Zmiana płci za pomocą genów

Zobacz cały wątek:  portal / pytania i propozycje / Zmiana płci za pomocą genów
Re: Zmiana płci za pomocą genów 2012.12.08, 17:16
[autor]
barbwire pisze:
Ja osobiście nie boję się samego GMO. Ale boję Randapu którym zlewaja pola przed posianiem GMO. po za tym w stanach okazało się , że GMO jest tak tanie że koszt produkcji z 1h wzrósł o od 8 do 20%. Sama używam Randapa na chwasty i wiem jaki to żrący środek. I nikt mi nie wmówi że rozkłada się w kilka jakie dzieli zlanie pola i siew.
Co do terapii genowej to naprawdę byłoby super. Pewnie już za 20-40 lat będzie to standard obowiązujący w medycynie. Może tego dożyję.
Chcica masz rację srs naprawdę bardzo boli. Przed samą operacją wkładają ci sondę do kręgosłupa, żeby dodatkowo znieczulić dół ciała bo ból jest tak duży, że nie można podać aż tak mocnej narkozy. Po operacji potwornie bolą nogi kiedy wraca czucie. I cała drżysz z zimna z powodu utraty krwi. Później przez kilka tygodni siadanie jest koszmarem i to tylko wtedy kiedy tak jak ja nie masz żadnych powikłań.
Podsumowują srs ból i coś więcej. Duże coś więcej.

PS. Ponieważ nie jestem chuda ominęła mnie jeszcze jedna atrakcja dostępna tylko dla chudych TSek. Mianowicie cięcie poziome poniżej brzucha.  

Jeśli myślicie że w Tajlandii mniej boli to was rozczaruję. Boli nawet bardziej bo metoda jest bardziej inwazyjna.

Hej, to nie do końca prawda. Poczułam się trochę wywołana do odpowiedzi, bo sama miałam SRS w Tajlandii i pewnie już to wielokrotnie pisałam, ale dla mnie operacja powiększenia biustu była o stokroć bardziej bolesna niż SRS. Szczerze mówiąc ból był minimalny przez cały okres pooperacyjny. Może to kwestia tego, że mam wysoki próg bólu i faktycznie czasami czytam dramatyczne opisy SRS zastanawiając się czemu, ale mnie po prostu nie bolało. SRS miałam 19 grudnia, 24 byłam już na hotelowej kolacji wigilijnej, a 31 grudnia bawiłam się na hotelowym sylwestrze. W międzyczasie zdążyłam pojechać na Khaosan Road w BGK zrobić sobie nowe kolczyki na twarzy. Jedyny bolesny moment który pamiętam, to wyjmowanie takiej rurki z sączkiem i pierwsze zakładanie prawidła (chociaż to raczej nieprzyjemne rozpychanie a nie ból). Kłopotów z siadaniem nie miałam, nic nie bolało, a 12h w samolocie do Warszawy po prostu słodko przespałam. Myślę, że takie opisy doświadczeń są szalenie subiektywnie i mogą dać niektórym złudne poczucie strachu/ekscytacji. Mi się wydaje, że po prostu każda powinna mieć szansę przeżyć to sama, bez sugerowania się emocjami innych. Bo ja wyjazd na SRS wspominam jako tzw. medyczne wakacje :P Było mi fajnie, ciepło, przez kilka dni nieco nieprzyjmenie... ale w gruncie rzeczy pamiętam to jako wakacje :)
Pozdrawiam.

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj