miłość przed zmianą

Zobacz cały wątek:  portal / nasze związki / miłość przed zmianą
Re: miłość przed zmianą 2013.03.22, 20:52
[autor]
freja pisze:
wicki pisze:
Czy ty wiesz o czym ja w ogóle mówiłam?
Pomyślmy:
- parę razy w życiu malowałam mieszkanie,
- jestem ts m/k i do pracy od jakichś 2-3 lat napędza mnie myśl o SRS (chociaż FFS chyba bardziej).
Tak, myślę, że wiem, o czym mówiłaś :)
Tak ja na saaamym początku jeszcze przed terapią myślałam o FFS, ale jak dowiedziałam się ile to w pzybliżeniu kosztuje i gdzie to trzeba wykonać to byłam w szoku i klnęłam na nasz kraj ponieważ nie można w Polsce wykonać takiego sabiego, na taką skalę na jaką wykonuje się to w Chcago. 
Mam wysokie czoło a na środku wąwóż ( tak czasami mówię w żartach xD )
Mam niezgrabny nos. Tata miał twardą rękę.. Kiedy nie mogłam już zjeść zupy to mnie w niej podtapiał ile razy krew leciała mi z nosa, a takie podtapianie nazywał tałchami. 
Nos również przysworzył mi wiele przykrości bo wielu z moich równieśników się z niego naśmiewało. Nabawiłam się tych kompleksów nie z samej siebie tylko przez ludzi, którzy stale mi go krytykowali. Zaczęłam potem sama myśleć, że coś jest z moim nosem nie tak i był mi uciążeniem.... Na jakiś czas udaje mi się zwalczyć ten kompleks aż całkiem niedawno moja najlepsza przyjaciółka kiedy była u mnie to powiedziała sobie tak całkiem swobodnie przy mojej mamie " No ja jak bym była na twoim miejscu to odkładała bym kasę i z operowałabym sobie nos" uśmiałam się bo nie wiedziałam jak mam się zachować. Moja mama była w szoku choć uwielbiała moją przyjaciółkę. Zawsze kiedy dochodziło do kłótni to najżeżdżała na mój nos i orientacje. W styczniu powiedziała " Chcesz mieć fajnego faceta? To uzbieraj sobie trochę kasy i zrób operację plastyczną nosa i ładnie się ubieraj" Szmata... Przyjaciółka, a znałyśmy się lat i tyle lat razem w szkole i tyle przygód i przeżyć! Już się z nią nie przyjaźnię! 
No i znowu przyszedł czas kiedy zaczęłam myśleć o nosie... 
Lecz teraz jak spojrzę na stare zdjęcia, a te obecne to widzę ogromną zmianę. Teraz czuję się świetnie. Tak jak już mówiłam, musiałabym stać się milionerką by sobie myśleć o różnych zabiegach xD Jest to drogie! Przewartościowałam swoje priorytety i skupiam się na tym na czym mi zależy najbardziej. 
Kiedy już zrobię sobie SRS to wtedy może, ale to na prawdę może zastanwowię się nad jakąś korektą nosa. 
Pokonałam swoje kompleksy. Czoło można zakryć a nos nie jest aż taki zły. Tyle gwiazd show-biznesu mają duże nosy no. Sarah Jessika Parker... Ma oblrzymi nos ( gorszy od mojego) ona ma kasę i nic z nim nie robi, to dlaczgo ja mam coś robić? 
Kwestię nosa uważam za coś co właśnie znajdowałoby się na końcu listy. Z tym nosem mogę żyć, ale nie mogę z penisem. 
Po za tym rozmyślałam nad tym czy jak już się zdecyzuję to czy by nie zrobić sobie "prowizorycznego" FFS w Polsce... Można sobie wybrać co się nam nie podoba... zmniejszyć płat czołowy i przesunąć linię włosów potem, można wziąć się za nos i zrobić sobie własne FFS etapami... Może to wyszło by taniej. 
Po za tym lubię swój typ urody i nie chciała bym się za bardzo go pozbywać, a boje się że po FFS nie poznam siebie xD A chcę wyglądać jak ja a, nie jak nie ja



wicki pisze:
Bo malowanie mieszkania w porównaniu z tym o czym mówłam jest kaszką z mleczkiem....
Zatem tym bardziej nie ma tu co się oglądać na opinie i wybory innych i liczyć to w procentach, tylko samemu wybierać, co nam najlepiej pasuje.
Liczyłam w procentach ponieważ wiele się tu mówi o czuciu się jak prawdziwe kobiety.
To czym jest tak na prawdę prawdziwa kobieta? 
Dla mnie to taka kobieta full service xD z pochwą.
Chcę się czuć wszędzie jak kobieta. Przecież dla mnie czuć się jak mega  prawdziwa kobieta to czuć się jak ktoś kto ma to coś tam na dole. Dlatego powiedziałam że większość prawdziwych kobiet jakimi się czujemy ( dotyczy to też mężczyzn) nie wyobrażała by sobie życia bez ich narządów płciowych.
SRS najlepiej mi pasuję i robię to dla siebie nie dla innych. Zawszę robię po swojemu. 


wicki pisze:
Nikt mnie nie zmusi żebym myślała inaczej i nie pomogą mi gadki typu: To i tak nic nie zmieni, będziesz sfrustrowana, kobietą trzeba się czuć...
Czuję się kobietą, ale nie kompletną! Tyle czy to takie trudne do pojęcia?  
Nikt ci tutaj nie sugerował, że nie uważa cię za prawdziwą kobietę.
Nie mówię tutaj o sobie lecz o tych które w odezwie na moją odpowiedź odnośnie związków zareagowały dość pretensjonalnie. 
To że nie chcę SRS i uważam, że tego nie potrzebuję sprawia, że nie jestem prawdziwą kobietą? I wiesz... Wielkie oburzenie. Tak jak bym oceniała te dziewczyny które nie chcą SRS. Ja wyraziłam swoje zdanie i nie chciałam urazić nikogo. Ja tylko mówiłam  o swoim stosunku co do tych spraw a nie wypowiadałam się za innych.
wicki pisze:
Lecz operacji plastycznych i operacji zmiany płci nie wymyślono tylko po to by pacjentka dobrze wyglądała, takie zabiegi mają na celu pozbycia się problemu- kompleksu, który nam przeszkadza, a przekłada się na relacje między ludźmi. Wstydzimy się tak? Boimi się otworzyć itp.
A tu powtórzę, co pisał ktoś przede mną: SRS rozwiązuje tylko problem tego co mamy między nogami i jego pochodnych: seks, plaża, basen itp.
Znam osoby przed SRS, które nie mają problemów w relacjach z innymi wyjąwszy właśnie sprawy łóżkowe, bo nikt oprócz najbliższych z najbliższych w majtki nam przecież nie zagląda.
I właśnie ja chcę rozwiązać ten problem między nogami. Dlatego uważam, że zabieg ten wiele zmieni ponieważ usunie problem, który mnie trapi. 
Ja nie mam problemów w relacjach z innymi. Jestem dość otwarta i ludzie zazwyczaj jak mnie poznają to mnie lubią, mówiąc o relacjach miałam na myśli te bidulki z dużymi nosami i małymi piersiami. Ich kompleksy je hamują i sprawiają, że są naprawdę zakompleksione i trudno jest im normalnie funkcjonować. Ukrywać można wszystko, ale przed samym sobą niczego nie ukryjesz. 
A jeżeli już chodzi o sprawy łóżkowe to powiem jedno. PODZIWIAM takie osoby ponieważ, ja nie dała bym rady. Nawet jakby komuś nie przeszkadzało to, że mam penis i nawet jakby taki facet chciał się nim "pobawić" to nie pozwoliłabym na to! Czułabym się niesfojo, źle, czułabym się skrępowana. Ja po prostubym tak nie mogła. Nie mogłabym też paradować po basenie i innych miejscach gdzie trzeba się rozebrać z myślą, ze świadomością  że mam penisa. Bałabym się że ktoś zauważy, coś zacznie podejrzewać. Wtedy radość z tak prostej rzeczy jak pływanie znikła by bo nie mogłabym się wyluzować. 
Nie robię sobie SRS z myślą żeby wszystkim wszem i wobec pokazywać moją waginę czy dawać się macać przez innych lub zaglądać mi w majty xD Nikt obcy nie zagląda mi w majty, ale ja zaglądam a SRS ma poprawić komfort życia :)

wicki pisze:
Ja nie chcę powiększania piersi, ani zminiejszania nosa tylko chcę mieć to co powinnam mieć! 
Czy to takie złe?
Ktoś mówił, że to jest złe? Większość z nas przecież do tego właśnie dąży :)
Na piersi nie mogę narzekać, nos jest jaki jest ( są gorsze). Mam ładne piersi i kocham je w sobie mimo iż nie są proste a to przez to że kiedy szybko rosłam to zdeformowała mi się klatka piersiowa i prawa strona odstawała od lewej. Też się często z tego nabijali w podstawówce i mówili, że mama karmiła mnie bagietą i że ta bagieta utknęła mi i dlatego mam takie odstające miejsce na klatce piersiowej. Miałam na nią operację i kompleks zniknął! 
Nie jest idealnie prosta a blizna sprawia, że czasem aż patrzeć nie mogę, ale i tak to nie jest ważne bo klatka jest o 70/80% prostrza niż była przed operacją. Tak samo będzie z SRS.. Po nim też już pozbędę się problemu. 
Większość jakoś do tego dąży, a ja nadal muszę bronic swoich wypowiedzi xD
wicki pisze:
Widzę, że zetknęłam się tutaj z przeciwnikami SRS..
Raczej z ludźmi (przynajmniej niektórymi) po SRS, którzy uważają go za ważny etap w swoim życiu, ale nie sposób na rozwiązanie wszystkich swoich problemów.

---------------
A tak generalnie: to chyba przyzwyczaiłaś się do tego, że w rozmowach ze wszystkim dookoła, musisz stale bronić swojego stanowiska i uzasadniać sensowność swoich wyborów. Tutaj jednak jesteś wśród swoich, którzy (w większości) chcą tego samego co ty, a nawet jak sami nie chcą, to rozumieją, że można chcieć. Zatem luzik - nas nie musisz przekonywać
SRS nie jest lekasrtwem na wszystko, ale jest lekiem na mój jedyny problem. 
Wiem, że SRS nie rązwiąże wszystkich naszych problemów? Nie powiedziałam że tak! 
Jest wiele problemów z któymi musimy sobie radzić same. Musimy walczyć i być silnymi i po upadku wstać z dumną i iść dalej i na każdym błędzie się uczyć.
Wiele przeżyłam tak jak pewnie wiele z was. Jestem świadoma wszystkich rzeczy, plusów i minusów, komplikacji, ryzyka itp. Jestem tego świadoma i mimo to chcę się podjąć tej walki.
Problemów nie idzie przewidzieć i nie ma na nich lekasrtwa. Jedynym lekiem jest nasze odpowiedzialne działanie.
Nie powiedziałam, że SRS rozwiązuje wszystko bo przecież za leki i wizyty trzeba płacić, trzeba pracować, jak będzie w Paryżu? Czy znajdę tam pracę? Czy coś odłożę? A ile z tym będzie zachodu, męczenia się i łez, ale jestem gotowa!  

Dziękuję Freju :*****

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj