Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa

  liczba postów: 16
UWAGA: Forum Trans-Fuzji zostało zamknięte. Tworzenie i edycja postów nie są już możliwe.

Wszystkich forumowiczów zapraszamy pod nowy adres: http://transpomoc.pl
do naszego własnego, społecznościowego, Wolnego Forum Transowego.

Zawartośc starego forum zostanie zapisana i przeniesiona w nowe miejsce w postaci archiwum.

na dół strony  
Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.04.24, 20:28
[autor]
Dzień dobry:)

Nazywam się Monika i studiuję psychologię. Należę do koła naukowego seksuologii UŚ które to organizuje I Ogólnopolską Konferencję Transgender Transdyscyplinarnie, tak więc tematyce codziennej rzeczywistości osób transseksualnych przyglądam się intensywnie od kilku miesięcy. Inspiracją dla moich własnych badań była historia pewnego k/m, który podczas wizyty ginekologicznej został wyjątkowo nieprzyjemnie potraktowany przez lekarza. Zastanawiając się nad tym, czy był to smutny wyjątek czy zdarzenie bardziej powszechne postanowiłam poprzyglądać się tej kwestii.

Dlatego zwracam się z uprzejmą prośbą o wypełnienie ankiety, której będą podstawą pracy naukowej zaprezentowanej na wspomnianej wcześniej konferencji i która być może zaowocuje rzuceniem większej ilości światła na ten temat.

Ankieta adresowana jest do osób transseksualnych typu K/M.

Każde wypełnienie jest dla mnie na wagę złota, tak więc z góry dziękuję za poświęcony mi czas.

Oto link do ankiety:
http://www.ebadania.pl/e66b6d2033a83cc2
Re: Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.04.24, 21:34
[autor]

Super inicjatywa i bardzo dobrze opracowane pytania :)


Moniko, pozwoliłem sobie wrzucić Twoje ogłoszenie na Facebooka i czat, żeby zwiększyć jego zasięg :)

Re: Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.04.24, 23:43
[autor]
Dziękuję serdecznie:)
Jestem wdzięczna za wsparcie i pomoc w rozpowszechnieniu mojej ankiety:)
Re: Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.06.07, 00:30
[autor]

Zaraz, może jestem mało inteligentny ale czemu osoby transseksualne K/M miałyby chodzić do ginekologa? I gdzie jest ta ankieta? Wyświetla się "ankieta nie została jeszcze opublikowana". 

Re: Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.06.07, 01:07
[autor]

Badanie już jest zakończone.



Osoby transseksualne K/M rodzą się z wewnętrznymi i zewnętrznymi żeńskimi narządami płciowymi (jajniki itd.).

Menstruują, czasami boleśnie. Mogą zajść w ciążę. Mogą mieć nadżerki, infekcje bakteryjne pochwy, nowotwory, zakażać się STI. Część z powyższych wymaga współżycia, część nie. 


Diagnoza transseksualizmu u K/M obejmuje badanie ginekologiczne. 

Pod wpływem testosteronu budowa anatomiczna i fizjologia narządów płciowych u K/M się nieco zmieniają, ale część z tych zmian może wymagać wizyty u ginekologa (na przykład atrofia pochwy).

Przed operacją na narządach płciowych, na którą nie decydują się wszyscy K/M, wymagane jest sprawdzenie, czy wszystko jest OK. 


Ciskobiety powinny chodzić do ginekologa co kilka miesięcy. Transmężczyźni też. To, że NIE chodzą, nie oznacza, że nie mają po co.

Re: Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.06.07, 13:41
[autor]
Cóż Marcin masz... niestety rację. Przed 2 operacją z/czy bez brania hormonów powinno się to odbyć choćby dlatego, że przed to wiadomo - standardowa kontrola. A w trakcie kuracji to wszystko szybciej lub wolniej rakowacieje, więc lepiej o tym wiedzieć i mieć kontrolę nad przyszłym życiem. 
Re: Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.06.08, 19:27
[autor]

Odbywać.


Z prezentacji wyników powyższego badania pamiętam, że tylko 5% K/M z próby zgodziło się, że wizyta u ginekologa to zwykła wizyta u lekarza (mogę przekręcać treść pytania), ale i tak żaden nie chodzi do niego regularnie.

Co jest dość niepokojące, jako że naprawdę powinniśmy to robić. Zwłaszcza na hormonach...

Re: Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.06.09, 01:52
[autor]
marcin pisze:

Co jest dość niepokojące, jako że naprawdę powinniśmy to robić. Zwłaszcza na hormonach...

Zależy też ile czasu upłynie od rozpoczęcia przyjmowania hormonów do histerektomii. W moim przypadku to były niecałe 2 lata - wyszedłem z założenia, że nie umrę przez ten czas ;)
Tak poważnie, to masz rację, dziś tez uważam, że ginekolog to zwykły lekarz itp... ale to dziś i dziś mam zupełnie inne podejście do życia niż miałem rozpoczynając leczenie (nie mówiąc już o operacji - teraz to ja sobie mogę mówić, skoro już mnie ten problem nie dotyczy). Mówić trzeba, zachęcać też ale nie dziwi mnie że większość k/m-ów będzie tego unikać jak się da.
Re: Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.06.09, 05:14
[autor]
wendigo pisze:
marcin pisze:

Co jest dość niepokojące, jako że naprawdę powinniśmy to robić. Zwłaszcza na hormonach...

Zależy też ile czasu upłynie od rozpoczęcia przyjmowania hormonów do histerektomii. W moim przypadku to były niecałe 2 lata - wyszedłem z założenia, że nie umrę przez ten czas ;)

Trochę zmieniasz sens mojej wypowiedzi.


Miałem na myśli, że jeśli zdrowe ciskobiety powinny chodzić do ginekologa co kilka miesięcy na kontrolę, to my tym bardziej powinniśmy odwiedzać tego lekarza regularnie. To, że żaden z nas tego nie robi, to już wypadkowa naszego wewnętrznego oporu oraz ignorancjii z całkiem dobrze uzasadnionym przekonaniem o braku ginekologów naprawdę przyjaznych kaemom. 


Tymczasem na Zachodzie...

http://goaskalice.columbia.edu/gynecologist-should-i-continue-transgender-man

http://vaden.stanford.edu/health_library/TransmenHealthConcerns.html

http://www.acog.org/Resources_And_Publications/Committee_Opinions/Committee_on_Health_Care_for_Underserved_Women/Health_Care_for_Transgender_Individuals

http://www.examiner.com/article/trans-men-and-post-hysterectomy-pap-tests


Ciekawa jest dyskusja, czy powinniśmy chodzić do ginekologa PO histerektomii, a jeśli tak, to jakim badaniom powinniśmy się poddawać.

Re: Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.06.09, 15:51
[autor]
Marcin, dziękuję za uświadomienie :))). Zdaję sobie z tego sprawę, myślałem o K/M już po histerektomii a nawet po operacji odtworzenia. Nieprawda, że diagnoza transseksualizmu zawsze obejmuje badanie ginekologiczne. Dalej - jeśli menstruują, to mówimy o osobach na samym początku kuracji albo i przed. Ale też nie zawsze przytrafiają się te wszystkie przypadłości, o których pisałeś. Masz rację, że jeśli ktoś jest jeszcze przed diagnozą nawet i ma problem ginekologiczny, to w sumie powinien się tam wybrać. No ale raczej mężczyźni transseksualni starają się unikać ginekologa, co jest zrozumiałe, o ile nic strasznego się nie dzieje, to po co?  Jeśli ktoś nie decyduje się na operację odtworzenia albo z innych powodów nie może sobie na to pozwolić, to i tak chce funkcjonować jak "normalny" mężczyzna a badanie ginekologiczne może być wtedy doświadczeniem upokarzającym. Nie wspominając o zdziwionych spojrzeniach pań w poczekalni. Ale w sumie pewnie opierasz się na jakichś statystykach i wynikach ankiety, ale przypuszczam, że mężczyzn transseksualnych traktujących ginekologa jak "zwykłego" lekarza, do którego idą bez żadnego stresu jest bardzo niewielu. Natomiast są mężczyźni, którzy za nic w świecie do ginekologa nie pójdą, choćby im wszystko tam nawet odpadło. Czy takich odpowiedzi nie było? Pozdrawiam.     
Re: Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.06.09, 16:58
[autor]
az pisze:
Marcin, dziękuję za uświadomienie :))). Zdaję sobie z tego sprawę, myślałem o K/M już po histerektomii a nawet po operacji odtworzenia. Nieprawda, że diagnoza transseksualizmu zawsze obejmuje badanie ginekologiczne. Dalej - jeśli menstruują, to mówimy o osobach na samym początku kuracji albo i przed. Ale też nie zawsze przytrafiają się te wszystkie przypadłości, o których pisałeś. Masz rację, że jeśli ktoś jest jeszcze przed diagnozą nawet i ma problem ginekologiczny, to w sumie powinien się tam wybrać. No ale raczej mężczyźni transseksualni starają się unikać ginekologa, co jest zrozumiałe, o ile nic strasznego się nie dzieje, to po co?  Jeśli ktoś nie decyduje się na operację odtworzenia albo z innych powodów nie może sobie na to pozwolić, to i tak chce funkcjonować jak "normalny" mężczyzna a badanie ginekologiczne może być wtedy doświadczeniem upokarzającym. Nie wspominając o zdziwionych spojrzeniach pań w poczekalni. Ale w sumie pewnie opierasz się na jakichś statystykach i wynikach ankiety, ale przypuszczam, że mężczyzn transseksualnych traktujących ginekologa jak "zwykłego" lekarza, do którego idą bez żadnego stresu jest bardzo niewielu. Natomiast są mężczyźni, którzy za nic w świecie do ginekologa nie pójdą, choćby im wszystko tam nawet odpadło. Czy takich odpowiedzi nie było? Pozdrawiam.     

Wiadomo że ginekolog stresuje jak cholera, może wywoływać ataki paniki, przypominać traumy i tak dalej. To czy ktoś idzie czy nie, jest wyborem indywidualnym każdej osoby. Ty pytasz po co.

Otóż ciało ludzkie ma tendencję do sypania ;) . Nawet jak nie ma menstruacji, atrofia nie występuje i wszystko wygląda fest. Zawsze coś innego może się przypałętać - jakaś infekcja, zapalenie czy wirus. Osobiście, złapałem raz coś poprzez używanie tej samej toalety (czystej, regularnie dezynfekowanej) i wymagało to leków wypisanych przez ginekologa. Urolog takimi rzeczami się nie zajmuje, inszy lekarz też.
Re: Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.06.09, 18:40
[autor]
az pisze:
No ale raczej mężczyźni transseksualni starają się unikać ginekologa, co jest zrozumiałe, o ile nic strasznego się nie dzieje, to po co?  Jeśli ktoś nie decyduje się na operację odtworzenia albo z innych powodów nie może sobie na to pozwolić, to i tak chce funkcjonować jak "normalny" mężczyzna a badanie ginekologiczne może być wtedy doświadczeniem upokarzającym. Nie wspominając o zdziwionych spojrzeniach pań w poczekalni. Ale w sumie pewnie opierasz się na jakichś statystykach i wynikach ankiety, ale przypuszczam, że mężczyzn transseksualnych traktujących ginekologa jak "zwykłego" lekarza, do którego idą bez żadnego stresu jest bardzo niewielu. Natomiast są mężczyźni, którzy za nic w świecie do ginekologa nie pójdą, choćby im wszystko tam nawet odpadło. Czy takich odpowiedzi nie było?  

No tak, 5% z badanej próby traktuje jako zwykłą wizytę (a i tak nie chodzą). Reszta ma bardziej TS-owe opinie, aczkolwiek nie pamiętam ich odpowiedzi i rozkładu procentowego.


To, że badanie ginekologiczne może być dla faceta doświadczeniem upokarzającym, jest jasne. Jasne jest też, że zdziwione spojrzenia pań w poczekalni fajne nie są. Dodatkowo czasami można zwyczajnie nie być przyjętym, bo ktoś podejmujący decyzję nigdy o osobach trans nie słyszał.


Natomiast nasze emocje, niewiedza otoczenia czy chęć funkcjonowania jako mężczyzna nie są magiczną tarczą przed chorobami. Nie uchronią nas przed infekcjami, zmianami nowotworowymi, wirusami. Choć część z nas by tego chciała, nasze macice, jajniki czy pochwy nie funkcjonują w oderwaniu od reszty organizmu - i coś, co początkowo będzie ich problemem (więc niech tam sobie odpada na zdrowie) może nagle okazać się problemem globalnym, wymagającym dużo bardziej intensywnej opieki niż rutynowa wizyta u ginekologa. Co gorsza, wielu transmężczyzn ma zerowy kontakt z tymi częściami ciała i udaje, że nie istnieją - co utrudnia zdiagnozowanie problemu na czas. 


Na Zachodzie istnieją lekarze świadomi naszego istnienia i specyficznych potrzeb, co bardzo ułatwia poddawanie się badaniom. Tu ich nie ma, ale akurat to można zmienić.

Re: Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.06.09, 20:09
[autor]
ążmarcin pisze:
az pisze:
No ale raczej mężczyźni transseksualni starają się unikać ginekologa, co jest zrozumiałe, o ile nic strasznego się nie dzieje, to po co?  Jeśli ktoś nie decyduje się na operację odtworzenia albo z innych powodów nie może sobie na to pozwolić, to i tak chce funkcjonować jak "normalny" mężczyzna a badanie ginekologiczne może być wtedy doświadczeniem upokarzającym. Nie wspominając o zdziwionych spojrzeniach pań w poczekalni. Ale w sumie pewnie opierasz się na jakichś statystykach i wynikach ankiety, ale przypuszczam, że mężczyzn transseksualnych traktujących ginekologa jak "zwykłego" lekarza, do którego idą bez żadnego stresu jest bardzo niewielu. Natomiast są mężczyźni, którzy za nic w świecie do ginekologa nie pójdą, choćby im wszystko tam nawet odpadło. Czy takich odpowiedzi nie było?  

No tak, 5% z badanej próby traktuje jako zwykłą wizytę (a i tak nie chodzą). Reszta ma bardziej TS-owe opinie, aczkolwiek nie pamiętam ich odpowiedzi i rozkładu procentowego.


To, że badanie ginekologiczne może być dla faceta doświadczeniem upokarzającym, jest jasne. Jasne jest też, że zdziwione spojrzenia pań w poczekalni fajne nie są. Dodatkowo czasami można zwyczajnie nie być przyjętym, bo ktoś podejmujący decyzję nigdy o osobach trans nie słyszał.


Natomiast nasze emocje, niewiedza otoczenia czy chęć funkcjonowania jako mężczyzna nie są magiczną tarczą przed chorobami. Nie uchronią nas przed infekcjami, zmianami nowotworowymi, wirusami. Choć część z nas by tego chciała, nasze macice, jajniki czy pochwy nie funkcjonują w oderwaniu od reszty organizmu - i coś, co początkowo będzie ich problemem (więc niech tam sobie odpada na zdrowie) może nagle okazać się problemem globalnym, wymagającym dużo bardziej intensywnej opieki niż rutynowa wizyta u ginekologa. Co gorsza, wielu transmężczyzn ma zerowy kontakt z tymi częściami ciała i udaje, że nie istnieją - co utrudnia zdiagnozowanie problemu na czas. 


Na Zachodzie istnieją lekarze świadomi naszego istnienia i specyficznych potrzeb, co bardzo ułatwia poddawanie się badaniom. Tu ich nie ma, ale akurat to można zmienić.

Zgadzam się z tobą w zupełności. Tym bardziej jeśli, jak piszesz, mężczyźni transseksualni mają zerowy kontakt z tymi częściami ciała i udają, że nie istnieją, to wizyta u ginekologa może być traumą. Albo gdy sami mają jakiś tam kontakt z "unwanted private parts" ale skoro wyglądają na genetycznych mężczyzn, to nie chcą, żeby ktoś inny wiedział, że nie są, oglądał ich nago lub badał ich ginekologicznie, co w ich mniemaniu może zrównywać ich z kobietami. Wiesz, masz kobiece ciało, nie akceptujesz go, ale nikt się nie zdziwi, jeśli pójdziesz do ginekologa. A później, wyglądasz na 100% faceta, funkcjonujesz jako mężczyzna w społeczeństwie, nikt tego nie poddaje w wątpliwość, a ty nagle idziesz na badanie ginekologiczne. Sądziłem, że dla większości facetów byłaby to sytuacja nie do przyjęcia, no chyba że już naprawdę nie byłoby wyjścia. Ponadto większość społeczeństwa, nawet "tolerancyjnego" od razu po przyswojeniu sobie tej wiedzy zmienia swoją percepcję danej osoby, lekarze również. Taka ludzka natura, wszyscy mamy tendencję do zakładania czegoś z góry i oceniania, choćby automatycznie.

Co więcej, czym innym jest powiedzieć np. lekarzowi rodzinnemu, że jesteś trans, czym innym pokazać co masz między nogami przy innej nieginekologicznej chorobie, a jeszcze czym innym dać się zbadać, w sumie jak może tylko kobieta, co może niektórym mężczyznom zaburzyć budowaną przez tyle lat pewność siebie.  

Poza tym na pewno są transseksualiści, którzy nie mają/ nie mieli żadnych problemów ginekologicznych i nigdy, że tak powiem, ginekologa na oczy nie widzieli, chyba że ich mijał na ulicy, albo poszli towarzyszyć swojej partnerce :).

Re: Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.06.09, 20:48
[autor]
az pisze:

Albo gdy sami mają jakiś tam kontakt z "unwanted private parts" ale skoro wyglądają na genetycznych mężczyzn, to nie chcą, żeby ktoś inny wiedział, że nie są, oglądał ich nago lub badał ich ginekologicznie, co w ich mniemaniu może zrównywać ich z kobietami.


W ich mniemaniu. To dobre określenie.


az pisze:
czym innym jest powiedzieć np. lekarzowi rodzinnemu, że jesteś trans, czym innym pokazać co masz między nogami przy innej nieginekologicznej chorobie, a jeszcze czym innym dać się zbadać, w sumie jak może tylko kobieta, co może niektórym mężczyznom zaburzyć budowaną przez tyle lat pewność siebie.

Dlatego właśnie te zachodnie teksty podkreślają znaczenie znalezienia zaufanego, otwartego etc. lekarza, który zapewniłby mężczyznom transseksualnym maksymalny komfort.

Natomiast to: "w sumie jak może tylko kobieta" nam szkodzi. Skoro istniejemy, nie tylko kobiety można badać w ten sposób. Chyba że sami uważamy się za kobiety, a nie za mężczyzn.   

To nie badanie samo w sobie burzy nam pewność siebie, tylko nasze uwewnętrznione przekonanie, że są jakieś czynności, słowa, części ciała, myśli etc., które są w stanie nas ukobiecić. Naprawdę dobry lekarz powinien przekonać pacjenta swoim zachowaniem, że wcale tak nie jest.  


az pisze:
Ponadto większość społeczeństwa, nawet "tolerancyjnego" od razu po przyswojeniu sobie tej wiedzy zmienia swoją percepcję danej osoby, lekarze również. Taka ludzka natura, wszyscy mamy tendencję do zakładania czegoś z góry i oceniania, choćby automatycznie.

Niekoniecznie musi tak być :) Mam ileś takich doświadczeń, że ktoś sobie niby przyswoił jakąś wiedzę, ale nie umiał jej odnieść do innych faktów. 

Przykład: ktoś może wiedzieć, że są transseksualni mężczyźni i nie rozumieć, że powinniśmy chodzić do ginekologa albo że jesteśmy - przynajmniej przez pewien czas - fizycznie zdolni do urodzenia dziecka.

Mam za sobą iks doświadczeń coming-outowych, po których ludzie w ogóle nie pamiętali, że jestem trans i że cokolwiek może z tego wynikać oraz takie, że mówiłem, że jestem transseksualny, a oni zakładali, że w takim razie jestem biologicznym mężczyzną. 

Jasne, że to tylko część doświadczeń - natomiast wcale nie jest powiedziane, że ludzie zmieniają swoją percepcję na amen i że jeden detal z naszego życia nagle sprawi, że na wieki wieków amen będziemy dla nich kobietami. To raczej nasz lęk, że tak właśnie zawsze bądź w przeważającej większości będzie się działo.

Ostatnio robię czasami tak, że jeśli widzę, że ktoś może w przyszłości pracować z osobami trans (lub na ich rzecz), konfrontuję go z jego ślepotą na różnorodność. Czyli właśnie na przykład uświadamiam, że tak, są mężczyźni z kobiecą anatomią i z tego wynika to, tamto i siamto. I uwierz mi, że dla ludzi to jest szok mimo że doskonale wiedzą kim jestem. Po prostu tego nie łączą, mimo że - z racji zawodu - powinni. I jeśli uświadomię ich co do jednej rzeczy, wcale nie jest powiedziane, że połączą to z drugą i trzecią.

I to, co kiedyś mnie wkurzało, a teraz z tego chętnie korzystam: jeżeli człowiek zadecyduje, że jesteś jakiejś płci, możesz w ramach tej płci zrobić bardzo wiele, a on rzadko kiedy zweryfikuje wstępne założenia.


az pisze:
Poza tym na pewno są transseksualiści, którzy nie mają/ nie mieli żadnych problemów ginekologicznych i nigdy, że tak powiem, ginekologa na oczy nie widzieli, chyba że ich mijał na ulicy, albo poszli towarzyszyć swojej partnerce :).

Ci martwią mnie najmniej. Gorzej, że oni niczym nie odróżniają się od takich, co mają problemy ginekologiczne i o nich nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć.
Re: Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.06.09, 23:02
[autor]

 "Natomiast to: "w sumie jak może tylko kobieta" nam szkodzi. Skoro istniejemy, nie tylko kobiety można badać w ten sposób. Chyba że sami uważamy się za kobiety, a nie za mężczyzn."


Chodziło mi o przeświadczenie badanej osoby, tak jak wcześniej pisałem.


"Dlatego właśnie te zachodnie teksty podkreślają znaczenie znalezienia zaufanego, otwartego etc. lekarza, który zapewniłby mężczyznom transseksualnym maksymalny komfort."


Nie zawsze jest to możliwe. Przykład: trafiasz na ostry dyżur z silnym bólem brzucha, lekarz chce cię zbadać i masz się rozebrać. Z góry zakłada, że jesteś genetycznym mężczyzną i dla wielu facetów już samo to, że lekarz dowie się, że jest inaczej jest dyskomfortem. Nie masz wpływu ma to jak lekarz cię potraktuje ani za kogo cię będzie uważał. Może cię potraktować jak kobietę, może nic to nie zmienić a może ci mówić "proszę pana" ale widzisz, że już inaczej na ciebie patrzy. Są i tacy i tacy lekarze. 


"natomiast wcale nie jest powiedziane, że ludzie zmieniają swoją percepcję na amen i że jeden detal z naszego życia nagle sprawi, że na wieki wieków amen będziemy dla nich kobietami. To raczej nasz lęk, że tak właśnie zawsze bądź w przeważającej większości będzie się działo."


Nie to miałem na myśli. Nie chodzi mi o to, że mówisz komuś o sobie lub idziesz do lekarza - ginekologa czy innego a on od razu zaczyna cię traktować jak kobietę, chociaż i tacy na pewno się trafią. Raczej to jest bardziej subtelne lub niedopowiedziane. Ty wiesz o tym, że można mieć kobiece narządy płciowe i być mężczyzną, ale większość ludzi, w tym i lekarze, rzadko ma do czynienia z transseksualistami i dla nich możesz być (oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie dla każdego) takim "innym" mężczyzną, bo masz pochwę. Jeśli mężczyzna transseksualny jest zadowolony z tego i taki chce pozostać (bo jak pisałeś, nie wszyscy się decydują na operację odtworzenia), to ok., ale jeśli dla kogoś jest dużym problemem to, że wciąż ma pochwę, czy macicę i np. nie ma środków finansowych na dalsze leczenie, a nie chce być takim "innym" tylko "zwykłym" mężczyzną, to wtedy jest sfrustrowany w takiej sytuacji. 

Oczywiście możesz twierdzić, że to wypływa tylko i wyłącznie z uwarunkowań wewnętrznych, że ktoś sam może być niepewny swojej męskości, ale nie jest tak do końca. Takie nastawienie jest powodowane doświadczeniami i reakcjami innych ludzi, z jakimi miało się do czynienia. I nie chodzi tu o słowa, myśli czy czyny, które miałyby świadczyć o czyjejś kobiecości, lecz właśnie części ciała. Nigdy nikt ci nie powiedział: "Nie możesz być mężczyzną, bo przecież masz cycki lub pochwę"? Oczywiście ty wiesz, że mimo to jesteś mężczyzną, ale daje ci to pewien obraz tego, jak myślą inni. Jasne, fantastycznie jest jeśli ma się wokół i trafia się na osoby, które traktują cię jak stuprocentowego faceta, bez względu na to jak wyglądasz i czy masz pochwę czy penisa. Ale wielu ludzi będzie cię traktować jak "połowicznego" faceta. I fajnie też jeśli jesteś na tyle silny, że nie ruszają cię takie teksty.

Ale nawet nie chodzi mi o takie głupawe reakcje, jak ta, którą podałem jako przykład. Raczej o to, że inni wiedzą o tym i inaczej na ciebie patrzą, nawet jeśli nie negują twojej męskości wprost. Rozumiem, że ty nie mówisz o sobie każdemu, np. gdy poznajesz nową osobę, która nie znała cię wcześniej, to nie wolisz, żeby ta osoba myślała, że jesteś genetycznym mężczyzną? A swoją drogą, zdziwiło mnie, że ktoś, komu powiedziałeś, ze jesteś trans mógł uważać cię dalej za biologicznego mężczyznę. Nie wiem w sumie, czy piszesz o swoim coming-oucie jeszcze przed kuracją, gdy wyglądałeś inaczej :) czy już później. Ludzie czasem mylą pojęcia i myślą, że mężczyzna transseksualny to "biologiczny facet, który chce być kobietą". 

 

Re: Ankieta dot.wizyt osób transseksualnych K/M u ginekologa 2013.06.10, 00:28
[autor]
az pisze:

 "Natomiast to: "w sumie jak może tylko kobieta" nam szkodzi. Skoro istniejemy, nie tylko kobiety można badać w ten sposób. Chyba że sami uważamy się za kobiety, a nie za mężczyzn."


Chodziło mi o przeświadczenie badanej osoby, tak jak wcześniej pisałem.


Mhm. Ale po co utrwalać takie przeświadczenie? Żeby ludziom było jeszcze trudniej?


az pisze:

"Dlatego właśnie te zachodnie teksty podkreślają znaczenie znalezienia zaufanego, otwartego etc. lekarza, który zapewniłby mężczyznom transseksualnym maksymalny komfort."


Nie zawsze jest to możliwe. Przykład: trafiasz na ostry dyżur z silnym bólem brzucha, lekarz chce cię zbadać i masz się rozebrać. Z góry zakłada, że jesteś genetycznym mężczyzną i dla wielu facetów już samo to, że lekarz dowie się, że jest inaczej jest dyskomfortem. Nie masz wpływu ma to jak lekarz cię potraktuje ani za kogo cię będzie uważał. Może cię potraktować jak kobietę, może nic to nie zmienić a może ci mówić "proszę pana" ale widzisz, że już inaczej na ciebie patrzy. Są i tacy i tacy lekarze.


DLATEGO te teksty...

Czym innym jest komfortowy wybór sprawdzonego lekarza, na spokojnie, do którego będzie się chodziło na rutynowe badania i który będzie w temacie (na to ma się wpływ), a czym innym jest wyhodowanie sobie problemu, z którym trafi się na ostry dyżur do człowieka zupełnie nie w temacie (na to JUŻ nie ma się wpływu).

Jeszcze tylko żebyśmy mieli tych sprawdzonych lekarzy :/ 


az pisze:
Nie chodzi mi o to, że mówisz komuś o sobie lub idziesz do lekarza - ginekologa czy innego a on od razu zaczyna cię traktować jak kobietę, chociaż i tacy na pewno się trafią. Raczej to jest bardziej subtelne lub niedopowiedziane. Ty wiesz o tym, że można mieć kobiece narządy płciowe i być mężczyzną, ale większość ludzi, w tym i lekarze, rzadko ma do czynienia z transseksualistami i dla nich możesz być (oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie dla każdego) takim "innym" mężczyzną, bo masz pochwę.

Dlatego uważam, że dobrze, żeby ludzie mieli jak najczęściej do czynienia z osobami transpłciowymi, edukowali się, rozbrajali swoje uprzedzenia i umieli zachować. I naprawdę mało kto w moim otoczeniu myśli w kategoriach "innych" mężczyzn.


az pisze:
Oczywiście możesz twierdzić, że to wypływa tylko i wyłącznie z uwarunkowań wewnętrznych, że ktoś sam może być niepewny swojej męskości, ale nie jest tak do końca. Takie nastawienie jest powodowane doświadczeniami i reakcjami innych ludzi, z jakimi miało się do czynienia. I nie chodzi tu o słowa, myśli czy czyny, które miałyby świadczyć o czyjejś kobiecości, lecz właśnie części ciała. Nigdy nikt ci nie powiedział: "Nie możesz być mężczyzną, bo przecież masz cycki lub pochwę"? Oczywiście ty wiesz, że mimo to jesteś mężczyzną, ale daje ci to pewien obraz tego, jak myślą inni.

Oczywiście. Żyjemy w tej samej rzeczywistości. Która jest dla nas nieprzyjazna, sprawia, że czujemy się słabi i zakompleksieni, zmagamy się z byciem nie dość dobrymi mężczyznami etc. Dlatego nie rozumiem, po co potrzymywać tę rzeczywistość - przecież zamiast tego można ją zmienić na bardziej przyjazną. Albo chociażby się od niej odciąć i nie pozwalać, by opinie innych wpływały na własną.

Piszesz dalej o sile - taka siła nie jest nadana odgórnie, nie przychodzi się z nią na świat - bierze się ze świadomej pracy nad sobą.


az pisze:
Rozumiem, że ty nie mówisz o sobie każdemu, np. gdy poznajesz nową osobę, która nie znała cię wcześniej, to nie wolisz, żeby ta osoba myślała, że jesteś genetycznym mężczyzną? A swoją drogą, zdziwiło mnie, że ktoś, komu powiedziałeś, ze jesteś trans mógł uważać cię dalej za biologicznego mężczyznę. Nie wiem w sumie, czy piszesz o swoim coming-oucie jeszcze przed kuracją, gdy wyglądałeś inaczej :) czy już później. Ludzie czasem mylą pojęcia i myślą, że mężczyzna transseksualny to "biologiczny facet, który chce być kobietą". 

 


Mówiłem o coming-outach z ostatniego roku i część właśnie pomyliła pojęcia (co w jednym przypadku wyszło po kilku miesiącach znajomości), a część... cóż, nie wiem co pomyślała, ale widzę, że nie łączą mnie z korektą płci z żeńskiej na męską.


Ogólnie mówię o sobie bardzo różnie. Nie wolę, żeby osoba myślała, że jestem cismężczyzną, bo to ogranicza moją swobodę w rozmawianiu o własnych doświadczeniach, pracy itd., natomiast nie z każdą osobą rozmawiam o swoim życiu prywatnym i zawodowym, więc nie zawsze widzę taką potrzebę. Są też osoby, po których widzę, że temat je kompletnie przerasta - staram się to uszanować. A czasami mówię czym się zajmuję, skąd mi się to wzięło etc. i sprawdzam, czy ludzie potrafią dodać dwa do dwóch. (Najczęściej nie potrafią).

Poza tym zauważam, że moje otoczenie wcale nie traktuje mnie inaczej jeśli się wyoutuję, ale jeżeli spędzam z nimi więcej czasu, wyoutowanie zwiększa mój komfort.  

na górę strony  

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj