fetyszyzm a transseksualizm

Zobacz cały wątek:  portal / a co z fetyszyzmem? / fetyszyzm a transseksualizm
fetyszyzm a transseksualizm 2015.03.07, 13:31
[autor]
Dedykuję niniejszy wątek dla forcedbekamilla, może mu się na coś przyda, ew. może przyda się kiedyś komuś jeszcze. A jeśli się nie przyda to trudno.

forcedbekamilla pisze:
Frejo to jestem ciekawy jakie Ty masz fantazje i fetysze ?;)
(...)
tak jak kiedys niedawno tu napisałem że można tak głęboko wejsc w fetysz i masochizm i nawet sie nie zauważy jak sie juz bedzie po tzw operacji zmiany płci:)
To tak nie działa. Można się strasznie jarać fantazjami o feminizacji i uległości, a jednocześnie czuć się facetem i chcieć nim pozostać. Jeśli ktoś chce zmieniać płeć, to jego motywacje nie wynikają z fetyszyzmu. A teraz omówię to na wybranym przykładzie, co oznacza, że oddam się robieniu tego, co lubię robić najbardziej czyli mówieniu o sobie :p

Zacznę od tego, że mam już tyle lat, że moja seksualność zdążyła się przez ten czas kilka razy pozmieniać, więc część z tego, o czym będę mówić dotyczy bardziej przeszłości niż teraźniejszości, ale po kolei.

3-6 lat, przedszkole

Moje pierwsze fantazje seksualne, które sama sobie i sama z siebie wymyśliłam (bo był wtedy PRL i nie było niczego). Dotyczyły BDSM, (w tamtym okresie okolic bondage i instrumentalizacji) oraz modyfikacji ciała.

Jednocześnie w tymże wieku zazdrościłam dziewczynkom i kobietom ich włosów, ubrań, butów, biżuterii, makijaży i było to takie dojmujące, czasem wręcz wyżerające od środka uczucie, ale nie wydaje mi się, żeby w tamtym czasie wiązało się to dla mnie jakoś z podnieceniem.

10-12 lat, podstawówka

Szósta klasa, to był w moim życiu okres absolutnego szczytu seksualnego. Wszystko (ale to absolutnie wszystko) było wtedy podniecające. Kawałek nogi, kawałek dekoltu, wytuszowane rzęsy. Wcześniej w kobietach fascynowało mnie głównie to, co one noszą na sobie, teraz zaczęłam zauważać ich ciała. No i te ciała, ubrania, buty (i w ogóle wszystko) ewidentnie mnie podniecały. Podniecało mnie też myślenie o tym, że ja sama jestem kobietą i właśnie tak wyglądam. Pamiętam, że próbowałam wtedy na silę fantazjować o tym, że jestem facetem i uprawiam seks z kobietą, bo... bałam się, że jak coś z tym nie zrobię, to mi już na stałe tak zostanie, ale fantazje o seksie hetero ze mną w męskiej roli kompletnie mnie nie ruszały. Najchętniej fantazjowałam wtedy, że jestem dziewczyną i np. idę tak sobie ulicą.

Jednocześnie zaczęłam też zwracać większą uwagę również na swoje własne ciało, a ono niestety zaczynało się zmieniać. Porastało w różnych miejscach włosami, które początkowo próbowałam wyrywać dopóki nie było ich już tyle, że dałam sobie spokój. Również to co mam między nogami bardziej mi wtedy zaczęło przeszkadzać, bo czułam, że wolałabym mieć tam coś innego. Ciągle przychodziły mi do głowy fantazje w stylu: spotykam wróżkę i ona zamienia mnie, albo budzę się któregoś dnia i jestem już dziewczyną.

A... 12 lat to moje pierwsze zakochania - w dziewczynach. Co dołożyło jeszcze jeden kamyczek do tego całego zamieszania, bo już kompletnie nie wiedziałam, jak to wszystko razem poskładać, kim powinnam w takim razie być, jaką rolę pełnić itp.

15-16 lat, szkoła średnia

Libido nadal utrzymywało mi się na bardzo wysokim poziomie i fantazjowanie o wyglądaniu jak kobieta nadal mnie podniecało, ale najbardziej kręciły mnie znowu fantazje BDSM (tym razem już chyba w pełnym spektrum). W tamtym czasie odkryłam np. "Historię O". Poza tym, jakoś w tym okresie uświadomiłam sobie jak strasznie potrafią mnie kręcić fantazje o seksie z facetami, z czym z resztą na początku usiłowałam walczyć, bo... nie chciałam być gejem:p

Miewałam też wtedy fantazje typu forced feminization, ew. fantazje na zasadzie: miałam wypadek, urwało mi i okazało się, że teraz trzeba mnie przerobić na kobietę. Jak teraz na to patrzę, to z jednej strony takie wizje podniecały mnie, a z drugiej w tego typu fantazjach, moje marzenia ziszczały się w taki sposób, że nie musiałam się do nich oficjalnie przyznawać (nawet przed sobą samą). Teraz taka postawa mnie śmieszy, bo uważam, że jeżeli czegoś chcę, to dążę do tego, żeby to osiągnąć, a nie udaję, że jest inaczej, ale wtedy miałam zdrowo pokręcone w głowie.

Generalnie ze swoją seksualnością sobie nie radziłam, ale libido mi już trochę zaczynało spadać, więc w czasie kiedy moi koledzy zdobywali pierwsze doświadczenia, ja starałam się raczej wypierać ze świadomości tę tematykę.

22-27 lat, studia
Jakoś w tym okresie w Polsce zaczynają pojawiać się wzmianki na temat piercingu i artystycznych tatuaży. Pamiętam, że przez parę lat strasznie mnie to jarało. Normalni ludzie chodzili przeglądać pornusy, ja chodziłam do Empiku pooglądać sobie miesięcznik Tatoo. Ew. lubiłam jeszcze przeglądać kolorowe, babskie magazyny, bo sposób w jaki prezentowano w nich kobiety był (jak dla mnie) bardziej estetyczny i... bardziej erotyczny, niż ten, w jaki prezentowano kobiety w "męskich magazynach". W wieku 27 lat podpięłam się wreszcie do internetu i odkryłam http://www.bme.com , no i to była dla mnie wtedy ostra jazda. Po paru latach niestety opatrzyło się. Część modyfikacji ciała nadal mi się podoba, ale niestety już raczej nie jara.

Poza tym, na swój prywatny użytek generowałam wtedy mnóstwo pokręconych, hardkorowych fantazji w nieprawdopodobnych sceneriach, wspieranych magią, fantastyczną technologią itp. Miało być kolorowo i orginalnie :)

Poza tym, 25-27 lat, to okres, kiedy postanowiłam się wreszcie "wyleczyć" z transowania metodą znalezienia sobie dziewczyny. Znalezienie dziewczyny udało się, "leczenie" nie bardzo.

30+

Libido dalej spada. Odkryłam "japońśką część internetu" z perwersjami przy których moje własne, to często były tylko małe miki, ale pocieszam się, że moje były ładniejsze. Te "japońskie perwersje" miały w sobie pewien urok nowości i trochę ożywiły na jakiś czas moje fantazje, ale libido dalej spada.

Jednocześnie w tym okresie zaczynam mieć w necie kontakty z innymi transami. Czytam o tv, ts, poznaję ludzi w realu, rozmawiam z nimi, poznaję ich doświadczenia i dochodzę do wniosku, że chyba jednak nie jestem tv, bo nie rozumiem np. dlaczego ci z nich, którzy bez specjalnych zabiegów wyglądają en femme prześlicznie nie chcą natychmiast zmieniać płci. Z rozmów z ts-kami z kolei, dowiaduję się, że niektóre z nich potrafiło "to" podniecać, co wcześniej uznawałam za symptom kompletnie wykluczający transseksualizm. Jednocześnie stwierdzam, że leczenie transu partnerką ewidentnie nie działa, że ja zwyczajnie nie chcę pełnić w związku i w życiu męskiej roli.

na ten moment

Libido oscyluje w dolnych strefach stanów niskich. Z fantazji najbardziej kręci mnie chyba coś w stylu ja-kobieta + facet i ostry bdsm-owy seks. W praktyce żyję z partnerką, chociaż facetem w tym związku ewidentnie nie jestem.

Kwestie swojego transseksualizmu mam od dawna poukładane. Mniej poukładane mam ciągle sprawy finansowe. Znajomi mnie ciągle pytają: Freja, czemu ty ciągle nic nie robisz w sprawie tranzycji? Partnerka mnie ciągle pyta: To kiedy wreszcie kończysz te swoje projekty i zaczynasz kosić gruby szmal? A ja się siebie pytam: czy libido mi już takie niskie zostanie i jak z nim będzie po hormonach? Bo świat pełen smakowitych fetyszy jest nawet całkiem fajny, a bez nich bywa trochę nudno ;)p

forum / dział

  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj