Okrakiem na płocie - wyjście z szafy

  liczba postów: 11
UWAGA: Forum Trans-Fuzji zostało zamknięte. Tworzenie i edycja postów nie są już możliwe.

Wszystkich forumowiczów zapraszamy pod nowy adres: http://transpomoc.pl
do naszego własnego, społecznościowego, Wolnego Forum Transowego.

Zawartośc starego forum zostanie zapisana i przeniesiona w nowe miejsce w postaci archiwum.

na dół strony  
Okrakiem na płocie - wyjście z szafy
zobacz komentowany artykuł
Re: Okrakiem na płocie - wyjście z szafy 2009.10.07, 11:49
[autor]
Bardzo piękne, skłaniające do refleksji, rozważania. Dziękuję Zuzka.
Pozwolę sobie zwrócić uwagę na dwa fragmenty:

"Pomijając nawet kwestie etyczne i moralne – warto pamiętać o transakcyjnej wartości wzajemnego dopasowania. Odwzajemnione starania obu stron zawsze będą służyć budowaniu szczęśliwego związku – kolejny banał, tylko że… bardzo prawdziwy."


"Tak jak transka oczekuje umożliwienia jej bycia kobietą, tak samoPerełka – bardzo chce nadal być kobietą u boku swojego mężczyzny."

Cóż więcej można dodać?
Re: Okrakiem na płocie - wyjście z szafy 2009.12.15, 21:21
[autor]

Pozwolę sobie odnieść się do tego samego fragmentu, który zauważyła Lalka. Ja również uważam go za bardzo ważny w tym tekście, tyle że z całkiem innej perpektywy. Uważam bowiem, że to jeden z najgorszych stereotypów, jakie determinują nasze życie.

Ale... zacytujmy Zuzkę:

Warto pamiętać o transakcyjnej wartości wzajemnego dopasowania. Odwzajemnione starania obu stron zawsze będą służyć budowaniu szczęśliwego związku – kolejny banał, tylko że… bardzo prawdziwy.

Czy to banał, czy nie to mało istotne. Ważne, że jest on z gruntu nieprawdziwy. Odwzajemnione starania - moim zdaniem - nigdy bowiem nie służa budowaniu szczęśliwego związku, a jedynie budowaniu związku opartego na wzajemnym uzależnieniu. Jako osoba w tym względzie doświadczona, przeżywająca własnie finito kolejnego swojego związku, dochodzę do wniosku, że mężczyzna i kobieta nie powinni nigdy łączyć się w trwałe związki, gdyż są do tego nieprzygotowani. Nie wiem, czy trwałe związki są przypisane naszemu gatunkowi, czy nie. To kwestia do przedyskutowania. natomiast z doświadczenia i obserwacji wiem, że na ogół ludzie nie są przystosowani do bycia razem dłużej niż przez kilka lat. Po tym okresie związek naturalnie ulega wypaleniu i rozpadowi. Trwanie w nim to właśnie te odwzajemnione starania, które sa najcześciem powodem mniej lub bardziej ukrywanych frustracji obojga partnerów. Zawsze bowiem takie starania - już mniejsza o to, czy odwazjemnione, czy nie - słuzą zaspokojeniu potrzeb partera, które najczęście oznaczają rezygnację z siebie. Związek oparty na wzajemnym dopasowywaniu się to związek oparty na wyzbywaniu się siebie. To chore uzalezniające uczucie. Zrobiłam coś dla ciebie, ty zrób coś dla mnie i na odwrót.  Prawdziwe uczucie  to takie, które jest absolutnie bezwarunkowe: kocham Cię, dlatego, że jesteś. To w życiu bardzo rzadkie. Prawie zawsze coś kupujemy za nasze uczucia i odwrotnie - sprzedajemy coś za uczucia innych. Prawdziwie szcześliwy związek powinien być oparty na bezwarunkowym poszanowaniu odrębności drugiego człowieka jako skończonego i indywidualnego bytu, a zatem na bezwarunkowej akceptacji wszystkich jego potrzeb. A w takim przypadku nie ma oczywiście miejsca na żadne transakcje i odwzajemnione starania. Staram się nie dkatego, by coś za to mieć, ale dlatego, że to wynika z moich pragnień, potrzeb. A jeśli nie wynika, to się nie staram. Ale i wtedy ta druga strona to rozumie i akceptuje. Chociaż to wszystko jest i tak tylko teoretyczne, bo osiągnięcie takiego stanu w życiu jest arcytrudne.

zmian: 2, ostatnia: edyta - 2009.12.15, 21:37
Kocham cię, dlatego że jesteś... 2009.12.15, 22:34
[autor]
 Prawdziwe uczucie  to takie, które jest absolutnie bezwarunkowe: kocham Cię, dlatego, że jesteś.

Ładnie powiedziane. Zgadzam się, że miłość jest bezwarunkowa. Ale czy bycie razem jest/ma być bezwarunkowe? Wydaje mi się, że mówienie "będę z tobą zawsze bez względu na wszystko" jest... trochę ryzykowne. Bo ludzie się zmieniają. Mogę bezwarunkowo kochać kogoś, kto mnie rani, chociaż ta miłość boli, ale będę z z nim tylko pod warunkiem, że przestanie ranić.

Nie wiem, Edyto, czy dobrze Cię zrozumiałam... A bardzo bym chciała dobrze zrozumieć. Bo wydaje mi się, że mówisz o czymś bardzo istotnym... Powiedz jeszcze, jak widzisz (bez)warunkowość w związku (nie w miłości).
zmian: 1, ostatnia: voca - 2009.12.15, 22:36
Re: Kocham cię, dlatego że jesteś... 2009.12.15, 23:40
[autor]

Toteż napisałam, pani Kochana, że w zasadzie jest to sytuacja teoretyczna, bo raczej w życiu nie do osiągnięcia. Aczkolwiek zmierzać do tego ideału na pewno warto.

 

Bezwarunkowość w związku rozumiem zaś tak, że oboje partnerzy uznają bezwarunkowo swoją autonomię i wolność jako odrębnych jednostek. W takiej sytuacji - też poniekąd teoretycznej - nie ma nigdy problemu kompromisu, bo nigdy tego kompromisu nie potrzeba. Każdy robi to, co chce... inaczej - każdy realizuje siebie. Oczywiście do tego potrzeba dwojga naprawdę doskonale rozumiejących się i ufających sobie partnerów.

Edyta, szarlatanko... 2009.12.16, 00:24
[autor]
bez kompromisów? Tak! Ja tak chcę! Może nawet mi się troszeczkę udaje? Coś mi się wydaje, że kompromisy są dobre w przedsiębiorstwie, a w miłości to się szybko mogą zamienić w obojętność. Kompromisy fe! Fe kompromisy.
Re: Edyta, szarlatanko... 2009.12.16, 00:49
[autor]
Otóż to, Pani Kochana, otóż to! Z ust mię to, Pani Szanowna, wyjęłaś. W przedsiębiorstwie, Kochana, w przedsiębiorstwie - owszem, ale przecież życie partnerskie to nie przedsiębiorstwo. 
zmian: 2, ostatnia: edyta - 2009.12.16, 00:50
Dorota, możesz to podsumować?:) 2009.12.16, 02:55
[autor]
Tak się zastanawiam, co na to wszystko powie psycholog... Możemy zapytać naszą dyżurną psycholożkę...:)
Re: Okrakiem na płocie - wyjście z szafy 2010.01.17, 23:51
[autor]
Artykul trafil w moje mysli. Kim jestem, kim sie czuje, kim jestem dla partnerki, jak Ona sie czuje. Najpierw chwila wyjasnienia. Moja partnerka dowiedziala sie o mnie o wiele lat za pozno niz powinna. A pomimo tego okazala sie Kochana, Madra, Wrazliwa Kobieta. Nasz zwiazek jest niewatpliwie znacznie bardziej poglebiony i silniejszy niz kiedykolwiek. Zaluje, ze tyle lat stracilam. Teraz wracam do moich pytan. Kim jestem ? Fizycznie i roli zyciowej facetem czy chce czy nie chce - nie mam specjalnego wyboru. Kim sie czuje - bezwzglednie w kazdym "ulamku" moich mysli czuje sie dziewczyna. A wiec juz mam tak pewno typowy tutaj konflikt osobowosciowy. Kim jestem dla partnerki - facetem. Troche innym bo transujacym do granic akceptowalnosci i niezauwazalnosci przez otoczenie, praktycznie stale, gdyz wtedy jako tako czuje ze moja osobowosc jest poskladana. Teraz zaczyna sie problem. Jak ona sie czuje ? Wielokrotnie mowi, ze mnie akceptuje i kocha, wierze jej. Czasami zadaje jednak pytanie - cytat "Jak bym sie czul, gdyby Ona nosila meska bielizna, czy meskie koszule i garnitury na codzien". Oczywiscie czulabym sie zle, gdyz nigdy nie podobaly mi sie chlopczyce. (zartem, moge powiedziec, ze gdybym chciala przejsc operacje - nie chce - to w LBGT literke T zamienilabym tylko na L), Po takim pytaniu, zaczynam byc drazliwa, zgadzam sie ze jestesmy jako ts chimeryczne, i oczywiscie w manifescie ubieram wylacznie meskie rzeczy - co psuje mi humor do konca dnia. Nie klocimy sie, chyba za bardzo sie kochamy, ale mowie wtedy przykre i nie uczciwe zdania. Potem zaluje, Zauwazam, tu taka mode, ktora sami chyba dla lepszego samopoczucia wprowadzilysmy, ze ts to cos lepszego, bo jestesmy bardziej wrazliwe etc. Nie wiem, moja partnerka wielokrotnie wczesniej niz sama to zaakceptowalam mowila, ze powinnam byc kobieta, ze mam umysl kobiecy etc. Ale jak jest naprawde nie wiem. Moze jestem egoistka ktora naraza swoim transowaniem bezpieczenstwo najblizszych, moze sprowadzam swiat do prostego podzialu to jest meskie a wiec be, a to kobiece wiec :), moze po prostu nie mialam prawa angazowac sie w zwiazek zanim siebie nie zaakceptowalam, bo wtedy partnerka od poczatku by wiedziala "w co wchodzi" bez trzesienia ziemi. W sumie mam duzo watpliwosci i pretensji do siebie. Kocham moja Perelke ktora powtorze, jest Madra, Wrazliwa i w sumie silna Kobieta, ale czuje, ze ja krzywdze. Jezeli sa chwile gdy mam problemy z samoakceptacja to wlasnie w relacji do najblizszej mi osoby, gdyz ja skrzywdzilam. Dlatego Szanowne Perelki, dzieki za pozytywne informacje o swoich zwiazkach z nami, ja tez moge powiedziec, ze nasz jest bardzo silny. My jako ts czy tv pewno tez bedziemy wychwalc "wyjatkowosc" naszych zwiazkow. Ale nie gloryfikujmy naszych zwiazkow Sa pewno 100% faceci wrazliwi, madrzy ktorzy nie maja tych problemow co my. Pewno tacy faceci byliby lepszymi partnerami niz my. Dlatego Perelki i TS/TV czy czasami sie nie oszukujemy, piszac o "pozytywnej" wyjatkowowsci naszych zwiazkow.
 

zmian: 1, ostatnia: adatoniewypada - 2010.01.17, 23:55
na górę strony  

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj