jestem transseksualistą, tylko jakimś tworem ''po środku''.
Raczej nie umiem sobie wyobrazić swojego życia jako kobieta. No, wizualnie jak najbardziej i to z przyjemnością, nawet czasem lubię używać żeńskich końcówek (w głowie/na niektórych forach) - ale wygląd i końcówki nie determinują bycia kobietą bądź nie. Oczywiście gdyby nie było możliwości leczenia, to pewnie udało by mi się funkcjonować w miarę dobrze, choć podejrzewam, że ciągle towarzyszyłby mi dyskomfort, który skutecznie psułby nastrój. Czyli przykładowo dla mnie tranzycja nie jest panaceum. Jest czymś, co ułatwia mi życie (w teorii, bo z obecnym otoczeniem i dokumentami bynajmniej prościej nie jest), ale nie jest do niego niezbędna.
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.23, 19:08
[autor]
prolaktynka pisze:
Transfuzja nie powinna się reklamować jako forum dla osób TS, bo takowym nie jest. Faktycznie szerzy to dezinformację. Ale może o to właśnie chodzi tej organizacji?
To nigdy nie było forum TYLKO dla osób ts. Nie bardzo jest to też forum samej TF i docelowo forum i strona fundacji mają być rozdzielone. A co do fantazyjnego gościa, no to owszem, męczący bywa, ale w sumie nie łamie żadnego punktu regulaminu, a zakazu gadania od rzeczy, póki co, tam nie ma.
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.23, 23:18
[autor]
anetarosa pisze:
Tak się zastanawiam czy czy tranzycja to jedyne wyjście w naszej sytuacji, które pozwoliłoby nam w miarę normalnie funkcjonować . Zastanawiam sie czy są jakieś czynniki , które spowodowałyby , że dysforia , która odczuwamy byłaby na tyle mała , aby pozwoliła nam żyć w naszych biologicznych ciałach? Być może większe zrozumienie społeczne , większa tolerancja społeczna dla naszego zachowania ubioru , stylu bycia.
Wiem że w Tajlandii jest wiele biologicznych mężczyzn ,a wyglądających jak kobiety , którzy nie decyduja się na trwałe zmiany.
Czy jest jakiś główny powód dla którego nie jesteście w stanie żyć w waszym biologicznym ciele?
Dla mnie jest to chyba utrwalony stereotyp mężczyzn i kazde odstępstwo od niego jest bardzo surowo karane przez społeczeństwo.
Nie wiem , ale może mając partnera , który by akceptował nasze przypadłości i wspierał nas , może mogłoby się to udać. Powiem tylko że z miłości ludzie robią na prawdę różne irracjonalne rzeczy.
Założyłam wątek o odwrotnym trędzie niż ten panujący na forum , ale ciekawa jestem waszych opini.
Czytałam Twoje słowa wiele razy i zastanawiam się czy można tak prosto na to odpowiedzieć i raczej wątpię. Wydaje mi się, że wiem co masz na myśli, ostatnio też mam pewne problemy z którymi sobie nie bardzo wiem czy poradzę. Podstawowe pytanie czy dam radę coś poświęcić i co to będzie. A nie chcę poświęcać niczego bo jedno i drugie jest dla mnie wszystkim. Czy da się żyć bez terapii? Pewnie tak ale ile to nas będzie kosztować i czy damy radę, tego nikt nie wie. Ani jakie to będzie życie, niby daliśmy radę do tej pory więc powinniśmy dać radę i dalej ale..., właśnie to ale, ale skoro znaleźliśmy się tu gdzie jesteśmy to też o czymś świadczy. Być może zbliża się próg. To tak jak kiedyś pisałam z moją metaforyczną paplaniną o pociągu, który odjedzie a my albo z nim albo popatrzymy jak odjeżdża. Co byśmy nie wybrali to ścieżka nie obrana na zawsze zostanie nie wiadomą, czy zrobiliśmy dobrze czy też nie. Może przy zrozumieniu i wsparciu społecznym dało by się, gdyby nikt nie wymagał od nas zachowań zgodnych z wyglądem, ale szczerze w to nie wierzę, ale pozostaje jeszcze nasza kwestia. Czy zdołamy zapanować nad pragnieniem normalnego wyglądu zgodnego z tym co w głowie a przede wszystkim sercu. Ja nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie. Ale najgorsza myśl to ta, że ewentualne zmiany zmienią także to czego zmieniać nie chcemy a co niestety może ulec zmianie i chyba wiesz co mam na myśli. Co do kryzysów to moje trwają nawet po kilka dni a najdłuższy trwał kiedy usunęłam konto. Więc to chyba normalka ;-) ja w tych chwilach czasami nawet próbuję sobie obrzydzić to wszystko i znaleźć dowód na to że ten cały ts to wymysł zarabiających na tym grubą kasę i rozkapryszonych znudzonych swoją egzystencją ludzi. Ale jakoś to nie pomaga za bardzo a przynajmniej na krótko.

anetarosa pisze:
Muszę coś przedsięwziąć , albo gonić za marzeniami w nieskończoność, albo zaplanować ich realizacje i je zrealizować.

No właśnie albo gonić albo dogonić ;-) zauważ, że nie napisałaś zrezygnować.

Pewnie jak zwykle na gmatwałam niezrozumiale.
Re: Czy tranzycja to jedyne panaceum 2014.09.24, 02:02
[autor]
anetarosa pisze:
Pamiętam moją rozmowę ze starsza siostrą gdy miałam może 5 lat rozmawiałyśmy jakie dałybyśmy imiona swoim dzieciom, miałyśmy ich chyba po czworo i było to dla nas zupełnie naturalne.
Warto wiedzieć... U mnie to było niejako odwrotnie: w tym samym wieku przeczytałam dwie książeczki o tym, "skąd się biorą dzieci" i zaczęłam deklarować wszem i wobec, że nie chcę mieć dzieci. Nie przypominam sobie ani chwili innego zdania.
na górę strony  

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj