Anna Grodzka - znak czasu w polskim Sejmie - biało-czerwona nabiera kolorów

Zobacz cały wątek:  portal / komentarze artykułów / Anna Grodzka - znak czasu w polskim Sejmie - biało-czerwona nabiera kolorów
Re: Anna Grodzka - znak czasu w polskim Sejmie - biało-czerwona 2011.11.16, 13:06
[autor]
Takie przedstawienie TS jestem przed, ale już nie po, jest rzeczywiście wizją idealną. Jednak czas życia w nieodpowiedniej formie ciała jest znaczący i waży na psychice. Płeć staje się blizną na naszej seksualności. W innym wątku jedna dziewczyna pisała o ts k/m jak go upewnić, że widzi w nim faceta a nie faceta, który był kobietą. W odpowiedzi dostała informację, że takie osoby nie mają 100% poczucia męskości (zreszta jak większość facetów, ale jakościowo odczucie to jest zapewne inne).
Po wszystkim, po całym "przejściu" można powiedzieć, że taka osoba zawsze będzie miała odczucie inności. Jestem kobietą, ale ..., jestem mężczyzną jednak... Takie odczucie sądzę, że po wszystkim dalej będzie istniało. Nie jesteśmy przecież jedynie ciałem, czy imieniem zapisanym w dowodzie. Imię moge mieć inne, ciało moge zmodyfikować (lub coś może je zmodyfikować) ale ja pozostanę sobą. Kiedy myślę iż posiadając penisa jestem ts, a jeśli go zmienię w waginę już ts nie będę to wydaje mi się, że gram ze sobą w samooszukiwnie. Bycie TS to pewne nastawienie wobec świata, to dążność do bycia osobą płci odczuwanej, ale to zawsze jest dążność, nawet "po wszystkim" istnieję dla siebie jako osoba, która była kiedyś inną osobą. Transcendencja bycia sobą jest nieskończona, a to oznacza, że zawsze będzie coś co mają osoby nieTS, co ja jako osoba TS nie będę posiadać. To, że posiadam (po) waginę czy penisa, nie wymażę tego, że "przed" było tam coś innego. Moim skromnym zdaniem płeć i transpłciowość nie są sprowadzalne do siebie. Płeć można zmienić (skorygować), ale bliznę (świadomość bycia) zostaje.
Nawet jeśli płeć jest identyfikowaniem się z grupą osób będacych danej płci, to zawsze będę siebie interpretować jako TS, bo kobiety/mężczyźni TS są w takim samym położeniu jak ja. Zmiana (korekta) płci nie jest niczym magiczna różdżka, która rozwiązuje wszystkie problemy. Transseksualizm zostawia bliznę, której usunąć (bez kawałka mózgu) raczej nie da rady. Chyba, że jest tu ktoś, kto po operacji stał się osobą w 100% danej płci, zapominając o tym kim się było?
Nie jest tak, że to co było a nie jest nie pisze się w rejestr. Jest tak, że to co by być mogło a nie jest nie pisze się w ten rejestr.

Kobieta/ mężczyzna z urodzenia nie muszą uwiarygadniać swojej płci, oni są tym kim są. TS muszą uprawomocnić swoją płeć, a proces gruntowania nie ma końca, gdyż zawsze istnieje coś co wskazuje na to kim się było.
zmian: 1, ostatnia: wronowata - 2011.11.16, 13:10

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj