Opowiadanie z pogranicza fikcji i prawdy

Zobacz cały wątek:  portal / śmietnik / Opowiadanie z pogranicza fikcji i prawdy
Re: Opowiadanie z pogranicza fikcji i prawdy 2015.02.22, 16:03
[autor]
silveira pisze:
To może kontynuacja jakaś teraz? *prosi bardzo ładnie* :D

Fetysz

- Myślę, że odnaleźliśmy odpowiedni obiekt badawczy - powiedział rudowłosy, oficer marsjańskich służb specjalnych, stukając różowym tipsem w ekran astrowizora, udającego lusterko otwartej puderniczki.

Jego towarzysz, obrzucił badawczym spojrzeniem łąkę pod lasem, na której przyziemił ich fallokształtny lądownik i przestąpił z nogi na nogę, stukając po trapie obcasami niewygodnych szpilek.

- Jesteś absolutnie pewien? - westchnął, odgarniając z oczu blond grzywkę. - Poprzednim razem również twierdziłeś, że idziemy na pewniaka, tymczasem ledwo uszliśmy z życiem!

- Jedynie przez twój brak profesjonalizmu - odciął się dowódca. - Testowana grupa była już całkowicie pod naszym wpływem. Nie byli nawet w stanie się ruszać i tylko tępo gapili się w nas, niczym zahipnotyzowani. A niektórzy głośno deklarowali nawet gotowość jedzenia nam z ręki!

- Tia... Tylko czemu akurat lodów?

- To nieistotne! Może tu mają akurat taki zwyczaj w sobotę wieczorem. Ważne, że cała, starannie zaplanowana operacja wzięła w łeb, kiedy ze źle dopasowanego stanika wyleciał ci bidon z wodą!

- Wiesz co ja myślę... - żachnął się tamten. Zeskoczył na trawę i skacząc na palcach, by nie zapaść się obcasami w ziemi popędził ku asfaltowej drodze odległej o kilkanaście metrów. W sumie to bardziej podrobił, bo swobodne bieganie poważnie utrudniała mu obcisła, skórzana mini. Stanął na krawędzi szosy i wydobytą z torebki chusteczką higieniczną zaczął wycierać swoje czerwone kozaki.

- Ja myślę, że cała koncepcja naszego kamuflażu jest totalnie do bani. Jak na moje oko, to spece z wywiadu kompletnie dali tym razem d...

Jego dowódca, nie zamierzał najwidoczniej brodzić wśród rosy. Z torby na ramieniu wyciągnął fartuszek antygrawitacyjny, obwiązał się nim w pasie i popłynął w powietrzu śladem podwładnego.

- Już ty tu sobie znowu nie wymyślaj - rzucił, lądując obok niego. - Najlepsi Marsjanie spędzili na oglądaniu kodowanych ziemskich kanałów video wiele tysięcy godzin. Osobiście rozmawiałem z szefem ekipy, która korzystając z tych materiałów, zaprojektowała nasze kostiumy. Zapewniał, że wszyscy w jego wydziale podeszli do sprawy poważnie i z wielkim oddaniem, chociaż nie było wcale łatwo. Wiesz... niektórym do tej pory śnią się te ziemiańskie sapania i jęki. Brrr!

- No nie wiem. - Blondas pokręcił głową, ruszając w kierunki widocznego na horyzoncie miasta.

- Przestań sobie wreszcie szukać wymówek - zakomenderował jego szef, pozbywając się fartuszka i zostając jedynie w błyszczących leginsach. - Kto jak kto, ale taki stary wyga jak ty, powinien zdawać sobie sprawę, że kosmos nie wybacza pomyłek. Jedno nieprawidłowo zapięte ramiączko i zostajesz już na wieki w mroźnej pustce, gdzie nikt nie usłyszy twojego krzyku.

- Nie pora na wątpliwości - kontynuował, narzucając szybsze tempo marszu. - Jesteśmy tutaj i mamy do wypełnienia ważne zadanie. Odszukać wytypowanego osobnika, porwać go i używając fartuszka anty-G i przetransportować na nasz statek celem przeprowadzenia badań.

- I myślisz, że ten ziemniak pozwoli go sobie tak po prostu założyć?

- Założymy mu choćby siłą! A po dostarczeniu na pokład, poddamy kompleksowym badaniom. Musimy poznać gotowość Ziemian do pełnienia uległej roli i możliwości podporządkowania ich naszej rasie, bo Wenusjanie niestety kiepsko sprawdzają się na naszych salonach w roli francuskich pokojówek.

- A jak się dalej będzie stawiał?

- To go na wstępie upokorzymy i złamiemy, ubierając w sukienkę.

- No, musowo! - rozmarzył się blondas.

- Może nawet nie będzie trzeba na siłę. Telemetria rozpoznawcza wskazuje, że obiekt przejawia tendencje do e... krostresingu i fantazji dostosowawczych.

- Brzmi obiecująco - stwierdził białowłosy agent, pokazując jednocześnie palec kierowcy, który właśnie mijał ich, dusząc klakson i ryzykownie wykręcając do tyłu szyję. - Tylko wiesz, żeby znowu nie wyszło tak jak z tymi no... dresiarzami ostatnim razem.

- Drobne potknięcie lingwistyczne - machnął lekceważąco ręką jego dowódca. - Ci cholerni Ziemianie mają tyle języków, że trudno się w tym rozeznać. A poza tym teraz jesteśmy dużo lepiej przygotowani na wszelkie próby oporu.

Z kieszonki torby wyciągnął dezintegrator zakamuflowany pod postacią niepozornego wibratora i celnym strzałem zamienił trąbiącą ciężarówkę wraz z jej nieuprzejmym kierowcą w obłok różowego dymu. Na ten widok obaj zapiszczeli radośnie, podskakując i wymachując rękami.

- Niech tylko spróbują nas tym razem nie posłuchać.

- I nie założyć szpilek.

- I sukienki.

- I fartuszka.

- I połyskujących satynowych ciuchów!

Podbudowani demonstracją marsjańskiej dominacji technologicznej, ruszyli dziarsko w kierunku zabudowań. Zamilkli skupieni na swoim celu, a ciszę przerywał już tylko stukot ich szpilek i gwizd wiatru kółkach ich kolczyków. Dookoła budził się spokojny, wiosenny poranek i tylko fartuszek antygrawitacyjny spoczywający w torbie na ramieniu dowódcy, niczym Strzelba Czechowa cierpliwie czekał na swoją kolej.
zmian: 4, ostatnia: freja - 2015.02.22, 16:23

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj