pytanie o potrzebę usuwania całej pochyw przy histerektomii

Zobacz cały wątek:  portal / pytania i odpowiedzi związane z terapią / pytanie o potrzebę usuwania całej pochyw przy histerektomii
Re: pytanie o potrzebę usuwania całej pochyw przy histerektomii 2012.02.17, 23:52
[autor]
barbwire pisze:
 1) zamieniacie się ciałami. I żona nawet nie wie że ty to już nie ty.


2) No niestety na nasze "szczęście" aby być sobą trzeba pokazać że naprawdę tego chcę i jestem gotowa poświęcić wszystko by osiągnąć cel. Bez wysiłku nie byłoby radości z sukcesu.
Zmiana nie jest dla słabych i tchórzliwych.

W sumie to żartowałam, bo jak realnie odbierać na dzis takie marzenia ale ponieważ widzę że odpowiedź jest realna to ja w zasadzie też sie realnie odniosę:

 

1) tak, zamieniamy mózgi i żona na pewno się orientuje bo jej facet będzie myślał inaczej niż ja. Na "plus" bedzie dla NIEJ to że jej facet bedzie po prostu facetem a nie babką- czyli np seks bedzie jak Bozia przykazała. Przystojny facet bedzie, męski w ładnym męskim ciuchu dla niej, bez fochów i żali że chce w sukience iść na ślub znajomych - ja kiedyś na takim weselu się poryczałam, że musze być tam w garniturze a ze złości rozwaliłam głową ściankę gips-karton w jakimś korytarzu przy tej sali weselnej. Miło by JEJ chyba było jakby miała faceta, który bedzie z zadowoleniem odgrywał swoją meską rolę, bo i ona bedzie mogła być wtedy kobietą, adorowaną, dopieszczoną a nie "pseudopsiapsiółą" wysłuchującą wiecznie jeków i żali

 

2) Bardzo szczytna wypowiedź. Zapytaj o odwage i słabości te transki co po zmianie nie mają gdzie mieszkać, nie mają pracy, nie mają rodziny ani bliskich na których można polegać. Zapytaj te które po zmianie popadły w nałogi, depresje i nerwice. Decyzja musi być bardzo przemyślana, bo odwrotu nie ma. Jak sie na starcie nie ma rodziny, bliskich, dorobku, wykształcenia to może do stracenia jest ciut mniej a jak się ma wiecej niż zero to stawka rośnie. Odwagę jest czasem trudno odróżnić od braku wyobraźni (że nie nazwe prościej :) ) i tak jak ja nie pisze, że głupotą jest przechodzić proces zmiany płci, bo przecież przemyślany SRS jest dla wielu osób jedyną szansą na normalne życie. Tak jak podziwiam zawsze osoby które są w trakcie, osoby które to przeszły i im się udało. Tak samo nie chcę czytać że jestem tchórzem czy słaba. Żeby mieć to co mam dziś ujawniło się sporo innych cech mojej osobowości oprócz tchórzostwa i słabości. Moja chyba jedyną słabością jest transeksualizm i jego późne zdiagnozowanie - właśnie z tego powodu, że byłam tak mocna że przez lata udawało mi się zabijać ogromną część mojego ja. Robiłam to siłą woli, pracą i zaciskaniem zebów, nie narkotykami, lekami czy wódą. Osiągnełam jako facet znacznie więcej niż przeciętni rówieśnicy, wiec chyba nie jest najgorzej (choć najpewniej jako kobieta osiągnełabym  to będąc dużo bardziej szczęśliwą). Teraz, jak jestem świadoma siebie to chcę sobie poprawić życie, jak zawsze, nie wypierając się wiedzy i zdolności do jej wykorzystania, które dostałam od losu tak jak transeksualizm. Widze i analizuję wszystkie znane mi zyciorysy TSów i przyznać trzeba - SRS nie jest złotym środkiem i robiąc go, wcześnij postaram sie zaplanować, na tyle na ile się da, w miare kulturalne "lądowanie" po drugiej stronie. SRS to dla wielu transeksualistów (bo nie watpię w ich diagnozy) dopiero poczatek kłopotów. Po euforii "przejscia" przychodzi potrzeba normalnego życia na lata i nagle okazuje sie, że do odnalezienia się w nim nie wystarcza mieć dobrej płci "na ciele" i w dokumentach. Wychodzą wady które przez lata były zagłuszone przez transseksualizm, wady które wielokokrotnie po prostu determinują "przydatność " do życia w społeczeństwie. Słabośc i tchórzostwo? - to są w tym wymiarze sprawy  z całkowicie innej bajki. :)

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj